Ujawniamy prawdę o superbohaterach – recenzja komiksu: Miotacz Śmierci

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Super bohaterowie, ile można? Wszędzie gdzie spojrzymy, na plakatach czy bilbordach spoglądają na nas ludzie w obcisłych strojach, z majtkami na spodniach lub z rajstopom na twarzy, a nawet z obrusem przywiązanym do szyi… Jak można traktować ich poważnie? Jeśli chcesz zmienić świat i masz ku temu możliwości, z jakiej racji musisz zakładać jaskrawy strój i lać ludzi na środku ulicy? Na szczęście nie wszyscy jeszcze zwariowali, Daniel Clowes wybitny, niezwykle przenikliwy amerykański artysta w najnowszym komiksie Miotacz Śmierci ujawnia niewygodne fakty z życia nadludzi.

Nie da się przejść spokojnie do porządku dziennego z historią przedstawioną w tej sensacyjnej powieści graficznej. Więcej, po lekturze żaden porządny obywatel przez kilka nocy nie zmruży oka! Andy niby zwyczajny, poczciwy obywatel wraca wspomnieniami do swoich nastoletnich lat. To wtedy odkrył, że po zapaleniu papierosów uzyskuje nadludzką siłę i sprawność, co na zawsze zwiodło go z dobrej i szlachetnej drogi zwykłego człowieka, ku wybujałemu, zepsutemu superbohaterskiemu ego. Choć miał być to dar od jego zmarłego ojca, pragnącego oddalić latorośl od pozycji szkolnego fajtłapy, nie przewidział, że syn wykorzysta moce w zupełnie innych celach. Andy za namową socjopatycznego kolegi Louiego powoli przekracza kolejne granice przyzwoitości, pokazując, że z wielką siłą kroczy wielka odpowiedzialność i w większości przypadków ludzie nie potrafią sobie z tym poradzić.

Daniel Clowes pod pozorem opowieści o zamaskowanym mścicielu mierzy się z wyidealizowanym obliczem bohaterów. Kłamstwem prezentującym nadludzi jako łagodnych, dobrodusznych wrażliwców pragnących tylko pokoju na świecie. A co jeśli taką potęgę zyskałby ktoś zwyczajny, z problemami? Autor zdroworozsądkowo przyjmuje, że taka przewaga nad zwykłymi śmiertelnikami rodziłaby poczucie bezkarności, nadużycia władzy i szereg innych patologi o wiele groźniejszych od braku gustu przy dobrze stroju. Czytelnicy nie powinni się wahać , temu człowiekowi należy zaufać, on mówi nam jak jest!

Amerykanin za sprawą minimalistycznych, karykaturalnie sterylnej kreski przedstawia nam beznamiętny świat wyprany z ideałów. Znieczulica i socjopatia bije z każdego kadru, uwypuklając wewnętrzną pustkę Andiego. Chłopak wiruje między rzeczywistością i fantazjami kompletnie gubiąc się w tym kolorowym, lecz zimnym świecie.

Mam nadzieję, że Miotacz Śmierci otworzy oczy wielu wielbicielom umięśnionych, gibkich ciał w za ciasnych wdziankach. Im więcej osób przeczyta najnowszy komiks Daniela Clowesa tym lepiej dla ludzkości, może w końcu ktoś na górze podejmie jakieś działania i zakaże tej wątpliwej moralnie mody? A do tego czasu pozostaje nam jedynie z dezaprobatą patrzeć na fałszywych herosów i cieszyć się, że samemu nie mamy tych wyniszczających duszę super mocy.

Reklama

Banacek

W 1972 roku w paśmie telewizyjnym Mysery Movie stacji NBC