Mała muzyczna cyber-rewolucja

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Jeżeli nie kojarzycie Holly Herndon to czym prędzej powinniście uzupełnić braki w wiedzy, gdyż ta niepozorna pani jest jedną z najciekawszych postaci współczesnej sceny elektronicznej. Jej skromny, lecz wartościowy dorobek w intrygujący sposób portretuje skomplikowaną relację człowieka i maszyny, a na dodatek ozdabia te fascynujące dywagacje kawałem porządnego, futurystycznego popu. Jeszcze Was nie przekonałem? No to przeczytajcie kolejny akapit.

Otóż, 10 maja zdolna artystka pokaże całemu światu swoje nowe dzieło “PROTO”. Każdy, kto czytał co nieco o projekcie już wie, że następca krążka “Platform” będzie absolutnie nietuzinkowy. Sytuacja wygląda następująco: zawarte na albumie kompozycje zostały skomponowane przez producentkę wespół ze skonstruowaną przez nią sztuczną inteligencją. Tak, dobrze przeczytaliście. Amerykanka podjęła kreatywną współpracę z samodzielnie zaprogramowanym robotem.

Reklama

Komputerowy przyjaciel twórcy nazywa się Spawn i potrafi samodzielnie produkować dźwięki na podstawie setek sampli ludzkich głosów, które wtłoczono mu do podświadomości. Niezwykły cud technologii radzi sobie z wgranym bankiem wokali bez niczyjej pomocy i potrafi ułożyć z wielu różnych elementów zaskakująco zgrabne aranżacje.

Pierwszy raz efekt tej nietypowej kooperacji słuchacze mogli podziwiać w zeszłym roku przy okazji premiery singla zapowiadającego album – “Godmother”. W przypadku akurat tego numeru do robocopowego duo dołączyła równie utalentowana przedstawicielka sceny klubowej – Jlin. Trzeba szczerze przyznać, że rezultat był co najmniej niepokojący. Intensywna, połamana rytmika powodowała zawroty głowy, a słyszalny wkład cyfrowego wirtuoza nadawał brzmieniu chłodnego oraz obcego wydźwięku.

Z kolei wydany kilka dni temu “Eternal” jest jeszcze bardziej intrygującym muzycznym kąskiem. Porównując obie piosenki, można dojść do wniosku, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy skomputeryzowany byt nabrał człowieczych cech. Niby wciąż mamy do czynienia z nienaturalnie montowanymi harmoniami, ale jednak ukrywają się w tym wszystkim jakieś poruszające do głębi emocje.

Nagle syntetyczna obojętność została zastąpiona trochę pokracznym, lecz jednak szczerym liryzmem. Pięciominutowa symfonia pękniętych dźwięków stanowi urzekający kolaż bliskich nam wszystkim momentów, widzianych z perspektywy czegoś/kogoś (zdecydujcie sami) nadzwyczajnego. Wsłuchajcie się w ten singiel uważnie. Co Wam przychodzi na myśl?

Ja mam w głowie prawdziwą burzę skojarzeń. Nie jestem pewien czy widzę przed sobą ludzką postać żyjącą w romantycznej symbiozie z pajęczyną kabli, androida wyśpiewującego chwytającą za serce serenadę, czy komputerowy program dziękujący matce za powołanie do życia. Tak naprawdę wiem tylko tyle, że Herndon uczyniła pierwszy krok w kierunku popkulturowej rewolucji.

Wyobraźcie sobie przemysł muzyczny całkowicie zdominowany przez zrobotyzowanych twórców. Niektórzy z Was powiedzą, że to przerażająca wizja, inni uznają przepowiednię za obiecującą, ale na pewno każdy znajdzie w tym pomyśle coś fascynującego. Czekajmy więc na płytę, bo naprawdę jest na co.

Autor

Łukasz Krajnik – anglista, tłumacz i autor artykułów dotyczących szeroko pojętej popkultury. Codziennie poświęca mnóstwo czasu na przyswajanie dziesiątek płyt, filmów i książek. Zwolennik braku podziałów na sztukę wysoką i niską. Wielbiciel barwnej estetyki lat osiemdziesiątych.

Przeczytaj również

Ojciec i córka

Monika, niespełna trzydziestolatka. Pewna siebie, mocna w uścisku dłoni, atrakcyjna

Reklama