Polak na froncie w Meksyku [Ostatni bohater]

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Kadr z filmu / Ilia Volok w roli Grzbalskiego

Wizerunek walecznego Polaka-żołnierza jest na ekranie cementowały dość regularnie. Przez nasz kraj przetoczyło się tyle wojen, że Polak z szabelką, bagnetem czy z karabinem wygląda jakby po prostu był w swoim środowisku. Wychowani w wojnie i licznie migrujący Polacy brali udział w konfliktach będąc również na obczyźnie, walcząc o wolność krajów we wszystkich zakątkach świata. Nawet wtedy gdy Polska nie była żadną ze stron.

Wojna amerykańsko-meksykańska jest raczej rzadko przytaczana na lekcjach historii w Polsce. Nie wiele też o niej wiemy z filmów gdyż te nie powstają zbyt często, a jeżeli już powstaną to napewno nie docierają do szerszej publiczności – opowiadają bowiem o niechlubnej części historii Stanów Zjednoczonych, a to one rozdają karty w filmowym świecie. Jednym z niewielu filmów przedstawiających ten konflikt jest koprodukcja hiszpańsko-meksykańsko-amerykańska (!) pt. Ostatni Bohater (One Man’s Hero z 1999 roku) w reżyserii Lance’a Hoola. Kamera zabiera nas w środek wojny amerykańsko-meksykańskiej, a konkretnie wędruje wzdłuż wojennej ścieżki tzw. Batalionu Świetego Patryka. W połowie XIX wieku duża część szeregowych żołnierzy armii amerykańskiej była zlepkiem katolickich imigrantów z Irlandii, Szkocji, Niemiec czy Polski. Oficerami zaś byli głównie anglosascy protestanci, którzy byli dla swych podwładnych wyjątkowo surowi przez różnice wyznaniowe. Wewnątrz armii robił się kipisz, a szykanowanie katolików osiągało taki poziom ,że dochodziło do tortur. Zabraniano im się modlić i brać udziału w katolickich nabożeństwach. Część uciśnionych wojaków z Amerykaninem irlandzkiego pochodzenia Johnem Rileyem na czele postanowiła zdezerterować i utworzyć samodzielny batalion. Batalion Świętego Patryka.

Jak wynika z opracowania Roberta Ryala Millera: Shamrock and Sword, The Saint Patrick’s Battalion in the US-Mexican War wśród 98 żołnierzy wymionionych wraz z miejscem urodzenia znajdował się jeden Polak o nazwisku Vinet. Międzynarodową ekipę łączyło zatem tylko wyznanie i jest ono w filmie bardzo ważne. Na tyle ważne, że po dezercji, udało im się dołączyć do armii Meksyku. Realia tamtych czasów zostały przedstawione na tyle rzetelnie, że na ekranie również pojawia się Polak w liczbie pojedyńczej. W filmie nazywa się Daniel Grzbalski (pisownia oryginalna) i wciela się w niego ukraiński aktor Illia Volok.

Volok w swojej karierze zagrał Polaków kilkukrotnie, prawdopodobnie przez to, że w miarę dobrze radzi sobie z językiem polskim, a przy każdym występie jako Polak daje ku temu świadectwo. Dla przykładu móżna wymienić takie tytuły jak Wodę dla słoni, czy Imigrantkę.

Grana przez niego postać to przede wszystkim kawał chłopa, “najsilniejszy w klasie”, który w walce wręcz nie ma sobie równych. Jest doświadczony w boju, jak wspomina ma za sobą pięć lat walki z Indianami o Amerykę za co został nagrodzony medalem za odwagę.

Daniel pod dowództwem Rileya to prawdziwa wojenna bestia. Twardziel, wyróżniający się spośród towarzyszy niedoli. W jednej ze scen wraz ze swoimi katolickimi kompanami zostaje skazany na karę chłosty. Podczas wykonywanai kary każdy ze skazanych modli się na głos (dzięki czemu dobrze widać multietniczność oddziału). Każdy modli się w swoim języku, Polak również (Zdrowaś Mario). Daniel ze spokojem przyjmuje karę i jako jedyny pozostaje skupiony na modlitwie podczas gdy inni krzyczą w niebogłosy.

Kadr z filmu / Polak nad pokonanym przeciwnikiem

W oddziale Rileya jest człowiekiem do zadań siłowych, gdy trzeba wywarzyć wrota zajmuje się tym właśnie Polak. Podczas starć wykazuje się dużym bohaterstwem i zaangażowaniem, walczy z gołym torsem, a jego zapaśnicze umiejętności pozwalają mu na walkę w ręcz przeciwko uzbrojonym przeciwnikom. Prócz tego, ochoczo zagrzewa do walki współtowarzyszy. Bycie bitewnym zawadiaką nie przeszkadza mu być pogodnym facetem, który w chwilach wolnych od bitewki lubi się śmiać i żartować. Ewidentnie ma chęć do życia i pewnie dlatego tak zaciekle walczy o lepsze jutro. Gdy tylko słyszy muzykę od razu zaczyna tańczyć kozaczoka wciągając innych dezerterów do zabawy.

 Kadr z filmu / Polak tańczy kozaczoka

Bez wątpienia uśmiecha się najczęściej z całej swojej brygady. Szkoda tylko, że nie poświęcono mu więcej uwagi – nieszczęśnik ginie na długo przed końcem projekcji. Jego ciało pada na glebę dopiero po uderzeniu armatniej kuli co tylko potęguje wrażenie jak cennym wojownikiem był dla Johna Rileya.

 Kadr z filmu / Polak pokonany na polu bitwy

Polak jest postacią drugoplanową, a jego narodowość jest uwypuklona tylko na tyle aby wzmocnić poczucie multietniczności brygady. Nic poza tym. Prócz kilku słów po polsku przy okazji modlitwy Daniela, Polska została wspomniana w sferze dialogowej tylko raz.

W Irlandii ciągle padało, a tutaj jest słońce i piasek, ale nie ma deszczu.

W Polsce nie ma słońca.

A piasek?

Też nie ma.

I jeszcze narzekasz?

Film niestety nie zdobył dużej popularności więc stosunkowo niewielu widzów mogło zobaczyć ten pozytywny obraz Polaka. Polaka jako dzielnego żołnierza pozbawionego typowych polskich przywar – nie miał problemów z komunikacją, nie pił więcej od innych i miał pozytywne podejście do życia co w kinie zdarza się dosyć rzadko. Sam fakt powstania tego filmu zasługuje na szczególną uwagę bo mocno gryzie się z propagandą Ameryki jako kraju wolności i odkrywa czarne karty jej historii.

źródła: Robert Ryal Miller: Shamrock and Sword, The Saint Patrick’s Battalion in the US-Mexican War. Norman, Oklahoma: University of Oklahoma Press, 1989, imdb.com

Reklama