Czytanie według Saramonowicza – Wyzwolenie przez wielką sztukę

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

„Plan Kaczyńskiego był jasny: posłużyć się w budowaniu retoryki politycznej lękami, pragnieniami i mitami wpisanymi w polski fantazmat, bo to daje gwarancję rządu dusz” – pisze krakowski filozof Piotr Augustyniak. Jednak niech nikogo ów cytat nie zmyli, bo jego książka „Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła” – jedna z najbardziej fascynujących, jakie od dawna czytałem! – ani trochę nie jest o polityce. Jest wyłącznie (a może aż?) o polskości, która nas od pokoleń równocześnie stwarza i niszczy. Polskości fantazmatycznej, urojonej i obsesyjnej, czyli, niestety, jedynej, jaka istnieje.

Za punkt wyjścia do swoich rozważań Augustyniak bierze dramat Stanisława Wyspiańskiego „Wyzwolenie”. Wychodząc z założenia, że młodopolski geniusz więcej rozumie z tego, co się obecnie w Polsce dzieje niż współcześni socjolodzy, politolodzy i publicyści, Augustyniak szuka w myśli poety wyjścia ze społeczno-kulturowego impasu, w którym znalazła się „wstająca z kolan” Polska. Twierdzi, że modernizacja (której na początku lat 90. XX wieku poddaliśmy się jako wspólnota obywatelska w nadziei skutecznej przemiany w cywilizowanego człowieka Zachodu) nie wyrwała nas z wielowiekowego majaku, w którym śnimy – jak to kiedyś napisał Witold Gombrowicz – polski sen o urodzie. Wprost przeciwnie, pogłębiła jedynie nasze urojenia, rozdymając przestrzeń polskiego fantazmatu.

Reklama

Dlaczego powracają dziś pomruki o mesjańskim posłannictwie, narodowej wielkości, ponadprzeciętnym polskim potencjale, wyzysku ze strony zachodnich sąsiadów i zdradzie niepolskich elit? – pyta Augustyniak i odpowiada: bo za ten cały bełkot odpowiedzialny jest sposób odczuwania rzeczywistości, który zaszczepia w nas polskość – jej kultura, wychowanie i opinia publiczna. Od pokoleń gnijemy w zwulgaryzowanej formie romantyzmu, pogrążając się w malignie samooszukiwania, w tym przerażającym polskim matriksie, który tworzą „kościół, zamek i mogiła”.

Jak z tego wybrnąć, podpowiada nam właśnie Wyspiański: warunkiem wyzwolenia – dzięki któremu możemy wreszcie osiągnąć przebudzenie! – jest zburzenie dotychczasowego fantazmatu. Jego destrukcja da Polsce nową energię, która jest niezbędna, byśmy jako aktywna zbiorowość mogli się odnaleźć w nowoczesnym świecie. Wszelako nie da się tego uczynić na drodze intelektualnej refleksji czy też reform i przemian o charakterze politycznym.

To musi być proces niemalże szamański. A to dlatego, że fantazmat da się przebudować jedynie, wchodząc do jego wnętrza. Do jądra naszej zbiorowej, polskiej maligny. To musi być podróż do źródeł narodowych urojeń, a taką podróż da się skutecznie odbyć jedynie poprzez wielką sztukę i performans. Czyli – pokłońmy się teraz również kolejnemu geniuszowi Adamowi Mickiewiczowi! – po raz kolejny wiara i czucie w miejscu szkiełka i oka, tyle że z pełną świadomością, czemu to wszystko służy. Bo tylko przez artystyczne misterium – powiada Wyspiański, a za nim Augustyniak – można Polakom ukazać prawdę o ich mentalnym kościele, w którym sami siebie adorują. I tylko w ten sposób można ów kościół zburzyć, co jest warunkiem koniecznym do zbudowania na jego miejscu nowego gmachu polskiej tożsamości – nareszcie otwartej na świat i dającej nam realne, a nie iluzoryczne, poczucie własnej wartości.

 

Piotr Augustyniak, „Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła”, Wyd. Znak, Kraków 2019

Przeczytaj również

Ojciec i córka

Monika, niespełna trzydziestolatka. Pewna siebie, mocna w uścisku dłoni, atrakcyjna

Reklama