Ciało ulotne

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ciało ludzkie jest jedynym źródłem wszelkiej radości, bólu i prawdy – mówiła Alina Szapocznikow. Zobacz, jaki mam ładny brzuch, mogę ci pozować do obrazu” – powiedziała do malarza Jerzego Tchórzewskiego. I podniosła spódnicę, obnażając brzuch. Tchórzewski mimowolnie próbował ją objąć, na co stwierdziła: “Nie chcę cię podniecać, ale jak chcesz, Jurku…”. W tej opowieści Tchórzewskiego jest cała Szapocznikow: bezpretensjonalna, szczera, odważna, prostolinijna. I być może tylko taka osoba mogła zrobić światową karierę. I to już w latach 60., gdy o ówczesnej polskiej sztuce mało kto słyszał. Gdy pisałem o Szapocznikow po raz pierwszy w 2004 roku, można było obejrzeć w warszawskiej galerii IRSA Fine Art (nieistniejącej już) rysunki i rzeźby zmarłej 47 lat temu we Francji artystki. Część z nich była prezentowana dla wybranych gości na czwartkowym przyjęciu w willi Nowina w Konstancinie.

W latach 60. XX wieku Alina Szapocznikow była zaliczana do światowej elity rzeźbiarzy. Zachwycali się nią najważniejsi artyści tamtych czasów – Marcel Duchamp, Max Ernst czy Jean Arp. W 1965 r. na XXI Salonie Majowym w Paryżu podbiła zachodnich krytyków i artystów swoim asamblażem “Goldfinger”, inspirowanym filmem z Jamesem Bondem o tym samym tytule. Za tę pracę otrzymała nagrodę Fundacji Copleya. Siedem lat później, na II Międzynarodowej Wystawie Rysunku w Moderna Galerija w Rijece, wyróżniono ją za serię rysunków “Ludzka droga”. Wtedy również wychwalali ją najwięksi: Pierre Alechinsky, Alexander Calder, Joan Miró czy Antonio Tapies.

W 1957 r. Roman Polański nakręcił film dokumentalny o Szapocznikow dla telewizji francuskiej. Artystka wręcz eksplodowała w nim energią i pracowitością. – Pracowała całymi dniami, nigdy nie robiła przerw, nawet na obiad. Rysowała na każdej kartce, która była pod ręką, na opakowaniach po papierosach – wspominał Alinę Szapocznikow jej syn Piotr Stanisławski. Urodziła się w żydowskiej rodzinie lekarzy w Kaliszu. Mimo że przeżyła getto (w Pabianicach i Łodzi), horror obozów w Auschwitz, Bergen-Belsen i Teresinie, jej stosunek do życia i pracy był pełen humoru i autoironii. Trochę w tym zasługi klimatu Pragi, dokąd trafiła po wojnie. Uczyła się w pracowniach Otokara Velimskiego i Josefa Wagnera.

W 1948 r. z Pragi pojechała do Paryża – do Ecole Nationale Supérieure des Beaux-Arts (była wolną słuchaczką w pracowni Paula Niclausse’a). Szapocznikow nie ukończyła studiów – głównie dlatego, że w 1949 r. stwierdzono u niej gruźlicę i trafiła do szpitala, a potem do sanatorium. Do Polski wróciła w 1951 r. W Paryżu ponownie znalazła się w 1963 r. i zamieszkała tam na stałe. Związała się wtedy z artystami spod znaku Nouveau Réalisme, m.in. Armanem, Césarem, Niki de Saint-Phalle i krytykiem Pierre’em Restanym.

Twórczość Szapocznikow to niemal narcystyczna fascynacja własnym ciałem. Traktowała je jednocześnie jak anatomopatolog i artysta. “Kieruję się w stronę ciała, tej ‘sfery całkowicie erogennej’, w stronę najbardziej nieokreślonych i najulotniejszych jego odczuć. Przez odciski ciała usiłuję utrwalić w przezroczystym polistyrenie ulotne momenty życia, jego paradoksy i jego absurdalność. (…) Jestem przekonana, że wśród wszystkich przejawów nietrwałości ciało ludzkie jest najwrażliwszym, jedynym źródłem wszelkiej radości, wszelkiego bólu i wszelkiej prawdy, a to z powodu swej ontologicznej nędzy tak samo nieuniknionej jak – w płaszczyźnie świadomości – zupełnie nie do przyjęcia” – pisała Szapocznikow.

Tworząc kolejne odlewy własnego ciała, Szapocznikow budowała swego rodzaju archiwum samej siebie. Gdy była już poważnie chora, to archiwum stawało się zbiorem pamiątek po artystce. Jej słynne Tumory (Nowotwory) to przetworzone obrazy złośliwych guzów. W pracy “Pogrzeb Aliny” z 1970 r. Szapocznikow przedstawia własne unicestwienie: w poliestrowej masie symbolizującej zdegradowane, rozłożone ciało zatopiła osobiste przedmioty: części bielizny, kawałki gazy, fragmenty fotografii.

Rozkład własnego ciała Szapocznikow przeżywała tym bardziej, że była piękną kobietą. – Pamiętam ją jako młodą, urodziwą dziewczynę, która przyciągała wzrok. Trudno było ją przegapić, bo urodzie towarzyszyła psychiczna energia kipiąca z jej pięknej postaci – wspominał Jerzy Tchórzewski.

“Zróbmy rzeźby tak ustawione w przestrzeni, aby można wokół nich tańczyć” – pisała Szapocznikow w 1955 r. Nie lubiła w rzeźbie nieznośnej, monumentalnej maniery, dominującej w Polsce. “Dunikowski jest złym rzeźbiarzem” – relacjonowała wrażenia z wystawy w 1949 r., kiedy to krytyka nazywała Dunikowskiego polskim Rodinem. Szapocznikow postawiła na organiczność form, swoisty panbiologizm – roślinność ciał i cielesność roślin. Przedstawiała ludzi-drzewa, kobiety-kwiaty, kobiety-owoce.

W kwietniu 1970 r. Alina Szapocznikow wyjechała do Nowego Jorku, gdzie wzięła udział w wystawie Art Conceptform Europe w Bonino Gallery. W opublikowanym z tej okazji tekście “My American Dream” zaprezentowała pomysł wykonania marmurowego Rolls-Royce’a w skali 2:1. Latem tego samego roku w Carrarze wykuła w białym i różowym marmurze dwie miniatury samochodu. Rolls-Royce’a w skali 2:1 nie zdążyła już wykuć.

– W pierwszą podróż do Paryża wzięła z sobą tylko szczoteczkę do zębów. Ta szczoteczka jest dla mnie dowodem jej odwagi i optymizmu. To cechy pokolenia, do którego sam mam szczęście należeć -powiedział mi Andrzej Wajda, przyjaciel Szapocznikow. Szapocznikow ma swoich wiernych kolekcjonerów w Polsce i za granicą. Obecnie rynek sztuki w Polsce bardzo docenia twórczość Szapocznikow, polski kolekcjoner za odnalezioną po pięćdziesięciu latach rzeźbę “Ptak” zapłacił na aukcji w domu aukcyjnym DESA Unicum 1 958 000 złotych.

Fot. Paulina Pawłowska

Reklama