Bartosz Sosnowski: Bard naszych wnętrzności

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Cześć Sosnowski.

Cześć.

Ja jestem Kuba. Mówią, że po nazwisku to po pysku, więc nie wiem czy mogę tak do Ciebie się odzywać, ale wszystkim sugerujesz ten sposób na swoich płytach.

Tak, to jest taki zawsze punkt wyjścia, jak się ustosunkować do mnie to po nazwisku. Sosnowskich jest wielu, a tak bez imienia to jest to jakieś kuszące i wyodrębniające mnie z całej reszty Sosnowskich, tak zawsze mi się wydawało. 

Zainspirowałeś się np. tym, że jak nauczycielka Cię wołała podczas sprawdzania obecności czy skąd się wziął ten pomysł? 

Myślę, że już trochę nie pamiętam jak to było w szkole, ale cała koncepcja wzięła się tak naprawdę z takiego bardzo starego serialu, który nazywał się Przystanek Alaska. Była tam postać Joela Fleischmanna i Maggie O’Connell, którzy nigdy nie mówili do siebie po imieniu, tylko zawsze po nazwisku. To było dla mnie niezwykle śmieszne, więc stwierdziłem, że zrobię tak samo. 

Tak jak zapowiadałem, chciałem zrobić taki typowy polski wytrych wywiadowy. Nikt przecież nie może być po prostu dobry w tym co robi, nie może być polskim artystą, tylko musi być podobny do kogoś z zagranicy. Gdy słuchałem Twojej płyty, w której prosisz mnie, żebym się nie denerwował, pomyślałem, że przypominasz mi Toma Waitsa. Nie tylko jeżeli chodzi o głos, ale także takie balladowe podejście do muzyki. Co myślisz o tym? Czujesz się takim polskim Tomem Waitsem?

Muszę cię zaskoczyć, nie jesteś pierwszą osobą, która odnosi takie wrażenie. Dla mnie osobiście to jest duży komplement, cały czas pracuję nad tym, żeby słuchacze nie myśleli o mnie jak o Waitsie, tylko o Sosnowskim. Myślę jednak, że kategoryzowanie wykonawców i muzyki, tembrów głosu to jest rzecz zupełnie naturalna. Nie mam z tym problemu, dla mnie druga płyta Tylko się nie denerwuj odnosiła się do trochę innych tematów niż te, które na co dzień porusza Waits. Mi chodziło jednak o trochę inne rzeczy, ale gdzieś te inspiracje muzyczne i podejście do ludzi, do świata być może wydaje się być wspólnym. 

Jeżeli chodzi o twoje teksty, liryczną warstwę to często wspominasz o takiej właśnie idyllicznej wersji rzeczywistości, w której chciałbyś abyśmy egzystowali w taki spokojny, normlany, zwyczajny sposób. Jak rozumiem, Twoje życie jest w takim razie zupełnie inne? 

Bardzo się cieszę, że poruszyłeś ten temat, bo zazwyczaj w tej płycie i w tych tekstach wszyscy zauważają głównie zagadnienie związane z miłością, a tak naprawdę głównym konceptem całej płyty było właśnie dążenie do takich ideałów z lat 70-tych, że potrzeba nam jakiegoś takiego współdziałania i współegzystowania co jest w dzisiejszym świecie szczególnie trudne. Ja jestem, jak wszyscy widzą, niezwykle spokojnym facetem, tak samo jak mój ojciec. Do momentu kiedy się po prostu nie zdenerwuję. Te wybuchy są jednak bardzo gwałtowne i szybko się kończą. Myślę sobie, że to były zupełnie inne czasy kiedy ta płyta się pojawiała i mieliśmy zupełnie inne problemy niż mamy teraz, chociaż mam wrażenie, zwłaszcza po ogłoszeniu dzisiejszych planów na znoszenie obostrzeń, że być może ten powrót do tzw. normalności jest dużo bliższy niż się obawiałem, że nastąpi. Ale to nigdy nie wiadomo. W każdym razie, kiedy Ola Górecka, autorka tekstów, pisała je i my o nich rozmawialiśmy, dla mnie szczególnie ważne było podkreślenie współegzystowania. Wydawało mi się, że akurat w tamtym momencie, różnego rodzaju niesnaski i problemy związane z brakiem możliwości dogadania się, zwłaszcza w Polsce, eskalowały i właściwie dochodziły do takiego punktu, że jak go przekroczymy to będziemy mieli wojnę domową. Ta eskalacja jednak postępuje i mam wrażenie, że ona się u nas nigdy nie skończy, bo mamy taką naturę. Z kolei, podejście do koegzystowania się bardzo mocno rozmija z moją ideą życia w społeczeństwie na zasadzie funkcjonowania pojedynczych jednostek, ale takich, które starają się być ze sobą. Generalnie wychodzę z takiego, być może naiwnego, założenia, że wszyscy jesteśmy zbudowani dokładnie z tych samych atomów co cała reszta wszechświata. Bez względu na to czy mamy na sobie tatuaże albo jakie flagi nosimy na wiecach. Tak naprawdę jesteśmy tacy sami. Oczywiście, dyskusja i wymiana poglądów, to dążenie do tego, żeby żyć w takim świecie, na jakim najbardziej nam zależy jest niezwykle ważne. Jednak ta umiejętność zaakceptowania odmienności to jest coś najtrudniejszego, a jednocześnie najważniejszego w naszym życiu.

