ANYWHERE          TV           REDAKCJA

#BEZwstydu. Kraina Doznań – erotyka najnowszej generacji.

Ola Garlej

sex-shop-1

Pierwszy sex-shop powstał w Polsce trzydzieści lat temu. Jego otwarciu nie towarzyszyła pompa, z jaką witano pierwszy w Polsce McDonald czy Multiplex – nie było balonów, ciągnących się bez końca kolejek, obyło się bez wzmianki w wieczornym paśmie wiadomości. Chociaż publicznie nikt nie przyznałby się wtedy, że do sex-shopu zagląda (nie mówiąc już o robieniu w nim zakupów), wyglądało więc na to, że branża zawinie się lada dzień, stało się dokładnie odwrotnie. Przez kolejne lata biznes rozrastał się jak mało który. Pojawiły się sex-shopy ekologiczne, działające w ruchu zero-waste, dedykowane osobom niepełnosprawnym czy stworzone z myślą o żarliwych katolikach.  

Jak jest dziś? Na hasło „wibrator” oblewamy się purpurą i zawstydzeni odwracamy wzrok czy raczej odpowiadamy „No jasne, mam kilka”? Oswoiliśmy się z sex shopami czy nadal wstydzimy się do nich zaglądać? Jakie gadżety zdążyły odejść do lamusa, a jakie najczęściej lądują w naszych koszykach? I co z tym wszystkim na wspólnego pandemia? O tym opowiedział nam Mateusz Wójcik – właściciel internetowego sklepu erotycznego Kraina Doznań.

Czy Polacy nadal wstydzą się kupować w sex shopach? Wstydzimy się swoich fantazji seksualnych czy raczej same sex shopy nie kojarzą nam się najlepiej?

Jest już coraz lepiej chociażby dlatego, że coraz częściej takie miejsca nie nazywają się już sex shopami, a sklepami erotycznymi, intymnymi, czy drogeriami. Dotyczy to zarówno sklepów stacjonarnych, jak i tych działających w Internecie. Zmieniają się wymagania i gusta klientów, wystrój sklepów, czy wygląd stron internetowych, ale także ich asortyment. Coraz mniej w nich ordynarnych filmów porno, plastikowych wibratorów, czy dmuchanych lalek, a coraz więcej dobrych jakościowo produktów – bezpieczniejszych, bardziej wyszukanych. Jedno z drugim się wiąże.

Choć generalnie patrząc na mapę tego typu miejsc u naszych zachodnich sąsiadów (Niemcy, BENELUX, Francja itd.) ale także południowych – nawet Rumunów czy Bułgarów, jesteśmy jeszcze daleko w tyle. Tam rynek, branża gadżetów erotycznych, jest zdecydowanie większy.

Generalnie rzeczywiście, kulturowo, nie rozmawiamy o seksie – mówię tu o wychowaniu seksualnym, rozmowach między małżonkami czy znajomymi, w tym swoich potrzebach. Choć nie chcę wchodzić tutaj w buty seksuologów, to wydaje mi się, że nadal erotykę sprowadzamy do ostrych filmów porno, czy dewiacji.

Jeżeli tak na to spojrzymy, to możemy być postrzegani przez pryzmat wstydu, choć w gruncie rzeczy nic złego nie robimy, a wiele osób z naszego otoczenia, również to robi (czyli: korzysta z szerokiej gamy gadżetów erotycznych).

W jednym wywiadów wspominał Pan, że klientami sklepów erotycznych są najczęściej mężczyźni kupujący prezenty dla swoich partnerek. Od jak dawna utrzymuje się ten trend?

Tutaj są to ogólne oglądy, ponieważ generalne większość naszych klientów to Panowie, ale nie jest to większość przeważająca – stosunek wynosi 60-40% . W tych 60% są zarówno panowie, którzy kupują gadżety dla siebie samych – np. masturbatory, stymulatory prostaty, ale również tacy, którzy kupują gadżety dla Pań – bieliznę, żele, kremy, pompki, stymulatory. Dlatego w zasadzie mamy mniej więcej wyrównaną płciowość. Niemniej da się zauważyć, że jeśli chodzi o zakupy erotyczne, to Panowie są bardziej hojni dla Pań, niż panie same dla siebie.

Jak na przestrzeni lat zmieniły się nasze gusta? Jakie gadżety cieszą się obecnie największym zainteresowaniem, a jakie odeszły do lamusa? Jaki wpływ ma na branżę rozwój technologii?

W naszym sklepie można znaleźć szeroki zakres asortymentu – od delikatnych zabawek typu nowoczesne masturbatory, luksusowe stymulatory czy wibratory, po zaawansowane gadżety z kategorii BDSM. Staramy się nie dyskryminować klientów w tym zakresie i nie ograniczać się tylko do zabawek erotycznych ogólnie przyjętych za „normalne” w branży. Niemniej, obecnie kraina-doznan.pl nie zamyka się na określony typ doznań, a jest otwarta. Mówię o tym dlatego, że asortyment jest zbyt szeroki, by analizować go dokładnie pod kątem trendów.

