Za dużo polityki, niemało cudów, dużo nadziei. O życiu w Izraelu opowiada nam Karolina Mints.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Co Cię przywiodło do Tel Awiwu, co urzekło i co zatrzymało? 

Do Izraela ciągnęło mnie nawet wtedy, kiedy jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy. Mój pierwszy kontakt z Izraelem to muzyka Yasmin Levy, którą poznałam dzięki kolekcji płyt Marcina Kydryńskiego.  Słuchając tej muzyki przenosiłam się do zupełnie nowego świata i ta emocjonalność oraz dramatyzm bardzo mi się spodobał. Padło na podatny grunt, gdyż ja sama jestem dość egzaltowana. Będąc kilka lat później w Izraelu udało mi się umówić Yasmin na wywiad. Było to jedno z najpiękniejszych moich spotkań z Izraelczykami. W 2013 roku poznałam w Warszawie kilku Izraelczyków przy okazji otwarcia kawiarni izraelskiej sieci Aroma (bardzo znanej w Izraelu). Tam zaprzyjaźniłam się z właścicielami i tak się zaczęło. Do tego czasu moja wiedza na temat Izraela ograniczała się do dwóch polaryzujących tematów: konflikt i ortodoksyjni Żydzi. Nic więcej nie wiedziałam, dlatego poznawanie Izraela z pomocą jego mieszkańców było jak wycieczka w kosmos. Wszystko było dla mnie szalenie interesujące. W jakimś momencie zorientowałam się, że nie można ze mną rozmawiać o niczym innym jak tylko o Izraelu. Ten temat tak mną zawładną, że nie widziałam innego wyjścia jak tylko tam pojechać. Kiedy wysiadłam na lotnisku odurzyła mnie fala ciepła, widok palm i silne poczucie, że to jest moje miejsce na ziemi. Później pisząc bloga o Izraelu słyszałam, że wielu ludzi ma podobne odczucia. 

Jako pierwszy zobaczyłam Tel Aviv. Urzekająca w tym mieście jest wolność. To miasto kosmopolityczne, gdzie znajdzie się miejsce dla każdego. Miasto jest także wyjątkowe jeśli chodzi o miejskie plaże, bo gdzie indziej znajdziemy plażę dla psów, gejów czy idealną plażę na grilla?  Architektura miasta to także pomieszanie z poplątaniem. Z jednej strony stolica Bauhausu, z drugiej stare, zwisające z budynków kable i klimatyzatory, dla których tłem są luksusowe wieżowce Ramat Gan. Jest to jedno z najdroższych miast na świecie właśnie ze względu na unikalny klimat i możliwości. W końcu to Dolina Krzemowa Bliskiego Wschodu. 

W Izraelu zaś dość szybko zatrzymała mnie miłość. Będąc tu w ramach projektu Israel Friendly, który sama też sobie wymyśliłam poznałam Shahaka – mojego bardzo szybko przyszłego męża. W rok po pierwszym spotkaniu byliśmy już po ślubie. W naszym wypadku wesele zaplanowane było na Cyprze, ponieważ nie będąc Żydówką nie mogłam wziąć ślubu w Izraelu. Tu akceptowane są jedynie śluby religijne, nie cywilne. Z drugiej strony bez żadnego problemu zarejestrowaliśmy nasz cypryjski ślub w urzędzie w Izraelu i jesteśmy postrzegani jako małżeństwo. 

knajpy, targ Carmel w Tel Aviv

Czym zajmujesz się teraz? 

Do czasu pandemii prowadziłam własną agencję turystyczną głównie świadcząc usługi dla Polaków. Najczęściej zgłaszają się do mnie osoby, które nie chcą sztampowych wycieczek i często chcą autorski program dla swojej rodziny, przyjaciół czy grupy pracowników. Oprócz tego prowadzę bloga Israel Friendly (na tyle na ile pozwala mi tzw. wolny czas) oraz grupę turystyczną na FB – Wakacje w Izraelu. Moje wszystkie działania skupiają się wokół pisania o Izraelu, poznawania go razem z czytelnikami i turystami. Izrael to moja prawdziwa pasja. Mieszkam tutaj prawie 7 lat i ciągle nie mogę się nadziwić jak wiele jeszcze nie rozumiem. Mój blog podobnie jak ja przechodzi ciągłą transformację. Od ślepego uwielbienia wszystkiego po racjonalną ocenę sytuacji, czasem negatywną. Już nie wszystko jest różowe, ale przez to jeszcze bardziej intrygujące.

rozpusta w słynnej restauracji “Stary człowiek i morze” w porcie w Jaffie.

