Rok 2021: jedzenie jest dla słabych, świat upadł, gdzie kupić dobre wino?

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W 2021 roku naukowcy doszli do wniosku, że w sumie już im się nie chce i właściwie dlaczego nie mieliby pójść na ciepła tortillkę do domciu, a weź panie, i tak wszyscy mają to w dupie.

Kraje zachodu i kraje wschodu, a także kraje północy, południa i kraj środka słusznie stwierdziły komunalnie, że w sumie nie musimy jakoś specjalnie za dużo robić. Kraje głębi wstrzymały się od głosowania.

Ludziom coraz częściej przestały spadać portki z dupy, więc przemysł paskowy zupełnie się zapadł i rząd postanowił zasugerować im przebranżowienie się na produkcję maseczek ze skóry. Na razie – prace wrą. Cieszy się natomiast środowisko sado-masochistów świadomych zależności popyt-podaż.

Ludzie czują się już na tyle swobodnie w mieszkaniach, które widać z bloku obok, że chodzą w gaciach po domu, normalnie. Przez co wszyscy widzieli już wszystkich i wstyd znikł. Ewa z fantastyczno-naukowej powieści psychologicznej pt. Księga Rodzaju wstrzymała się od komentarza.

Dla odmiany natomiast Kain, syn Adama poczuł się dość mocno zaniepokojony, co wyraził dość potężnym listem z pogróżkami w stosunku do rodzaju ludzkiego. Twierdził w nim, że nie po to wynalazł morderstwo, żeby ludzie zabijali samych siebie. [#teamkain vs #teamabel – piszcie w komentarzach].

Dzieci natomiast wesoło pobiegły do szkoły, po czym zamknięto szkoły, po czym otwarto szkoły, a potem znowu zamknięto częściowo, ale potem otwarto na chwilę i zamknięto znowu. Z tego też powodu, dzieci zapaliły papierosy i wyciągnęły flaszki, bo znieść tego nie były już w stanie.

Gospodarka upadła. Po prostu. Wrócił handel wymienny. Niestety, jedno krzesło daje tylko dwie butelki wódki, więc od tygodnia siedzimy na podłodze. Rozważamy czy trzeba jeść, bo piekarnik daje aż cztery.

I ogółem stwierdziłem, że w zasadzie nie ma co czekać z tymi książkami co to chcę je napisać, więc chyba zacznę. Jeśli chcecie wesprzeć artystę, wysyłajcie butelki wódki i surowe mięso na adres redakcyjny. Albo i nie, jakoś sobie poradzę. Życie bowiem znajdzie drogę. W przeciwieństwie natomiast do sensu. Bo tego zazwyczaj nie ma. Wiem, bo dzwonię codziennie.