Myślę, że tak, że jest dużo prawdy w tym co mówisz, a też wydaje mi się, że nie jest tak, że nie potrafimy się dogadać, tylko że nawet nie dochodzimy do momentu, w którym jesteśmy w stanie rozmawiać na normalnym poziomie. Z innej zupełnie strony natomiast, chciałbym Cię zapytać – co się stało z polskim rockiem? Muzyka, którą grasz, wydaje mi się, że możemy ją określić jako rockową i powiem szczerze, że jak słucham ostatnio radia to tam od lat się pojawiają klasyczne kawałki, takie jest Pink Floyd, Queen, dużo klasycznego amerykańskiego i brytyjskiego rocka. W pewnym momencie wyskoczyłeś Ty i zacząłeś topować te listy. Pomyślałem sobie wtedy, że coś tu się zdarzyło, bo chyba ostatnim artystą takim rockowym, o którym pamiętam, z którym też wydaje mi się, że masz pewne podobieństwa, był Organek. Zastanawiam się po prostu czy Polacy już tego nie słuchają, czy może ten rap, który jest wszechobecny po prostu przejął polską scenę rockową i wszyscy się przerzucili na taki rap-rock?

Ja myślę, że to nie jest problemem. To zagadnienie nie dotyczy wyłącznie Polski, bo jeżeli popatrzysz sobie na wykonawców, którzy odnoszą największe sukcesy, chociażby np. biorąc pod uwagę nagrody Grammy, to tam liczba tych wykonawców uprawiających muzykę rockową jest naprawdę skrajnie ograniczona. Jeżeli np. Michael Kiwanuka jest zaliczany do rocka to znaczy, że jest to sygnał jak w ogóle tą muzykę pojmować. To jest jedno. Ja generalnie wychodzę z takiego założenia, że każda epoka ma swój rockowy wyraz. On się niekoniecznie musi skupiać na tym, że będą używane gitary elektryczne z przesterem, perkusją i wrzaskiem. To tak naprawdę dużo szersze zagadnienie, bo wystarczy, że Billy Eilish zakłada ciuchy, które się kłócą zupełnie z koncepcją kobiety w dzisiejszym świecie i też jest już jakiś wyraz jakiegoś buntu. Muzyka rockowa czy punkowa to przede wszystkim bunt. Ja się w swojej muzyce odnosiłem i odnoszę do tego, co mnie inspirowało, więc te gitary czy sekcja dęta to jest coś, co mi się po prostu podobało, ale faktycznie, przez bardzo długi czas słuchałem dosyć starej muzyki. I to nawet nie tej z lat 90-tych czy końcówki lat 80-tych, okresu Guns’N’Roses, czy Faith No More, tylko jeszcze wcześniejszych, wszystkich tych reprezentantów muzyki lat 60- tych i 70-tych. Wracając jednak do gitar elektrycznych. Myślę, że jesteśmy teraz w takim momencie piku związanego z tym, o czym powiedziałeś. Wychodzę z założenia, że kultura muzyczna jako taka jest ciągłą sinusoidą i po prostu odchodzimy do takiego momentu, kiedy już wszyscy grają mniej więcej w ten sam sposób, używają podobnych środków wyrazu, teksty i zagadnienia w tekstach są poruszane mniej więcej zawsze te same i w pewnym momencie zaczyna to najzwyczajniej w świecie ludziom się trochę nudzić. Myślę, że dochodzimy do takiego momentu, kiedy ta sinusoida znowu zacznie opadać w dół i przeniesiemy się w trochę inne rejony. Być może to takie podejście do klasycznego brzmienia rockowego nigdy nie wróci, ale, patrząc z perspektywy szerszej i bardziej globalnej, to to, co się dzieje np. aktualnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie Gary Clark Jr albo Black Pumas są coraz bardziej popularni i jest to jakimś coraz bardziej mainstreamowym i wiodącym kierunkiem, pojmowaniem muzyki, to myślę, że ta muzyka w jakimś stopniu wraca. Innym jeszcze zagadnieniem jest to, że w dzisiejszych czasach mamy koegzystowanie rożnych gatunków jednocześnie, pewne rzeczy przebijają się w jednych mediach, inne rzeczy przebijają się w zupełnie innych, a jeszcze inne w ogóle nie wychodzą poza Internet i w dalszym ciągu mają swoich słuchaczy. To jest oczywiście tylko kwestia skali, czy ta muzyka jest na tyle popularna, żeby mieć kilka miliardów odtworzeni na YouTube czy ogranicza się do tego, że zamiast 15 tysięcy przychodzi na koncert 150 osób, co będzie trudno mi przewidzieć.

