Krzysztof Krawczyk i TVP podbijają Norwegię

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Czarne komedie mają często to do siebie, że w zabawny sposób opowiadają mało zabawne historie. Szukają uśmiechu widza tam gdzie jest o niego naprawdę trudno i muszę przyznać, że sztuka ta nie jest prosta. W tej dziedzinie warto wyróżnić Skandynawów – są w tej dziedzinie naprawdę dobrzy. Jednym z przykładów może być norweski film Pewien dżentelmen (En Ganske snill mann, 2010) w reżyserii Hansa Petera Mollanda. Fabuła leniwie kręci się wokół Urlika (Stellan Skarsgard), który po dwunastoletniej odsiadce za morderstwo wychodzi na wolność i próbuje się na nowo zaadoptować do społeczeństwa. Jak się łatwo domyśleć, nie będzie to zadanie proste. 

Na dobry początek starzy kumple wynajmują mu obskurny pokój u siostry jednego z nich – Karen Margarethe (Jorunn Kjellsby) i załatwiają pracę w warsztacie samochodowym. Kobieta u której mieszka jest wyjątkowo antypatyczna, a na twarzy ma wypisaną niechęć do świata. Jest też bardzo samotna i szybko orientuje się, że ze swoim nowym najemcą może wymieniać się różnymi “uprzejmościami”.

Kadry z filmu: Dwójka samotnych ludzi – Ulrik i Karen Margarethe. 

Doskonale wie, że facet po wieloletniej odsiadce ma swoje potrzeby, a tak się składa, że ona również. Mimo swej odpychającej aparycji tak samo jak inne kobiety, szuka uwagi, dotyku i miłych słów serwowanych przez mężczyzn. Jako pierwsza więc zasadza na niego sidła – przynosi mu do pokoju udogodnienie w postaci kolorowego telewizora i gotuje mu obiady. Idąc w myśl “przez żołądek do serca”, potrawy stają się z każdym dniem coraz smaczniejsze i obfitsze, co po niedlugim czasie przynosi oczekiwane rezultaty – dochodzi do regularnych, bezdusznych zbliżeń między dwoma outsiderami. Trzeba przyznać, że te ekranowe stosunki te są naprawde odrażające mimo iż nie ma w nich żadnych udziwnień ani nagości. Tak mijają dni, a Urlik spokojnie chodzi do pracy jednocześnie szukając kapusia przez którego trafił za kraty. Prócz tego próbuje odnowić kontakty z synem, który nie chce go znać. Jedyną jego rozrywką w wolnym czasie (nie licząc mechanicznych zbliżeń za przysłowiowy talerz zupy) jest gapienie się w telewizor przyniesiony przez Karen. Problem w tym, że Urlik szybko zaczyna majstrować przy antenie przez co telewizor zaczyna odbierać wyłącznie jeden kanał i na jego nieszczęście jest to polski kanał. I na domiar złego jest to TVP1. 

Ulrik majstruje przy antenie telewizora.

Beznadziejny byt Urlika dopełniają tortury w postaci oglądania polskiej telewizji z której nie rozumie ani słowa. Tym bardziej warto docenić poświęcenie Karen, która często-gęsto ogląda te programy razem z nim byleby mieć jakieś towarzystwo. 

Sama polska telewizja nie jest obiektem zainteresowania kamery choć w niektórych momentach można ukradkiem dostrzec kilka kadrów z prawdziwych polskich produkcji. Na pierwszy ogień słyszymy głos Roberta Janowskiego (na wizji widać go zaledwie przez ułamek sekundy), prowadzącego popularny program Jaka to melodia. Treści puszczane na polskim kanale są wielokrotnie tematem do dyskusji kochanków. 

Ulrik i Karen oglądają program Jaka to melodia? Na ekranie Robert Janowski.

Coś ty zrobił z telewizorem?

Nie wiem.

To rosyjski kanał?

Polski.

Nie żartuj sobie ze mnie.

