Czas na starcie franczyz – recenzja komiksu: Zegar Zagłady

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Alan Moore tworząc Strażników, odmienił oblicze współczesnego komiksu, wydostał go z infantylnego stereotypu, pokazując, że to taki sam nośnik kultury jak filmy, czy książki.  Superbohaterowie stali się pretekstem do wariacji na temat polityki, władzy i kultu jednostki. Powieść graficzna wielkimi krokami wkroczyła do świata, gdzie kultura porusza poważne tematy, nie stroniąc od kontrowersji. Po latach poznajemy Zegar Zagłady kolejną odsłonę przygód kultowych Strażników, lecz tym razem wszystko będzie inne, niż myślimy. 

Strażnicy to ewenement, ambitna powieść graficzna wydana wśród lekkiej, komiksowej materii, doczekał się ekranizacji, nagradzanego serialu, a wszystko wbrew zamysłom twórcy. Gdy Alan Moore był zajęty wyrażaniem dezaprobaty dla popkultury, jego prace, których zgodnie z różnymi umowami nie mógł, już kontrolować przechodziły przeróżne przemiany. Jedną z nich jest Zegar Zagłady, w którym naprzeciw dr Manhattana stanęły postacie z DC Comics: Batman, Superman i inni. 

Świat stoi na progu zagłady, a właściwie świat przedstawiony w pierwszym komiksie o Strażnikach, Arian Veidt kolejny raz musi wziąć sprawy w swoje ręce i wyruszyć w poszukiwaniu dr Manhattana. Niespodziewanie trafia do innego wymiaru, bardzo dobrze znanego miłośnikom komiksu. 

Żyjemy w czasach recyclingu kultury, jak małe dzieci lubimy wszystko, co już dobrze znamy, coraz częściej odwracając wzrok od nowości. Nic dziwnego, że po latach wydawnictwo DC Comics zdecydowało się na połączenie dwóch dużych marek, którymi się opiekuje. Tak Geoff Johns, Gary Frank i Brad Anderson przedstawiają zagmatwaną intrygę, łączącą najlepsze elementy obu uniwersów. Za sprawą klasycznej kreski, artykułów prezentujących doniesienia prasowe i rozbudowanej fabuły wchodzimy w głąb przedziwnego świata, który nieświadomie zbliża się do starcia najpotężniejszych postaci w dziejach komiksu. 

Zegar Zagłady to pozycja zbudowana na kontrastach, łącząc kontrowersyjne elementy, ma podsycać ciekawość czytelników. Robi to na tyle skutecznie, że pomimo momentami absurdalnej fabuły, chcemy się dowiedzieć jaki będzie finał. 

Reklama