Życie to gra o sumie zerowej, czyli czas na otworzenie oczu na nasze relacje

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Pewnie w pierwszej chwili po przeczytaniu tytułu tego felietonu, ktoś mógłby spytać, o co tutaj chodzi? Dlaczego ktoś porównuje życie do zasad i elementów logiki? Przecież, po pierwsze, życie logiczne nie jest, a po drugie, kogo kręci nauka o myśleniu w określony sposób, w określonych sytuacjach. Przyznaję z pełną świadomością, że nie jest to przypadkowy tytuł, całość oczywiście wytłumaczę w dalszej części, natomiast jest to z pewnością zasada, którą kieruję się ja i wbrew pozorom bardzo duża liczba osób, a znaczna ich część zupełnie nieświadomie. Być może. po przeczytaniu tego tekstu okaże się, że tak, to właśnie moje myślenie i podejście, ale wcześniej, z niewiadomych przyczyn, nie potrafiłem go opisać, sformułować w jasny przekaz.

Tak jest, to prawda. Życie to gra o sumie zerowej. Wg teorii gier logicznych jest to szczególny przykład gry o sumie stałej. „Z grami o sumie zerowej mamy do czynienia wszędzie tam, gdzie interesy graczy są dokładnie przeciwstawne, czyli tam, gdzie zysk jednego gracza jest równy przegranej drugiego. Gry te służą więc do modelowania sytuacji czystego konfliktu, w których nie ma mowy o współpracy między graczami, ze względu na wyraźną sprzeczność ich interesów.”*

Z polskiego na nasze: organizujemy grę, w której grasz Ty i Twój przeciwnik. Oboje wpłacacie do puli równą kwotę, ale tylko jeden gracz wygrywa. Proste, prawda? Od siebie dodam, że tutaj duże znaczenie ma też zasada równego podziału, często spotykanego przy głosowaniach. Pula to 100% głosów. Jeśli jedna osoba otrzyma ich 51%, zatem o 2% więcej niż druga to automatycznie otrzymuje także resztę. Innymi słowy, gra rozchodzi się o ten jeden punkt procentowy ponad połowę. Będzie miało to swój sens na końcu tego tekstu. Ok tyle teorii, czas na praktykę, czyli jak to się ma do ludzi, do relacji, do życia.

Jestem obserwatorem ludzi, ale przede wszystkim interesuje się relacjami, związkami i ich zagadnieniem. Myślę, że mam na tym polu bardzo duże doświadczenie i śmiało mogę napisać nie jeden tekst, czy przemyślenie na ten temat. Tym razem chcę pokazać Wam teorię szanowania własnej osoby i przede wszystkim otworzyć Wam oczy na manipulację i cwaniactwo ludzi, którzy twierdzą, że jesteście dla nich ważni i że kochają Was całym sobą. Wszyscy kłamią. Jedni mniej, drudzy bardziej. Lepiej czy gorzej. Jedno jest pewne. Kłamiemy, bo mamy w tym swój cel. Bo chcemy, żeby zawsze było tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Gra o sumie zerowej jest według mnie elementem kłamstw i chęci osiągnięcia zamierzonych, podkreślę, celowych rezultatów. Zatem, jeśli zgodnie z tytułem tego felietonu założymy, że każda sytuacja w naszym życiu, nawet (przede wszystkim) ta najmniejsza od dzisiaj może być tylko albo przegrana, albo wygrana i nie ma remisów to nagle przekonamy się, że każda minuta, rozmowa, spotkanie, dzień mają olbrzymie znaczenie w naszej relacji z drugą osobą. Dlaczego? Bo człowiek ambitny zawsze chce wygrywać.  Nieważne w jakiej grze. Tacy już jesteśmy – zawsze chcemy więcej i więcej. I dobrze, bo tylko w ten sposób możemy się rozwijać i dojść do rzeczy wielkich. Jeśli na swojej drodze spotykamy kobietę, która nam się podoba i nie jesteśmy pantoflami, lecz świadomymi facetami, którzy wiedzą, czego chcą od życia to niezależnie od jej zajebistości, urody, czy długich nóg chcemy zbudować z nią relację opartą na miłości, szacunku, pożądaniu i szczerości. A jeśli tak, to oddając inicjatywę lub nie decydując w 100% świadomie i samodzielnie o każdym fragmencie tej relacji, godzimy się na porażkę. Mając z tyłu głowy to, że relacja i jej wstępny (każdy) etap, czyli budowanie to także gra o sumie zerowej i że nigdy nie ma win-win (każdy wygrywa), tylko zawsze jedna strona wygra, a druga zawsze straci. Musimy za każdym razem myśleć, ale przede wszystkim musimy robić wszystko, abyśmy to my byli zwycięzcami. Inaczej, czy nam się to podoba, czy nie, jako przegrani bardzo dużo stracimy. Jest tak zarówno po stronie damskiej, jak i męskiej. Podam teraz najprostszy przykład: Kobiecie przeszkadza to, że jej facet ogląda mecze z kumplami w weekendy i to, że lubi od czasu do czasu sobie zapalić. Podpowiedź: wiedziała o tym od samego początku. Jeśli mężczyzna ulegnie lub będzie obojętny to niestety przegra. Ktoś mógłby pomyśleć, przecież można iść na kompromis i spotykać się z kumplami w co drugi weekend lub palić fajkę raz na miesiąc itp. Jeśli mężczyzna pójdzie na taki układ to również polegnie. Dlaczego nie pomyśleć: czemu ona chce go zmieniać, skoro podobał się jej taki na samym początku? Jeden kompromis, zatem rezygnacja pośrednia, również powoduje przegraną. Wygrywa kobieta, która chce go zmienić, która chce, żeby było tak jak ona chce. Rezygnacja z meczu lub fajki nie jest dla faceta niczym dobrym, skoro to uwielbia. Warto się zastanowić, dlaczego dla niej jest to czymś złym. Odpowiedź jest prosta. Kobiety zawsze chcą wygrywać w grze o sumie zerowej. zawsze chcą, aby było tak, jak one tego pragną, tak jak sobie zaplanowały. Uwielbiają rządzić. Zatem Ty „niby kompromisem” także przegrywasz, podczas gdy one zacierają ręce z właśnie odniesionego sukcesu.