Erotyka również podąża za techniką – odchodzą do lamusa zabawki zasilane bateryjnie, mamy nowoczesne, trwałe i ekologiczne akumulatory. Na pierwszy plan wysuwają się zabawki sterowane bezprzewodowo – para może zabawić się we dwoje z dowolnego miejsca na świecie: ona używa wibrującego jajka, on steruje wibracjami ze swojego smartfona (tak działa popularne jajeczko Lovense Lush).

Bezpieczeństwo jest nadal ważne, tutaj nie może być kompromisów, jeżeli chodzi o wykonanie i materiały. Oprócz tradycyjnych wibracji pojawiają się nowe rodzaje stymulacji, chociażby stymulacja bezdotykowa, soniczna łechtaczki, której pionierem jest niemiecka firma Womanizer. Obecnie to marka premium, ale konkurencja nie śpi i niemal od razu powstały kopie w cenie biletu do teatru.

Produkty zmieniają się również stylistycznie – bywa, że to arcydzieła lub zupełnie niepozorne produkty. Takim przykładem jest Satisfyer Pro Penguin, potoczny pingwinek, który bije rekordy popularności. Nie dość, że wykorzystuje wspomnianą wyżej technologię, to jeszcze świetnie wygląda. Podobnie jest z gadżetami w kształcie róży czy kaczuszek. Inne rodzaje stymulacji, to między innymi ruchy pulsacyjne, drganie (które dotyczy chociażby korków analnych czy wibratorów i stymulatorów prostaty) czy ruchy obrotowe i ruchy góra-dół (w przypadku masturbatorów dla panów).

To tyle o gadżetach, ale trzeba pamiętać, że duża część sprzedaży czy klientów to drogeria – mamy różnego rodzaju olejki do masażu, stymulanty łechtaczki, krople na pobudzenie. A dla panów kremy i żele na erekcję czy na wydłużenie stosunku.

W takim stopniu biznes przeniósł się do sieci? Czy stacjonarne sklepy zostaną całkowicie zastąpione przez sprzedaż internetową?

W dobie pandemii ruch jeszcze bardziej przeniósł się do sieci z racji lockdownów. Trudno mi powiedzieć w jakiej skali, bo na ten moment nie prowadzimy biznesu stacjonarnego, jednak mamy go w planach w niedalekiej przyszłości.

Minus jest taki, że nie każdą zabawkę możemy dobrać pod siebie czy sprawdzić, wypróbować.  Oczywiście, sklep internetowy ma wiele zalet, w tym dyskrecję, która jest podstawą, a chodzi też o inne aspekty, jak choćby anonimowość, ogromny wybór czy łatwe porównanie ceny produktu, szczególnie markowego.

W sklepach stacjonarnych możemy produkt zobaczyć na żywo, dotknąć go, włączyć. W przypadku zakupu przez Internet tego typu gadżetów, mamy poniekąd ograniczenie wynikające z praw konsumenta – w uproszczeniu produkt otwarty, który był wcześniej zaplombowany, równa się używanemu. A takiego, ze względów higienicznych, zwrócić nie można. To powoduje, że prowadząc sklep internetowy musimy bardziej się starać.

Przede wszystkim dbać o produkty, ich odpowiedni dobór, rzetelność i realność opisów czy zdjęć, a także zapewnić obsługę klienta na najwyższym poziomie – znaczenie ma tutaj dostępność telefoniczna, czat, dzięki któremu klient może zapytać o wszystko. Ważne jest, żeby służyć radą i pomocą czy sprawnie przeprowadzać procedurę zwrotów i reklamacji. Do tego dochodzi merytorycznie prowadzony blog, na którym klient może znaleźć teksty poradnikowe, recenzje czy filmy pokazowe. W zasadzie jest to abecadło ecommerce. Niestety, przy obecnym, łatwym progu wejścia w biznes internetowy (nie tylko erotyczny), klienci często mogą trafić na oferty, które nie są przygotowane rzetelnie – do sklepu nie można się dodzwonić, produkt jest wysyłany bezpośrednio z hurtowni, brakuje fachowej porady, a ktoś prowadzi biznes za biurka innej pracy i w życiu nie widział sprzedawanego towaru. Niestety cierpi na tym klient, potrafi się zrazić itd.

Sklep internetowy czy stacjonarny? Wybór należy do klienta. Podobnie jak winnych branżach, sklepy stacjonarne tak szybko nie znikną. To trochę tak, jak z radiem i telewizją, wszyscy się obawiali TV, a po prostu media się bardziej zdywersyfikowały.

Inną kwestią jest kwestia marketingu, który szczególnie w przypadku branży erotycznej jest wyjątkowo trudny. Mamy dużo ograniczeń, chociażby wiekowych – nie wszędzie możemy reklamować produkty erotyczne, a tam, gdzie jest to możliwe, konkurencja jest bardzo duża, a marketing drogi. To wszystko wpływa również na cenę końcowego produktu.

