Piotr Stramowski: Aktorstwo jak klocki Lego

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Witajcie nasi drodzy czytelnicy, jesteśmy dzisiaj z Piotrem Stramowskim, odtwórcą roli detektywa w nowym serialu Tajemnica Zawodowa, produkcji TVN. Serial ma dopiero co dwa odcinki, więc na razie wszystko jest dość mgliste, jeszcze nie wiemy o co chodzi. Jakbyś mógł powiedzieć jakiego rodzaju jest to rola? Historia jest dość zawiła, jest lekarz, który zostaje oskarżony o coś, jego żona, jak kiedyś to było w filmach akcji, bierze z haku shotguna, w tym przypadku togę i idzie na salę sądową go bronić, ty jesteś detektywem, który prowadzi sprawę. Jesteś takim antybohaterem. 

Wiesz, to jest trochę takie nieoczywiste i to mi się bardzo podobało na poziomie scenariusza już. Historia jest super napisana. Rola Magdy Różczki jest napisana wyjątkowo ciekawie. Mam wrażenie, że takiej postaci nie było dawno w polskim serialu. Mam na myśli silną, dojrzałą kobietę. Charyzmatyczną i stonowaną, taki model, którego mam wrażenie trochę brakuje teraz, Odpowiadając na twoje pytanie, a propos Millera Pawła, mojej postaci, to jest to osoba, która łączy dużo pomiędzy różnymi światami. W skrócie, został wynajęty przez Julkę do śledzenia jej męża, którego podejrzewa o zdradę. Okazuje się, że faktycznie coś takiego miało miejsce. Do tego dochodzi sytuacja z atakiem na tego męża, który ląduje w szpitalu i jest oskarżony, a Jula, która jest prawnikiem, decyduje się go bronić. I to jest niesamowite, że w takiej ciężkiej sytuacji życiowej, decyduje się, żeby go bronić, żeby chronić rodzinę, dzieci. Miller towarzyszy jej cały czas. Jest osobą jej bliską, można powiedzieć, że współpracują ze sobą. Później pojawiają się oczywiście inne sprawy, ale są blisko, ich relacja jest nieoczywista, jak wszystko w tym serialu. Miller jest introwertykiem. Stoi z boku, jest obserwatorem i jedynym elementem, czymś co go zapaliło do pracy to właśnie sprawa Julki. Tak naprawdę to chyba Julka sama w sobie, jako osoba, która zrobiła na nim wrażenie. 

Rozumiem, że nie rozmawiałeś z detektywem Rutkowskim na temat przygotowania się do roli?

Na temat przygotowania się do roli nie, ale miałem okazję kiedyś siedzieć z nim na jednej kanapie w jakimś programie. To nie ten typ.

To jak się przygotowywałeś? Miałeś jakieś rozmowy z prawdziwymi detektywami? Czy raczej na samym scenariuszu? 

Mogę dodać też, że Miler był policjantem, więc ma background w policji. 

To masz duże doświadczenie.

Mam duże doświadczenie, wydaje mi się, że na tym bazuję. Detektywem jest od niedawna, ale tu nie zawód określa człowieka, tylko to, czego doświadczył w życiu i jaką jest osobą. Składa się na to wiele rzeczy, które później wychodzą w kolejnych odcinkach. Na początku nie wiemy tego, a później się dowiadujemy i możemy sobie jakoś złożyć w głowie dlaczego Miller jest taki, a nie inny, bo będziemy to widzieć w kolejnych odcinkach. 

A ty jak myślisz, czy człowiek to jest tylko genotyp, który na niego wpływa czy to są bardziej zjawiska zewnętrzne? Czy jesteśmy bardziej istotami społecznymi jako ludzie? To też ważne jest w przygotowaniu do roli.

Ja podchodzę tak, że na pewno rodzimy się z jakimiś predyspozycjami, z osobowością, która już jest widoczna.

Czyli to jest taki rdzeń?

Tak, wierzę w to. Oczywiście, okoliczności, w których się wychowujemy i świat, podejście to tworzy nas jako ludzi też z innej strony. To ego i superego się buduje. Każdy ma coś innego, każdy jest innym człowiekiem po prostu. Nie wiem jak odpowiedzieć na twoje pytanie. 

Czytałem kiedyś Fukuyamę, napisał taką książkę Koniec człowieka. I on stwierdził tam, że to jest zazwyczaj 40 do 60, czyli 40 to są geny, które mamy, które sprawiają kim jesteśmy, a 60% to jest właśnie środowisko, wychowani, jeśli dobrze to pamiętam, przepraszam, jeśli pokręciłem. Tak jak np. była kiedyś taka sytuacja w Chinach, że dziewczynkom zawiązywali nogi i przez to ich stopy były znacząco mniejsze. Zastanawiam się, czy to jest ważne z punktu widzenia aktora? Czy taki jestem, bo jestem czy jestem taki, bo takim się stałem? 

To jest ciekawe pytanie. Przede wszystkim muszę i tak korzystać ze swoich bagaży, ze swoich doświadczeń jako Piotrka Stramowskiego. Ze swoich emocji, ze swojej wrażliwości, którą lokuję w jakiejś danej sytuacji życiowej, jakiejś danej osoby i staję się przez to kimś innym. Oczywiście, możemy się bawić wizerunkiem, głosem, chodzeniem, tworzymy tę postać. Jeśli mnie pytasz o zawód i tworzenie postaci to ja mam podejście takie, że jest to pewna sfera, która dla mnie jest wciąż trochę niezrozumiała i magiczna. Nieraz jest tak, że poczujesz postać. Oczywiście, pracuje to w twojej głowie, pracujesz nad tym, myślisz, zastanawiasz się, robisz research, szukasz i nagle coś ci wskakuje i po prostu w tym jesteś. To nie jest tak, że w każdym momencie kiedy gram scenę to myślę, że teraz powinienem zrobić tak i tak. To jest tak, że to wchodzi w krew. Mam jeszcze taką zdolność do naśladowania ludzi od zawsze i zacząłem to ostatnio wykorzystywać w zawodzie. Pomaga mi to, bo mogę sobie ukraść z kogoś i poskładać postać z różnych innych postaci. Jeśli ktoś jest np. bardzo charyzmatyczny, jest bardzo intensywną postacią to lubię zabrać nawet z 90% z niej i włożyć ją w zupełnie inny świat. To tworzy zupełnie inną postać. To jest tak fajna zabawa, jak układanie Lego, mam takie wrażenie. Możemy sobie z tych różnych zestawów coś ułożyć. 

Czy to wykorzystujesz jakoś np. gdy jesteś w sytuacji konfliktowej, idzie do ciebie kilku gości z szalikami i mówisz: Teraz ja będę gościem z szalikiem. 

Nie ma takich sytuacji, ale jest coś takiego, że jak spotykam policjantów to mi się włącza Miami. To jest automat, ja tego nie kontroluję. Dużo czasu spędziłem w świecie policyjnym, bardzo się polubiliśmy, więc jak rozmawiam z policjantami to wchodzę w trochę inny tryb. Jest to tryb, w którym możemy porozmawiać, na który zostałem dopuszczony do tej przestrzeni, do której nie dopuszczają wszystkich ludzi. Trochę tak jest, że jak się idzie do więzienia to się grypsuje, są pewne środowiska, w których to pomaga. W moim przypadku, akurat z policją, to jest stricte związane z tym, że grałem role policjanta i jakoś tak to mocno jest we mnie zakorzenione i tak dużo czasu z nimi spędzałem, będąc w trakcie przygotowań do tej roli, że przychodzi mi to naturalnie. Rola jest dla mnie wyzwaniem i poszukuję. Powiedziałem o introwertyku w tym serialu – ja jestem ekstrawertykiem, a musiałem znaleźć kogoś zupełnie innego i trochę zrezygnować z takiej ekspresji, którą mam, musiałem to jakoś stonować. 

A zmieniłeś postawę? 

Nie. To, że ja się zmieniam, mam wrażenie, że to się samo jakoś tak osadza. Być może to jest też związane z momentem w życiu, w którym jestem. Prywatnie trochę zapuściłem włosy i wykorzystaliśmy je w serialu, to też nie jest przypadek. Te postaci często się też zazębiają z moim stanem w życiu w jakim jestem w danym momencie. Poszukuję w życiu i mam wrażenie, że non stop się zmieniam. Jak patrzę w lustro to tyle tych postaci w ciągu 5 lat zagrałem, które się fizycznie zmieniały, mnie zmieniały. Nie wiem w czym byłoby mi teraz najlepiej, w czym się najlepiej czuję.

Kłopot z tożsamością.

Nie wiem czy kłopot, bo się czuję ze wszystkim w zasadzie dobrze, czuję się sobą. Są aktorzy, którzy wyglądają non stop tak samo, ja mam wrażenie, że nie. Miałem epizod brody, krótkich włosów, mięśni, ale to też mnie zmęczyło. Czuję, że to nie do końca jest moje, więc sobie poszukuję, a w moim zawodzie to jest na plus.

I właśnie, a propos tego poszukiwania, to też mnie ciekawi. Czy masz coś takiego czasami, że prowokujesz pewne sytuacje, by ich doświadczyć jako aktor? Jeżeli jest jakaś sytuacja towarzyska, czy to jest sytuacja niebezpieczna lub mniej? 

Ale w życiu prywatnym? 

Tak, np. Steven Segal robił coś takiego, że chodził po barach w jakimś dziwnym wdzianku tylko po to, żeby sprowokować ludzi.

Nie, nie robię takich rzeczy. Chyba, że na potrzeby filmu. Faktycznie, jak przygotowywaliśmy się do Pitbulla to chodziłem z irokezem po mieście i ze sztuczną klamką za paskiem spodni, w kostiumie z filmu i stałem na bramkach, wpuszczając ludzi do klubu. 

Czyli nie masz czegoś takiego, że widzisz sytuację i myślisz sobie: To mi się może kiedyś przydać, ta emocja? 

Nie, nie bawię się w takie rzeczy. Jak dostajesz rolę to się po prostu przygotowujesz do tego i wiesz co grasz. Doszedłem do wniosku, że takie podejście ekstremalnego wejścia w rolę to nie jest dla mnie. Może są aktorzy, którzy to lubią, ale poznanie tego środowiska, inwigilacja, to ma sens, jeśli masz możliwość wejść w te struktury i sobie pobyć z nimi. Zaczynasz chłonąć ich świat, przesiąkać tym i to wystarcza, ale żeby prowokować ludzi w restauracjach to nie mam takiej potrzeby. Jakbym miał taką scenę to by się to wydarzyło na planie po prostu. Byśmy zrobili to tu i teraz, 

Każdy ma swoją drogę. Dziękuję ci bardzo za rozmowę. Dwa odcinki za nami, co tydzień nowy. Zapraszamy na Tajemnicę Zawodową.

Dzięki. 

fot.: Marcin Bosak

 

Reklama

Sinooki blady Ty

Autoteliczne wyznania to najgorszego rodzaju onanizmy intelektualne. Zapraszam zatem. Wewnątrz