Jak oceniasz swoją decyzję z perspektywy czasu? 

Z perspektywy czasu myślę, że to było całkowite szaleństwo i pewnie gdyby moja córka wpadła na taki pomysł zrobiłabym wszystko żeby zmieniła zdanie. Na szczęście moja mama ma więcej wiary we mnie i moje wybory i takiego ultimatum nie postawiła. Moi rodzice zawsze mnie wspierają w moich pomysłach nawet gdy wydają się one na chłopski rozum nieodpowiedzialne. Kiedy wylądowałam w Izraelu 1 lipca 2014 akurat zaczynała się wojna z Hamasem. Codziennie słyszałam syreny, a w stronę Izraela leciało tysiące rakiet dziennie. To była prawdziwa szkoła jazdy i Izrael w soczewce. Myślę, że miałam też sporo szczęścia. Mój chłopak okazał się materiałem na męża a nie przelotnym romansem. To na pewno działa na korzyść mojej decyzji z perspektywy czasu. Gdyby się nie udało, możliwe, że patrzyłabym dziś na ten cały pomysł z Izraelem inaczej. Mimo, że patrzę na siebie jako osobę, która bierze sprawy w swoje ręce wciąż uważam, że miałam też sporo szczęścia. Izrael jest trudnym miejscem do życia. 

Za czym tęsknisz? 

 
Reklama

Bardzo tęsknie za rodziną oczywiście, ale też jestem z nią w codziennym kontakcie. Tęsknię za polskimi smakami, różnorodnością oferty spożywczej w sklepach. Kiedy lecę do Polski mam zawsze listę potraw i przysmaków, które muszę „zaliczyć’ za każdym razem. Wśród nich są oczywiście pierogi ruskie, kremówka z budyniem, sok z bobofrut (smak dzieciństwa i rozpieszczania ze strony babci Niny) czy barszcz czerwony taty. Mam też swoje miejsca w Warszawie z czasów studiów i pracy, do których lubię zaglądać, bo wtedy wracają do mnie dobre wspomnienia z młodości jak Park Łazienkowski, Krakowskie Przedmieście, kawiarnie Nero. Nie ukrywam, że zawsze „zwiedzam” też centra handlowe. Pamiętam, że kiedy Shahak pierwszy raz odwiedził ze mną Warszawę ciągle ciągałam go po sklepach (w Izraelu wszystko jest bardzo drogie) zamiast pokazać mu przykładowo muzeum Powstania Warszawskiego czy Polin. Ciągle mi to wypomina w żartach. 

Tęsknię za moimi przyjaciółmi i czasem, którego kiedyś miałam pod dostatkiem. Kiedy wyjechałam z Warszawy do Izraela miałam 27 lat. Byłam singielką, która miała mnóstwo czasu dla siebie. Bardzo brakuje mi na emigracji książek w języku polskim. Moje pokolenie chyba wciąż żywi sentyment do papieru. E-booki zupełnie się u mnie nie sprawdzają. Dlatego kiedy jestem w Polsce moim stałym punktem programu są księgarnie i zawsze przewiduję pół walizki na książki. 

Nie tęsknię za pogodą, ale czasem chciałabym się przenieść na jeden dzień do słonecznej, jesiennej Polski w całej jej palecie barw. Podobnie w zimie, jeden dzień w śniegowej aurze wystarczyłby mi na cały rok. W Izraelu nie ma wielu idealnych rzeczy, ale jeśli coś jest perfekcyjne to jest to pogoda. Przez cały rok właściwie można nie używać parasolki. Zimowe, ciepłe rzeczy kupuję tylko dlatego, że czasem lecimy do Polski. 

 
Reklama

Tutaj prognoza pogody wyrażana jest w określeniach: ciepło, cieplej, mniej ciepło i w kolorach: czerwonym, pomarańczowym i żółtym. W zimie jest to kolor niebieski, ale to zwykle oznacza przedział między 15-20 stopni. Właściwie nie podaje się temperatur, bo i po co. 

krater Mitzpe Ramon

Co najbardziej kochasz w tym miejscu?

