Rozważania na temat omleta i akcesoriów mu podobnych

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ona natomiast jadła omleta.

Choć zdarzenie to wydawało się prozaiczne, doprowadziło mnie do rozmyślań na temat świata i naszych wyobrażeń na jego temat.

Sam fakt jedzenie omleta zatrwożył mnie więc, gdyż od razu myśli me przeszły do okresu kury, który to, jako społeczeństwo, wcinamy w dużych ilościach dziennie codziennie, w ogóle o tym nie myśląc. Ale tak, ów niezapłodniony okres kury połączył się na jej talerzu z gruszką, jak mniemam. Gruszka natomiast to już coś zupełnie normalniejszego do zjedzenia. Gruszka jest po prostu czymś, co spadło z drzewa na głowę człowieka pierwotnego i on spojrzał na ów rzecz, stwierdził: „a co mi tam i tak pewnie zdechnę” i włożył do ust. Okazało się, że było to dobre, no i nie było jabłkiem, a wiadomo przecież jaką opinię w historii ma jabłko [#niedobrą jbc].

Następnie wzrok mój pokierował się ku jej kawie, w której to znajdowały się niezliczone ilości drobno zmielonych ziaren kawowca, które następnie, pod dużym ciśnieniem, oddały swój aromat, tworzą pobudzający napój, stosowany przez wszystkie grupy społeczne od mniej więcej liceum do pierwszego zawału. Jak ludzie wpadli na ten koncept w owych Afrykach czy Azjach, nie mam pojęcia. Jak natomiast wpadli na to, żeby wyciągać ziarna wspomnianego wyżej kawowca ze zwierzęcia mangustowatego zwanego cywetą, (bo podobno nie trawi ich, ale wybiera najlepsze owoce, więc coś w tych ziarnach musi być), jest już zupełnie inną historią. Niemniej, gość, który na to wpadł musiał być kimś pokroju geniusza/chorego psychicznie. Zbił jednak fortunę, więc pewnie moje głupie komentarze ma w szczerym poważaniu.

Ostatnim elementem znajdującym się na talerzu jej, onej, były bardzo drobno zmielone orzechy arachidowe, zwane popularnie fistaszkami, co to się je rozłupie i człowiek myśli, że zje jednego, ale zjada miskę i boli go brzuch. W każdym razie, owa pasta zdaje się być, obok gruszki, najnormalniejszym elementem tego posiłku, niemniej równie egzotycznym. Pochodzą one bowiem z Ameryki Południowej, więc oprócz dodatnich elementów życiodajnych, znalazł się również pewien dodatek kulturowy.

I gdyby właśnie tak wszystko podsumować, na tym onym talerzu, co on tam jest i się znajduje nawet, połączyć to z milionami polskich talerzy wśród polskich rodzin to nagle okazuje się, że te wszystkie rzeczy, które zżeramy codziennie, są elementem ogromnej wymiany dóbr z całego świata. Na naszym talerzu, w naszym kubku, znajdują się rzeczy z całego globu, które spożywamy normalnie, codziennie, lipton polska firma, proste. I tak sobie pomyślałem, patrząc na ów talerz, ze może właśnie warto sobie uświadomić to i z większą pokorą podchodzić do świata ludzi i zwierząt. I roślin, pardon. Bo gdyby nie ten cały świat to nasze śniadania, obiady, restauracje, lunche, ubrania, buty, samochody i właściwie wszystko czym posługujemy się na co dzień, byłoby takie maluteńkie. Nikt przecież nie chce jeździć codziennie polskim autem na polski lunch w polskich butach, słuchając polskiego reggae. No chyba, że Wy.

Stacja Diagnoza

Cztery lata temu. Piękny, ciepły maj. Kilka miesięcy wcześniej odnaleźliśmy