Po co latamy? Po przygodę.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zapewne każdy w dzieciństwie myślał o przygodach. Miały one dotyczyć smoków, księżniczek, skarbów, czy lotów na Marsa, czyli wszystkiego o czym czytaliśmy lub co oglądaliśmy. Zwróćmy uwagę na to, że właściwie niewiele się w nas zmieniło. Cały czas chcemy pokonywać jakieś smoki – czy to w formie ojca, sąsiada, kierownika, prezesa, czy kłótliwych męża lub żony. Szukamy po świecie „księżniczek” i „księciuniów”, z którymi założymy wspaniałe rodziny lub przynajmniej spędzimy bajkowe chwile, które będą dla nas przygodami. Współczesne skarby to drogie auta, karta kredytowa, przychód pasywny, genialny pomysł na firmę, ale też kolekcja drogich trunków, zegarków czy kijów golfowych. Tylko z tymi lotami na Marsa mamy trochę problemów bo wolimy wiedzieć wszystko – jaki samolot, jaki hotel, jaki pokój, jakie wycieczki, jaka okolica, itp. Chcieliśmy przygód, a zrobiliśmy z nich cele. Jak sama nazwa wskazuje, cele to są w więzieniu. I zamiast lecieć po przygodę, lądujemy w celi naszych potrzeb materialnych, społecznych, psychologicznych, mentalnych. Gdzie tu przygoda? Ano przygoda jest tam gdzie jest niewiadoma. Gdzie nie znamy szczegółów, gdzie oddajemy się losowi lub przypadkowi. Kontakt z autochtonami często jest przyjemniejszą przygodą, którą wspominamy latami, niż kontakt z obsługą hotelową. I nie mówię tu o ucieczce przed złodziejami, ani o służbach hotelowych, które nie sprzątają i przygodą jest noc w brudzie. Mówię o udaniu się w nieznane. Nawet jeśli mamy konkretną lokalizację to jedźmy na wycieczkę w prawo, a jutro w lewo. Przygoda to też poznawanie siebie w nowych okolicznościach. Tak podchodząc przeżyliśmy kilka przygód. Wyjazd do Bułgarii w ciemno bez żadnej rezerwacji. Popsute auto na autostradzie w Austrii i czekanie na naprawę pięć dni w Czechach. Wieczorne spacery po Rzymie i powrót ”nocnym” autobusem gdy okazało się, że metro wyłączone. Nocny spacer po greckiej plaży w nieznane gdy po drodze nie było przez dłuższy czas żywego ducha i cywilizacji. Spacer wokół małej górki na Sycylii, który zakończył się po kilku godzinach bez wody, prawie czołganiem na czworaka. Przekupowanie serbskiego policjanta po rosyjsko-angielsku aby nie zostać odholowanym na posterunek. Robiłem to tak fatalnie, że dostał ataku śmiechu, wziął 20 euro i pokazał, jak dalej jechać. Przygody muszą mieć element jakiejś inicjacji, ale też być trochę czymś niewiadomym, zaskakującym, ciekawym i wyjątkowym.

Reklama

NO SIGNAL

„Michał, powinieneś więcej mówić na Instagramie” – taką radę dostałem