Słońce i radosną muzykę bliskowschodnią tzw. Mizrachi, która tutaj uważana jest za rodzaj polskiego disco polo. A ja ją lubię. Poprawia mi się nastrój, sprawia, że chce się tańczyć. Jeśli ktoś chciałby posłuchać więcej izraelskiej oddającej duszę Izraela to polecam takich artystów jak: Idan Raichel, Keren Peles, Miri Mesika, Adam Omer, Eyal Golan, Eliad. Youtube już później Was poprowadzi. 

Bardzo lubię pustynię Negev zwłaszcza w zimie, gdy temperatury są bardziej znośne. Każde zdjęcie wykonane w słoneczno-piaskowej scenerii wygląda po prostu dobrze i nie trzeba nawet ‘magic hours” ani wszędobylskich filtrów. Dla odmiany bardzo lubię też Wzgórza Golan. Niewielu turystów się tam zapuszcza ze względu na brak czasu, ale tam właśnie można odnaleźć najwięcej spokoju i przepięknych widoków z ciekawymi ludźmi w tle, ponieważ jest tam sporo Druzów, Arabów i oczywiście Żydów. Wzgórza Golan pewnie przypominają mi też krajobraz Polski. Duże połacie ziemi, upraw, góry. 

Przejeżdżam z wizytą do Tel Awiwu. Jesteś moim przewodnikiem przez jeden dzień. Co chciałabyś mi pokazać? 

Będąc w Tel Aviv tak naprawdę najpierw trzeba zacząć zwiedzanie od Jaffy. To część Tel Aviv ale historycznie, architektonicznie i społecznie zupełnie różna. Mieszkają tutaj Arabowie i Żydzi. Starówka i port inspirują do podróży w czasie, gdyż pierwsze wzmianki o Jaffie pochodzą sprzed 4 tysięcy lat! Tutaj najpiękniejsze miejsca to Kikar Kdumim (z hebrajskiego Antyczny Plac), gdzie znajduje się Kościół św. Piotra, fontanna i urocza dzielnica artystów i butików. W Jaffo piękny jest również port, nad którym wznosi się latarnia oraz niewielkie wzgórze z domem izraelskiej artystki Ilany Goor. Ten osobliwy budynek jest jednocześnie prywatnym domem Ilany oraz muzeum sztuki. Kolekcja antyków zgromadzonych przez rodzinę Ilany oraz jej własne dzieła sztuki, często mocno ekscentryczne. Zdecydowanie polecam to miejsce. Na II piętrze budynku jest przecudny taras, z którego rozpościera się wyjątkowy widok na port i morze. Jak dla mnie jest to idealne miejsce na oświadczyny.

W porcie znajdują się także słynnee graffiti ze skrzydłami anioła oraz wiele innych fotogenicznych plenerów. 

 
Reklama

W nowoczesnym Tel Avivie nie brakuje galerii sztuki, ciekawej architektury (przede wszystkim Bauhaus), muzeów, ale dla mnie zawsze przyciągające będą tutaj atmosfera luzu i lokalne jedzenie, którego można posmakować na targu Carmel w południowej części miasta. Na targu można skosztować pysznej szakszuki, hummusu, kebabu z prawdziwego zdarzenia (nie ma nic wspólnego z kebabem z Polski), pieczonego bakłażana z thiną, ale także, ze względu na bliskość dzielnicy jemeńskiej można także rozkoszować się kuchnią Żydów z Jemenu, bynajmniej nie dietetyczną. Kuchnia ta specjalizuje się z ciastach, przekładanych masłem lub olejem (Jachnun czy Melawah) na słodko i na słono. Dodatki są zazwyczaj podawana na ostro z tzw. Shugiem.  Niebo w gębie! 

