Zagrajmy – twórczość Rene Magritte’a

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zauważył pewne pułapki rzeczywistości, z których postanowił się wydostać. Świat przedstawiony na jego obrazach dosyć różni się od tego, widzianego na co dzień. I nic w tym dziwnego, Rene Magritte był jednym z prekursorów surrealizmu. Choć jego dzieła można byłoby nazwać marzeniami sennymi, tak sam artysta bardziej inspirował się myślącym (a nie drzemiącym) umysłem i to z nim lubił sobie pogrywać.

Gdzie mój melonik?

Jednym ze znaków rozpoznawczych Magritte’a byli panowie w melonikach. Do najsłynniejszych jego obrazów można zaliczyć Spadanie (wariacja w nagłówku). Widnieją na nim elegancko ubrani mężczyźni, spadający z nieba. Każdy z panów leci w dokładnie takiej samej pozie, z walizką w jednej z rąk. Gdyby nie sugestywny tytuł dzieła można by deliberować, czy postaci oby nie unoszą się ku górze ze względu na ich statyczne pozy. Malarz krytykował swoją rzeczywistość, nawiązując do tworzącej się masowości i braku indywidualności (czego nie można było powiedzieć o pracach artysty). Władze belgijskie postanowiły uczcić pamięć wielkiego surrealisty, produkując pieniądze z podobizną samego bohatera, jak i panów w melonikach.

Ze śmiercią jej do twarzy

Magritte inspirował się filozofią Ludwiga Wittgensteina, a konkretniej – związkiem między rzeczami, a słowami, je opisującymi. Z pełnym dystansem podchodził do dobrze znanych przedmiotów, często zmieniając ich znaczenie. To on namalował fajkę z podpisem „To nie jest fajka” oraz trumny, które przypominały wyglądem ludzi. Nie były ułożone na ziemi, tylko postawione pionowo i usadzone na krześle, na werandzie.

Jestem czy mnie nie ma

Belgijski surrealista często przekrzywiał obraz człowieka, malując na jego twarzy zielone jabłko, białego ptaka lub bukiet kwiatów. Zakrywał też ją zupełnie materiałem (patrz. Kochankowie). Gałkę oczną pokrywał niebem, nos wydłużał, aby dostał się do środka fajki, a na twarzy kobiety umieszczał jej ciało (spróbuj wtedy powiedzieć “popatrz mi w oczy”).

Rene Magritte kpił sobie ze zdrowego rozsądku. Prowadził dialog z odbiorcą, zmuszając go do wyjścia poza ramy codziennego świata. Żartował ze świata, z odbiorcy, pokazywał też ogromną dawkę dystansu do samego siebie. W Nie reprodukować namalował człowieka odwróconego tyłem do lustra i człowieka przed lustrem, stojącego również tyłem do odbiorcy. Osoby znające bliżej historię malarza wiedzą, że w latach powojennych utrzymywał się właśnie z reprodukcji.

Reklama

 

Reklama