Czuję, że będzie to muzyka zaangażowana, to chyba jest naturalna konsekwencja. 

Trudno nie nazwać hip-hopu muzyką zaangażowaną, on jest jak najbardziej zaangażowany.

Ja myślę, że on był, potem się stał komercyjny.

Tak, ale to jest naturalna kolej rzeczy. Pod koniec lat 80-tych, kiedy pojawił się glam rock i kiedy właściwie to wszystko wyglądało w taki sposób, żeby jak najlepiej się sprzedać, to też była komercjalizacja tego, co było wcześniej.

Teraz jesteśmy na etapie chyba glam rap?

Chyba tak. Ostatnio gdzieś słyszałem, rożnego rodzaju badania rynku pokazują, że de facto coraz częściej wracamy do muzyki rockowej albo w ogóle stosującej inne środki wyrazu niż rap, hip-hop. To jest np. powrót do klasycznego brzmienia fortepianu. Powołując się na Queen – mamy Ralpha Kamińskiego, który w swojej muzyce używa tego fortepianu bardzo dużo. Uwielbiam Ralpha zresztą. Trudno nie nazwać Queen muzyką rockową, więc jeżeli Ralph odwołuje się do tamtych brzmień i buduje swoją muzykę na bazie fortepianu to jest to jednak powrót do muzyki rockowej. Jeżeli już szukalibyśmy nowych wykonawców, którzy coraz więcej używają gitar elektrycznych, to ostatnio odkryty przez świat WaluśKraksaKryzys pokazuje że jednak można brzmieć jak on i zdobywać nowe rzesze słuchaczy. 

A jeżeli chodzi o Twoją przemianę, w jakim kierunku teraz idziesz? 

Właśnie nie do końca wiem co się wydarzy. Są już nowe piosenki i nowe teksty, ale tak naprawdę ja zawsze szukam. Trudno tutaj mówić o ogromnych osiągnięciach, bo mam na swoim koncie dwie płyty, w tym jedną, którą nagrałem zupełnie sam. Miała ona oczywiście jakiś swój koncept i o ten koncept zawsze mi jednak chodzi. Jednak jestem mocno staromodny i podchodzę do płyty jako do płyty. Wiem, że w dzisiejszych czasach operuje się głównie singlami, ale dla mnie jest to niezwykle istotne, żeby te pojedyncze piosenki, w momencie kiedy złoży się je na jedną płytę, żeby one jednak stanowiły jakąś taką i liryczną, i muzyczną całość. Faktycznie więc jestem na etapie tworzenia konceptualnego. Piosenki już są, teraz tylko kwestia tego, jak to wszystko ubrać, żeby zgodziło się z jakąś moją wizją artystyczną.

Wracacie z koncertami? 

Mam taką nadzieję. Jest trochę dat i są plany, ale de facto to są rzeczy, które nie zależą tylko ode mnie. 

Rozumiem, że wszystkie platformy streamingowe mają Twoją muzykę, więc możecie tam je znaleźć do czego serdecznie zachęcamy. Płyta, w której Sosnowski, bo przecież nie Bartek prosi Was, żebyście się nie denerwowali jest też dostępna, ja przesłuchałem i bawiłem się bardzo dobrze. Szczególnie jak szybko jadę samochodem z jakiegoś powodu.

Faktycznie, może dobrze brzmią w aucie. Może też dlatego, że poszczególne fragmenty jednak w tym aucie powstawały. Zresztą, ja dużo muzyki słucham w samochodzie, więc potem staram się robić tak, że jeżeli już jest jakaś piosenka to celem, może domyślnym, jest to, żeby ona dobrze w aucie brzmiała.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

To ja dziękuję. 

 

fot.: Piotr Sobik

Reklama