Kiedy akurat nie zwiedzamy i nie pałaszujemy szakszuki najlepiej swoje kroki skierować na jedną z plaż lub na spacer wzdłuż promenady lub na bulwar Rothschild. Tutaj najlepiej obserwować mieszkańców miasta. Polecam wchodzić przy każdej okazji w interakcję z mieszkańcami. Jest to bardzo proste ponieważ Izraelczycy są bardzo otwarci, gościnni, zwykle dobrze mówią po angielsku, a nawet jak nie mówią to na pewno jedno polskie słowo znać będą. Wielu Izraelczyków ma po prostu polskie korzenie i Polska zajmuje szczególne miejsce. Dla mnie Tel Aviv to obserwacja, nie miejsce to zwiedzania. Tutaj mamy do czynienia z pewną bańką, w której żyje pół miliona mieszkańców, a która jest bardzo różna od reszty kraju pod każdym względem. Czasem mam wrażenie, że informacje w mediach na temat Izraela oparte są na przykładzie Tel Aviv i moim zdaniem jest to wielkie nieporozumienie. Tel Aviv jest bardzo postępowy, głośny, kosmopolityczny, świecki. W Izraelu trwa nieformalna walka o to jaki Izrael powinien być w przyszłości. Czy bliżej mu do otwartego i światowego Tel Aviv czy do ortodoksyjnej i przywiązanej do religii Jerozolimy. Jerozolima to zupełnie inny temat. 

Boże Narodzenie w Nazarecie

Ulubione słowo w danym języku?

Jest kilka słów czy wyrażeń, które szczególnie lubię. Jednym z nich jest określenie na osobę, która się nawróciła. Mówi się o niej, że „wrócić z odpowiedzią” – „Hozer be tshuw”a. Z kolei osobę, która odwróciła się od wiary określamy mianem „wrócić z pytaniem” – „hozer be sheela”.

Moim absolutnym słowem numer jeden jest słowo „Hafira”, czyli przynudzanie, choć to tłumaczenie nie wyczerpuje zawartości tego określenia. To taka sytuacja, gdy ktoś dosłownie wierci nam dziurę w głowie swoimi opiniami, komentarzami, a nas to w ogóle nie interesuje, dosłownie kopie, kopie dziurę w głowie

Ulubiony film produkcji izraelskiej lub z Tel Awiwem/Izraelem w tle?

 
Reklama

Nikogo chyba nie zaskoczę mówiąc, że moim ulubionym filmem/serialem jest aktualnie „Shtisel”. Trochę mi zeszło zanim przekonałam się do oglądania. Mieszkając tutaj myślałam, że nic nowego się o osobach ortodoksyjnych nie dowiem. Co ciekawe do oglądania namówił mnie mój tata mieszkający w Polsce. Zaczęłam i później już poszło. Shtisel moim zdaniem to arcydzieło. Akcja toczy się w Jerozolimie, w dzielnicy Mea Shearim. To opowieść psychologiczna. Dzięki świetnemu scenariuszowi możemy zrozumieć jak naprawdę myślą i żyją osoby ultraortodoksyjne. Jak starają się na co dzień lawirować w labiryncie przestarzałych dziś często nakazów i zakazów.

Jeśli chodzi o scenariusz osadzony w Tel Aviv to serdecznie polecam dość stary film „Bańka mydlana” z 2006 roku. To chyba jeden z pierwszych filmów jakie widziałam o Tel Aviv. Jest to opowieść o miłości dwóch młodych chłopców – jeden jest z Tel Aviv, a drugi z Nablusu, czyli z terytorium wroga. Nie chcę zdradzać szczegółów, bo myślę, że film jest warty zobaczenia, ale dodam, że choć dzisiejszy Tel Aviv to zupełnie inne miasto nadal pozostaje pewną „bańką mydlaną” dla reszty kraju oraz wobec realiów życia w Autonomii Palestyńskiej. Gdzieś obok toczy się wojna, ale nie dotyczy ona mieszkańców Tel Avivu czy większości Izraelczyków. Tutaj toczy się życie, troskami są dobra praca, rozwój i kolekcjonowanie doświadczeń. Nie bez znaczenia są ogromne inwestycje na obronność kraju przed rakietami. Tylko dzięki temu Izraelczycy żyją dziś nieco spokojniej. Życie w Gazie czy na Zachodnim Brzegu rozbija się o zupełnie inne priorytety. Pomijam zupełnie dyskusję na temat, dlaczego tak jest i kto jest winien. Ale realia pozostają realiami. Bardzo polecam ten film. 

Mea Shearim, ultraortodoksyjna w Jerozolimie

Ulubiona książka z Tel Awiwem/ Izraelem w tle?

Znowu polecę coś, co jest trudne i kontrowersyjne oraz dotyczy konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Niesamowitą książką była dla mnie powieść algierskiego pisarza Yasmina Khadra pt. Zamach. Historia kochającej się oraz spełnionej zawodowo pary arabskich Izraelczyków. On pracuje jako szanowany chirurg w Tel Awiwskim szpitalu, ona jest żoną przy mężu. Mają piękny dom, którego może pozazdrościć im większość Żydów oraz spokojne i satysfakcjonujące życie małżeńskie. Aż do pewnego dnia…

 
Reklama

Dla mnie była to wyprawa do wnętrza „palestyńskiej głowy”, dzięki czemu można lepiej zrozumieć dramat konfliktu i motywy. Opowieść czyta się jednego wieczoru. To po trochu kryminał, po trochu thriller i w dużej mierze palestyński umysł na kozetce. Naprawdę warto sięgnąć po tą książkę, jeśli jesteście gotowi na empatyczną podróż bez uprzedzeń i bez agendy politycznej. Nie chodzi o to, by zdecydować ostatecznie kto ma rację, ale by porzucić na chwilę swoje przekonania i wejść delikatnie w buty drugiej strony. 

Ulubiona izraelska piosenka/ zespół/ muzyk?

Zdecydowanie Idan Raichel i piosenka „Bo ee”, czyli wezwanie „chodź”. Jak usłyszałam tak też zrobiłam. 

Co musimy wiedzieć, żeby poznać i zrozumieć to miejsce? 

Nie ma jednego Izraela i jednej książki, która wyjaśniłaby co się tutaj właściwie dzieje. Przeczytawszy kilkadziesiąt książek o tym kraju z różnych perspektyw, mieszkając tutaj od 6 lat ciągle zdarza mi się być w szoku oglądając wiadomości i obserwując codzienne wydarzenia. Bardzo trudno jest pisać o Izraelu i nikogo nie urazić, ponieważ Izraelczycy ciągle spierają się o wizję przyszłości. 

tradycyjna poranna szakszuka

Co jadasz na śniadania? 

Od jakiegoś czasu przechodzę na dietę wegańską. Jest ona tutaj bardzo popularna szczególnie w Tel Aviv. Na śniadanie zjadam więc pastę z ciecierzycy z suszonymi pomidorkami z pieczywem lub z pastą thina. Nie gardzę też masłem orzechowym z orzechów arachidowych i ananasem, który jest tutaj bardzo pyszny. Wcześniej jadłam nieprawdopodobne ilości mięsa, bo Izraelczycy uwielbiają mięso z grilla, steki, hamburgery, sznycle, gulasze itd. Typowe izraelskie śniadanie zjadane w domu niewiele różni się od śniadań w Europie. No może z wyjątkiem warzyw. Izraelczycy jedzą sałatki niemal do każdego posiłku. Na śniadanie w restauracji zwykle dostaniemy „prywatny szwedzki stół”, gdzie w centrum będzie pyszna szakszuka a dookoła mnóstwo dodatków jak na przykład: pasty, oliwki, kilka rodzajów sera białego, suszone pomidorki, oliwa z oliwek oraz gorące pieczywo z pieca. 

Powiedz coś o lokalnej kuchni. Podaj jakiś fajny przepis, który możemy wykorzystać w domu

Izrael i ogólnie kraje arabskie sałatkami stoi. Tradycyjny posiłek w arabskiej/izraelskiej restauracji zawsze jest serwowany w akompaniamencie sałatek. Nie są to oczywiście sałatki niskokaloryczne. Najczęściej są to sałatki na bazie pieczonego bakłażana z majonezem, sałatki paprykowe z cebulą i pomidorem zatopione w oliwie z oliwek lub pasty warzywne z thiną. Dla wegan jest to prawdziwe wybawienie. Nie trzeba się gimnastykować by dobrze zjeść w ramach swojej diety. 

 
Reklama

Polecę Państwu przepis na pieczonego bakłażana z pastą thina 

 
Reklama
pieczony bakłażan z pastą tehini i dodatkami.

Składniki:

  • Jeden duży bakłażan
  • Pasta thina koncentrat – 3 łyżki
  • Czosnek – 2 ząbki
  • Kilka łyżek wody (do uzyskania właściwej konsystencji pasty)
  • Sól i pieprz do smaku
  • Pietruszka
  • Kolendra
  • Pół cytryny

Upiecz bakłażan:

Bakłażan należy umyć pod bieżącą wodą. Następnie w całości położyć na blaszce i nakłuć widelcem z każdej strony, by woda zawarta w bakłażanie wypłynęła na zewnątrz. Następnie należy włożyć warzywo do piekarnika na ok 40 min w temperaturze 180 stopni. 

Pasta thina:

W misce rozetrzyj thinę z wodą i sokiem z cytryny. Dodaj posiekany drobno czosnek oraz pietruszkę i kolendrę. Mieszaj aż do uzyskania jednolitej masy. Dodaj sól i pieprz do smaku. 

Kiedy Bakłażan jest już dostatecznie miękki w środku rozetnij go na dwie części wzdłuż. Polej bakłażana pastą a na koniec dodaj jeszcze świeże listki zieleniny dla efektu estetycznego. 

Przepis można urozmaicić dodając do pasty lub na wierzchu suszone pomidorki, pomidorki cherry lub pomidorową salsę. To niskokaloryczne danie pełne magnezu, żelaza, kwasu foliowego oraz błonnika i witamin. 

Ulubiona restauracja

Soho w Rishon Lezion

Nafis w Rishon Lezion

 
Reklama

Old man and the sea w Jaffie

Anastasia w Tel Aviv (wegańska)

 
Reklama

Shila w Tel Aviv

Jachnun Bar w Jerozolimie

Yemen Street w Rehovot

jaskinia “Dzwon” w parku narodowym Beit Guvrin

Jak spędzasz wolny czas?

Jako matka dwójki małych dzieci mam niewiele czasu dla siebie. Moje dzieci są w wieku 3,5 lat oraz 6 miesięcy. Kiedy jednak już wszyscy śpią to zwykle oddaję się lekturze wiadomości. Czytam kilka dzienników i tygodników po polsku, więc jestem dobrze zorientowana na temat tego, co słuchać w kraju oraz śledzę tutejsze wiadomości w Telewizji. Lubię analizować i dyskutować o bieżących wydarzeniach. Z pewnością mam to po tacie, który zawsze prowadzi wielogodzinne dysputy.

Gdybym miała jeszcze więcej wolnego czasu z pewnością podjęłabym próbę przeniesienia moich obserwacji i przeżyć na emigracji, ale także w nowych rolach życiowych (matka, żona) „na papier”. Od jakiegoś czasu marzy mi się napisanie książki, która byłaby swobodnym przepływem osobistych myśli i spostrzeżeń na temat mojego, nowego życia w Izraelu. Czyli klasyczne, wspomniane wcześniej słowo „przynudzanie”- hafira. Lubię perorować i opowiadać. Dla jednych to pewnie byłoby „skaranie boskie”, dla innych przydatne informacje. 

O Netfliksie chyba nie trzeba wspominać.

Gdzie robisz zakupy? 

 
Reklama

Najczęściej robimy zakupy w rosyjskiej sieci sklepów Tiv Tam. To znaczy sieć nie jest z Rosji, ale w tym sklepie zaopatrują się Rosjanie. Tutaj można znaleźć przysmaki z moich rodzinnych stron jak na przykład mrożoną porzeczkę (w ogóle nieznaną Izraelczykom) lub serek topiony z Polski. Nie wspominając o tym, że jest to jedyna sieć sklepów niekoszernych, czyli sprzedających na przykład wieprzowinę czy owoce morza. Dla mnie jest to również sklep, który przypomina zakupy w polskich supermarketach. Wszystko jest ładnie uporządkowane, estetycznie zaprezentowane. W typowym izraelskim sklepie panuje chaos a estetyka jest na końcu priorytetów właścicieli sklepu. Trzeba dodać, że ceny we wspomnianej sieci są nieco wyższe, ale nie brakuje też promocji. 

Z kolei w swojej okolicy na co dzień zaopatruję się w owoce i warzywa w lokalnym warzywniaku. Niczego tam nie brakuje. No może regularnego sprzątania.  

targ Mahane Yehuda w Jerozolimie

Czy czujesz się Izraelką? 

To dobre pytanie. Zdecydowanie czuję się częścią tego społeczeństwa. Bardzo się utożsamiam z lokalnymi problemami, mam wyrobione zdanie na wiele tematów. Obywatelstwo dostałam niedawno, bo dopiero pół roku temu, ale poczucie zasymilowania miałam już wcześniej. Nie przejmuję się, że nie znam jeszcze całej historii Narodu Wybranego, a mój hebrajski nie jest idealny. Potrafię się postawić, wywalczyć swoje. Tak! W Izraelu czasem trzeba wykrzyczeć swoje miejsce w kolejce. Nawet będąc w ciąży. Pamiętam jak będąc chora poszłam na badania krwi i byłam dosłownie pierwsza w kolejce. Nagle na drodze do gabinetu pojawił się się przede mną jakiś pan mówiąc, że on „tylko ma pytanko”. Coś za długo trwała ta konsultacja, więc wparowałam do gabinetu i okazało się, że pan był już w trakcie pobierania krwi. Zaczęłam krzyczeć po hebrajsku oburzona tak nikczemnym zachowaniem (pewnie z wieloma błędami, ale w ogóle mnie to nie obchodziło). Dosłownie wyniosłam go swoją połamaną hebrajszczyzną z gabinetu. Dawniej nie byłam tak asertywna. 

Czasem „rodowici” Izraelczycy, albo mieszkający tu na tyle długo, że czują się ważniejsi niż Ci z niższym stażem, próbują wykorzystać swoją przewagę. Zdarza mi się, że próbuję coś wytłumaczyć po hebrajsku przez telefon a osobie z drugiej strony nie starczyło cierpliwości i odłożyła słuchawkę zanim się zdążyłam wysłowić. Ludzie tutaj nie mają za grosz cierpliwości, ale mają za to dużo ciekawości. Może nie wysłuchają jaki masz problem i z czym przyszłaś ale na pewno znajdą czas, by zapytać skąd jesteś (w Izraelu niemal każdy ma zagraniczne korzenie), gdzie są Twoi rodzice i czy masz dzieci oraz co myślą o Polsce.

 
Reklama

Jednocześnie mam szczęście do ludzi. Nie spotkałam się z żadnymi przejawami dyskryminacji, ze względu na to skąd jestem. Zwykle na wieść, że jestem z Polski ludzie reagują opowieściami o swoich dziadkach z Polski czy podróży do naszego kraju, którą bardzo dobrze wspominają. 

W styczniu zeszłego roku jedna z ogólnokrajowych gazet opublikowała obszerny artykuł na temat mojej emigracji, o moim blogu i działalności turystycznej. W tle oczywiście był temat stosunków Polsko – Izraelskich. Przez kilka dni otrzymywałam telefony od Izraelczyków, którzy uwielbiają Polskę, mają tutaj swoje korzenie lub zupełnie bez korzeni mają w Polsce przyjaciół, podziwiają naszą kulturę i mają szacunek dla tych, którzy ratowali Żydów w czasie Zagłady. To były bardzo długie i wzruszające rozmowy osób, którym na sercu leżą dobre relacje pomiędzy naszymi krajami. To jest rzeczywistość. To są realia. Nie kłótnie i nieprzemyślane wypowiedzi polityków obu stron, które tylko pogłębiają kryzys dyplomatyczny. 

Wadi Rum, Jordania

Jaki masz kontakt z lokalnymi mieszkańcami?

Choć mogłoby się wydawać, że jestem duszą towarzystwa trudno właściwie wyciągnąć mnie z domu. Przeszłam transformacje z osoby, której wszędzie pełno to domatorki, która z ogórkami na oczach słucha wieczorami podcastów. Dlatego nie mam bardzo wielu znajomych, których znam osobiście. Przyjaźnię się z kilkoma Polkami, które podobnie jak ja wybrały miłość po izraelsku i jesteśmy na tym samym etapie w życiu. To prawdziwe przyjaciółki i grupa wsparcia na emigracji. Oczywiście mam znajomych Izraelczyków, chociażby tych którzy przyjaźnią się z moim mężem i lubimy się, ale ogólnie rzecz biorąc trudniej mi się jest zaprzyjaźnić z Izraelką. Kiedy pracowałam na recepcji w jednym z hoteli w Tel Aviv z całej gamy ludzi przybyłych z różnych zakątków świata (Hiszpania, Argentyna, Kanada, Francja, Rosja) zawsze wspólny język znajdowałam ze Słowiankami. Tutaj była to koleżanka z Moskwy. Po prostu kulturowo i emocjonalnie nadajemy na tych samych falach. 

Trzy słowa, którymi określisz to miejsce 

 
Reklama

Za dużo polityki. Niemało cudów. Dużo nadziei

Więcej o życiu w Izraelu dowiecie się z bloga Karoliny: www.israelfriendly.pl

Reklama