Można tu coś wygrać? (o programie Jaka to melodia)

Samochód.

Innym razem gdy trafiają na reprertuar fabularny, z odbiornika dobiega dialog z polskiego filmu Piłkarski Poker z 1989 roku. Język polski jest dla nich tak bardzo niezrozumiały, że film ten zdaje się być w ich oczach jakąś alternatywną historią:

Po co im koń?

Chcą wygrać pieniądze na wyścigu.

Po co im pieniądze?

Na operację oka.[…]

Do bani ten film. 

Ten brodaty gość jest przecież jej ojcem

Niemożliwe, przecież próbował ją pocałować…

Przecież to Polska.

Jedzenie było dobre.

Oczywiście w Piłkarskim Pokerze nie ma koni i operacji oka. Następnie na ekranie widać przez kilka chwil kadry z Trędowatej z 1976 Jerzego Hoffmana i scenę pocałunku między Stefcią Rudecką (Elżbieta Starostecka) a Waldkiem Michorowskim (Leszek Teleszyński). A tak w ogóle to po Trędowatej dochodzi do ich pierwszego stosunku. 

Na ekranie Trędowata Jerzego Hoffmana i zalotne spojrzenia Karen.

Przy kolejnej okazji oglądają ponownie hit telewizji w postaci Tańca z gwiadami co mogłoby oznaczać zmianę stacji na TVN, ale ogólnie jest mowa o jednym odbieranym kanale. Na sam koniec ekranowych atrakcji pozostaje scena w której Urlik wraca do swgo lujowatego apartamentu w dobrym humorze i odpala telewizyjny odbiornik. Na ekranie telewizora pojawia się król polskiej muzyki rozrywkowej Krzysztof Krawczyk i rozbrzmiewa muzyka Gorana Bregovića do utworu Mój Przyjacielu. Piosenka o fałszywej przyjaźni wprawiła go w jeszcze lepszy nastrój do tego stopnia, że oddał się zapomnieniu i tańczył. Czy dobór był przypadkowy? Niekoniecznie. Urlik wrócił właśnie wtedy z “randki z inną” na co Karen zareagowała zazdrością. Przecież wcześniej poświęcał uwagę tylko jej… Czyżby był jej fałszywym przyjacielem świadczącym bliskość w zamian za dach nad głową i ciepły obiad? Być może. Szkoda tylko, że Pana Krzysztofa widać na ekranie zaledwie kilka krótkich sekund. 

Urlik porwany do tańca przez utwór Krzysztofa Krawczyka.

Aby dopełnić katalog polskich wątków w tym norweskim filmie muszę wspomnieć o ciekawej scenie gdy Urlik spotyka się ze swoim synem i zostaje przedstawiony jego narzeczonej jako niewidziany od lat wujek. Wszystko przez to, że syn wstydzi się tego kim jest jego ojciec. 

Nie słyszałam, że masz wujka.

Dużo podróżował…

Tak? A gdzie? Do jakichś ciekawych i egzotycznych miejsc?

Tak. Np. do Polski.

Polski?

Tak. Polski.

Dobra muszę lecieć.

Urlik wybrał Polskę do ściemy bo ta przyszła mu jako pierwsza na język. Ale Polska jako kraj egzotyczny? No coż może trochę tak. Urlik poprzez oglądanie polskiej telewizji uznał nasz kraj za egzotyczny dlatego bez wahania wymienił go w odpowiedzi. Obcy język i obce obyczaje robią swoje. Jako, że ta komedia jest czarna, narzeczona syna nie łyknęła ściemy jak pelikan. Pomimo ponurej fabuły okraszonej jedynie słonecznymi, zabawnymi momentami to bardzo dobry film, a kreacje stworzone przez Skarsgarda i Kjellsby uważam za bardzo udane. Wiadomo też, że moją ocenę tego filmu zawyżają polskie motywy no ale takie perełki nie zdarzają się zbyt często. Warto zobaczyć w całości. 

Reklama