Żegnaj, Mr Firestarter

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Tragiczna śmierć Keitha Flinta uderzyła mnie przede wszystkim dlatego, że członek The Prodigy był jedną z niewielu gwiazd muzyki rozrywkowej, którą śmiało mógłbym nazwać idolem z dzieciństwa. Kiedy mając siedem, a może osiem lat po raz pierwszy zobaczyłem klip do “Firestarter”, poczułem, że jestem świadkiem czegoś niesamowitego. Wtedy jeszcze nie potrafiłem określić, co tak naprawdę zobaczyłem na ekranie wielkiego czarnego telewizora, ale, jakby podświadomie, przyjmowałem ekstatyczną energię płynącą z osobliwego połączenia dźwięku oraz obrazu.

Musiało minąć sporo czasu, abym w pełni docenił wpływ Brytyjczyków na światową popkulturę oraz istotną rolę, jaką w całym tym szaleństwie odgrywał ekscentryczny frontman. Faktycznie, funkcję mózgu projektu pełnił Liam Howlett, bo przecież to on skomponował wszystkie największe przeboje zespołu, jednak to właśnie Keith zapewnił niegdyś niszowej formacji miejsce w historii muzyki popularnej.

Przede wszystkim, charyzmatyczny wokalista i tancerz zdobył serca publiczności, która do tej pory stroniła od szeroko pojętej elektroniki. Unosząca się nad nim aura rockowego lidera zachwyciła nie tylko bywalców klubów, ale też fanów elektrycznych gitar. Towarzyszący mu punkowy sznyt pozwolił tłumom zakochanym w Sex Pistols na płynne przejście do świata syntezatorów i sampli. Być może trudno w to uwierzyć, ale ten sceniczny chuligan z odwróconym irokezem na głowie otworzył na nowe brzmienia więcej osób niż jakikolwiek krytyk muzyczny czy inny “wykwalifikowany” ekspert.

Flint miał również ogromny udział w kreowaniu niezapomnianych występów na żywo. W czasach gdy estradowy szał kojarzono głównie z rock’n’rollem, wokalista roznosił międzynarodowe sceny w drobny mak w takt połamanego techno. Podkręcając temperaturę koncertów do maksimum, przetarł szlaki dla kolejnych artystów związanych z tą stylistyką, którzy przenieśli się z obskurnych garaży na ogromne areny.

Kontrowersyjny wizerunek wokalisty także stanowił kwintesencję rebelianckiej filozofii przyświecającej działalności The Prodigy. Mowa ciała wczesnego Iggy’ego Popa i głos Johnny’ego Rottena szybko stały się znakami szczególnymi przybliżającymi twórczość zespołu tłumom. Każdy produkt potrzebuje twarzy, a w tym przypadku właśnie ta kolorowa fryzura oraz diaboliczny uśmiech składały różne elementy w odpowiednią całość.

Kultura masowa straciła jedną z najbardziej wyrazistych muzycznych osobowości. Odejście niespokojnego ducha angielskiego breakbeatu pozostawiło lukę nie do zapełnienia, dlatego powinniśmy dożywotnio pamiętać o jego dokonaniach. Być może autora słów “I am a firestarter” nie ma już z nami, ale piętno, jakie odcisnął na milionach słuchaczy i setkach artystów na pewno będzie zauważalne przez co najmniej kilka następnych dekad.

Autor

Łukasz Krajnik – anglista, tłumacz i autor artykułów dotyczących szeroko pojętej popkultury. Codziennie poświęca mnóstwo czasu na przyswajanie dziesiątek płyt, filmów i książek. Zwolennik braku podziałów na sztukę wysoką i niską. Wielbiciel barwnej estetyki lat osiemdziesiątych.

Przeczytaj również

Witaminki

Ostatnio pomyślałem czy by nie opatentować witaminowych suplementów dla nas

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama