Życie jest jak tramwaj

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Podobnież trzeba wiedzieć, kiedy wysiąść.

Nie wiem, na jakim przystanku znajduję się obecnie, z pewnością bardzo osobliwym, a w środku nie ma już miejsca. Na myśli. 

Pojazd przemierza trasę bardzo szybko, a ja wolę wolmo. Krzyczę do konduktora „uprzejmie uprasza się o zwolnienie o 15 km/h”. Konduktor uprzejmie włącza głośniej muzykę.

Ale tramwaj nie tańczy. Tramwaj ma własne życie, sprawy, problemy. Kiedy skręcić, na przykład. Albo kiedy zamknąć drzwi.

Kiedy mignąć kierunkowskazem lub zawitać do zajezdni.

Zastanawia się czy nie zatrudnić bramkarza, aby przefiltrować wcześniej ludzi śmiało wkraczających na pokład. Bo mogą na przykład przykleić gumę pod krzesło albo rozpychać się, żeby zająć więcej niż to konieczne przestrzeni, czy, co gorsza, spojrzeć krzywo. A tramwaj przecież robi, co może. Staje we wcześniej ustalonych miejscach, czasem nawet opóźnia zamknięcie drzwi, aby dogodzić innym tudzież spełnić dzienną listę dobrych uczynków. Ktoś doceni? Nie bardzo. Ale jak się już spóźni…

Wsiadłam kiedyś do takiego jednego. A właściwie wpadłam, bo lubię uprawiać biegi, szczególnie do komunikacji miejskiej. Skoczyłam błyskawicznie na nogi, potem w pełni (a nie jak wcześniej połowicznie) do pojazdu i postanowiłam przywitać się ze wszystkimi twarzami spoglądającymi w moim kierunku. Coś im chyba w międzyczasie wypadło, bo na „dzień dobry” nie odpowiedział już nikt. Za to kierowca upewnił się, czy oby na pewno wszystko w porządku. 

Tramwaj skręcił w prawo, więc wysiadłam. 

Na obiadku z rodziną podczas niewygodnych pytań wciska się więc „stop” i mówi „przepraszam bardzo, ale ja tutaj wysiadam”. A tramwaj jedzie dalej. Czasem wciska się „stop”, ale „stop” przestaje działać. Wciska się mocniej, ale tramwaj chce jeszcze z Tobą posiedzieć. Możesz się też zdenerwować, bo przegapiłeś moment ucieczki i tym sposobem, kiedy pojazd stoi na środku skrzyżowania na czerwonym, zacząć rozbijać się barami, aż drzwi uznają, że dalsze stawianie oporu nie ma sensu i Cię wypuszczą, żebyś mógł przejść środkiem ulicy, pomiędzy jeszcze stojącymi samochodami, na własnych zasadach. Trafiasz na chodnik i włączasz się do innego ruchu.

Spotykasz kolejne osoby, z którymi przemijasz, ale nie pytasz o imię, bo masz swoje sprawy. Na przykład, gdzie skręcić lub kiedy zamknąć drzwi.