Takich sytuacji tych mniejszych i tych większych jest mnóstwo, dzień za dniem.

Wróćmy tu do przykładu procentowego 51% / 49%. Niestety, jeśli chodzi o relacje to każda mini wygrana stron powoduje różnicę wyniku. I to jest coraz bardziej widoczne. Zaczyna się od 50 do 50, a nagle, przy kilku, kilkunastu przegranych, staje się już 56 do 44 (różnica 12 punktów procentowych) lub 60 do 40 (różnica 20! punktów). Efekt? Jedna ze stron w związku może więcej niż druga. Ma więcej praw, przywilejów, może robić co tylko zechce. Druga w tym czasie cierpi. Wmawia sobie, że tak musi być, że nie każda relacja jest idealna lub że przecież jesteśmy na etapie, gdzie „sielanka” się skończyła i takie sytuacje muszą się wydarzyć. Nic bardziej mylnego. Ulegamy manipulacji, wpływom drugiej osoby, która doskonale wie, jak nami zarządzać, aby mieć wszystko to, czego pragnie. My naiwnie wybielamy ją i w swej nieświadomości przykrywamy wszystkie wady czapką zalet. Piszę o tym, ponieważ nie widzimy tego, a bardzo łatwo z mini gier przejść do bardzo dużej różnicy, do relacji, związku, w którym zupełnie nie ma równości, a to z kolei sprawia, że nie każdy jest tak samo szczęśliwy, spełniony, kochany. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte, ponieważ obojętność lub rezygnacja w celach sprawienia przyjemności drugiej połówce powoduje fatalny efekt – przegraną, która spycha nas na margines i niczym domino wywraca naszą pozycję diametralnie. A jak wszyscy doskonale wiemy, domino ustawia się godzinami, żeby zniszczyć je w ułamku sekundy.

Zapamiętujemy zatem: W ŻYCIU, W RELACJACH, NIE MA REMISÓW. Zawsze ktoś wygrywa, ktoś przegrywa.

Ważne, aby mieć świadomość zasad gry i zawsze chcieć wygrywać. Jeśli obie strony będą chciały zawsze zgarniać pełną pulę to wtedy będzie miało to pozytywny efekt. Choć wydaje się to dziwne, bo pierwsza myśl mówi: pozytywny efekt? Przecież to egoizm, zachłanność, czyż nie!? Odpowiedź brzmi: NIE. Chęć wygranej objawi się w postaci dawania z siebie 200%, w postaci rozwijania się,
w postaci dojrzałej i pięknej relacji. To jednak nie koniec. Jeśli jedna strona odpuści raz, drugi, trzeci, to nie tylko straci przywileje i pozycję, ale z czasem druga strona, która wypracuje ogromną przewagę stwierdzi, że już nie chce z nami być i bez żalu powie nam: „Żegnaj”. Dlaczego? To proste. Jeśli dostajemy wszystko na pstryknięcie palcem to nigdy tego nie docenimy w taki sposób, jakbyśmy dochodzili do tego żmudne i z ogromnym wysiłkiem. Jeśli masz wszystko na tacy i zawsze robisz to, co chcesz to nagle nie masz z tego żadnej radości, zabawy, nagle nudzisz się tym i nie daje Ci to takiej radości jak samo dochodzenie do tego. Jak słynne gonienie króliczka. Bo w tym rzecz, aby tego króliczka non stop gonić. Starać się, bronić swoich interesów, być niedostępnym, sprawiać, żeby ludzie czuli, że muszą zasłużyć na naszą miłość i na nas. Że muszę się napracować, aby otrzymać nasze serce na własność. Wtedy dopiero okaże się, że każda mini gra ma znaczenie, bo za chwilę, już za moment możemy obudzić się w rzeczywistości, w której ktoś nas wykorzystuje lub, co gorsza, nie szanuje. Bądźmy czujni. Doceniajmy każdą chwilę, aby znów następnego dnia zasnąć z poczuciem wygranej.

Reklama

Reklama