Sen o magicznym ogrodzie – recenzja „Minari”

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Koreański sen o dobrobycie, szczęściu i własnej ziemi. Opowieść Lee Isaaca Chunga otrzymała pięć nominacji oscarowych, w tym jedną wygraną za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą. Minari to historia o marzeniach i przede wszystkim spokoju dla całej rodziny.

W pogodni za ideałami, Jacob, podejmuje decyzję o wyprowadzce z Kaliforni, gdzie przez dziesięć lat zajmował się sortowaniem kurczaków według płci. Rodzina łączyła dwa końce z trudem, a wizja spędzenia całego życia w sortowni wydawała się dla mężczyzny koszmarem. Wraz z żoną i dwójką dzieci wsiadają do samochodu i wyruszają w podróż do nowego, potencjalnie lepszego miejsca. Po dotarciu, okazuje się, że ich nowy dom ma kółka, a dojazd do najbliższego szpitala zajmuje godzinę. Głowa Jacoba zapełniona jest sennym marzeniem, które usilnie próbuje zrealizować. W pewnym momencie, do czterech osób dołącza matka Moniki, która jak na babcię przystało babci nie przypomina.

Tytuł filmu nawiązuje do rośliny o niezwykłych właściwościach. Minari jest japońską pietruszką, która urośnie w każdym miejscu, niezależnie od rodzaju gleby. Jest jak chwast, który zdoła przeżyć w każdych warunkach (na pokazie filmu w Kinie Muranów – dziękujemy za zaproszenie! – widzowie otrzymali również ziarenka rośliny, wkrótce przekonam się czy życie na parapecie jest jej równie niestraszne). 

Monica, matka dwójki dzieci od początku podchodziła do pomysłu zmiany miejsca zamieszkania sceptycznie. Jej syn, David, ma problemy z sercem i powinien unikać jakichkolwiek sytuacji stresowych. Zmartwieni rodzice upominając go za każdym razem, kiedy zaczyna biec. Nowe życie tylko pozornie wygląda spokojnie. Słoneczne dni, zieleń wokoło i muzyka Emile Mosseriego nadają dziełu sielankowego klimatu.

Co ciekawe, film zdobył Złoty Glob w kategorii Najlepszy film zagraniczny, a zrówno reżyser, jak i produkcja jest amerykańska. Oscara zdobyła Yuh-Jung Youn, która wcieliła się w rolę ekscentrycznej babki. Jej postać wprowadziła do dzieła dozę dramaturgii – nie była ona bowiem konwencjonalną babunią gotującą rodzinie jedzenie i piekącą ciasteczka – lubiła hazard (w wersji soft, czyli rodzinnej grze w karty), a zamiast damskiej bielizny wolała bokserki. 

Obsada, czyli Steven Yeun, Te-ri Han, Alan Kim, Noel Cho i Will Patton poradzili sobie fenomenalnie. Patton wcielający się w role szaleńczo oddanego Bogu człowieka wypadł w stu procentach przekonująco. 

Film pokazuje historię rodziny w momentach beztroskich i konfliktowych, a także dziwactwa i humory każdego z jej członków. Fabuła toczy się miarowym tempem, dostosowanym do upałów Arkansas. Ale nie dajcie się oszukać tej wizualnej idylli, w dramacie znajdą się również niespodzianki.

Reklama

Sinooki blady Ty

Autoteliczne wyznania to najgorszego rodzaju onanizmy intelektualne. Zapraszam zatem. Wewnątrz