Jaki wpływ na rynek mają influenserzy? Czy w temacie gadżetów erotycznych klienci bardziej ufają celebrytom czy na przykład seksuologom?

Tutaj trudno mi się wypowiadać, póki co nie współpracujemy ani z pierwszą, ani drugą grupą, chociaż patrząc na popularność niektórych kanałów na Youtube, czy naszej konkurencji, to raczej ta pierwsza grupa.

Jakim kluczem dobiera Pan produkty, które włączane są do oferty sklepu?

Trochę o tym wspomniałem wcześniej.

Z jednej strony to marki obowiązkowe – dostępne na rynku od lat, sprawdzone, które klienci doskonale kojarzą (mowa tu o osobach, które miały kontakt z gadżetami) lub przynajmniej słyszeli (Funfactory, Lelo, Lovense, Marc Dorcel itp.). Tutaj mamy pewność, że pojawiające się nowe produkty są przemyślane przez producenta i na pewno się sprawdzą.

Z drugiej strony mamy wiele ciekawych produktów mniej znanych producentów czy po prostu tańszych.

Staramy się, aby oferta była możliwie kompleksowa i trafiała w gusta różnych klientów, bez względu na rodzaj zainteresowań erotycznych, czy grubość portfela. Niemniej muszą to być produkty sprawdzone. Mówiąc sprawdzone, nie zawsze muszą być przez nas przetestowane „na żywo”, ale zwracamy uwagę na szereg aspektów.

Są to m.in. producent, dystrybutor, zastosowane materiały, funkcjonalność, aspekty stylistyczne czy bieżące trendy i nisze rynkowe. Zdarza się, że jeśli mamy do czynienia nawet z produktem markowym, ale okazuje się, że coś z nim jest nie tak, kolejni klienci nam to zgłaszają, to nie mamy skrupułów, żeby go wycofać z oferty, niezależnie do tego, ile na nim zarabiamy. Tak było np. z markowymi kulkami gejszy, którym urywały się silikonowe sznureczki czy pompką do piersi, która zupełnie nie spełniała swojej funkcji. Słuchamy swoich klientów, reagujemy i bierzemy odpowiedzialność za produkty z oferty.

Co skłoniło Pana do zajęcia się właśnie tą branżą? Z jakimi reakcjami ze strony rodziny czy znajomych spotyka się Pan opowiadając o swojej pracy?

To długa historia, trudno ją opowiedzieć w szczegółach. Schemat dosyć tradycyjny, czyli wcześniej lata pracy w korporacji, w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi, które jednak nie poszły na marne – doceniam zdobyte doświadczenie w obsłudze klienta, rozmów handlowych z partnerami, rozwiązywania konfliktów, otwartości itp. Do tego doszła trochę zdobytej wiedzy kierunkowej w temacie marketingu, czy ecommerce i potrzeba usamodzielnienia się. Oczywiście wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, dlatego musimy mierzyć siły na zamiary. A branża? Dość przypadkowo, ale przemyślanie, po analizie. Można powiedzieć, że biznes odkupiliśmy. Był mało rentowny, ale właściciel przekazał nam sporo wiedzy. Po czasie okazało się, że chyba lepiej byłoby zbudować, kupić wszystko od nowa, niemniej wiedza też miała znaczenie. Inwestując we własny biznes musimy pamiętać o sporej poduszce bezpieczeństwa i zapasie gotówki – statystyki nie kłamią i skądś się bierze duża liczba biznesów zamykanych w pierwszym roku funkcjonowania. Nas również niemal to spotkało, ale poskładaliśmy wszystkie klocki i wyszliśmy na prostą.

Sama branża nie przerażała, bo praca to praca. Fakt, trzeba mieć w sobie dużo odwagi, uwagi, otwartości i tolerancji. Ale to nie było problemem.

Niemniej, patrząc na początek mojej wypowiedzi i postrzeganie sex shopów, rzeczywiście spotykamy się z różnymi reakcjami znajomych i rodziny. Zdarza, się, że ktoś wybałusza oczy, a przecież to nie handel narkotykami, czy stręczycielstwo.

Jednak po czasie pojawia się luz, swoboda, nieskrępowanie czy chęć spróbowania jakiś produktów, a my możemy doradzić w kwestiach naszego asortymentu czy sprzedać produkt z rabatem. Oczywiście podczas spotkań ze znajomymi czy rodziną pojawia się temat naszej branży, możemy się podzielić swoją wiedzą, ciekawostkami czy sytuacjami humorystycznym. Zawsze jednak pamiętamy, że najważniejsza jest dyskrecja, ponieważ znamy swoich klientów, a nie koniecznie chcemy, aby znali się oni nawzajem. Świat jest mały.

Kraina Doznań przygotowała dla Was kupon rabatowy na cały asortyment! Na hasło „ANYWHERE” otrzymacie 7% zniżki na wszystkie dostępne w sklepie produkty.

Śledźcie też naszego Instagrama (@anywhereforher) – niebawem pojawi się konkurs, w którym do zgarnięcia będą bezdotykowe stymulatory łechtaczki ONE NIGHT STAND!

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE