Jedzie turysta na wakacje

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

I zadaje pytań… dużo pytań

Kompletuję grupę, zbieram turystów z różnych miast Polski, najczęściej jest to środek nocy. Tu wsiada pięć osób, tam dziesięć, tam piętnaście, tam trzy, tam jedna, tam trzydzieści cztery. Po każdym przystanku witam wszystkich wsiadających, przedstawiam się i informuję, że wszystkie wiadomości podam, jak już będziemy w komplecie. Przedstawię szczegóły programu, kolejność zwiedzania, ceny wejść do obiektów itd.

Na początku swojej pracy myślałam, że opowiem wszystko raz przez mikrofon i wszyscy przyjmą to do wiadomości. O naiwna. Teraz już wiem, że jak pilot mówi, to podróżni w tym wolą sobie opowiadać kawały, zadzwonić do babci, dziadka, cioci, wujka, koleżanki, kolegi, słuchać muzyki, głośno gadać, bekać, spać itd. Nie pomaga początkowy komunikat, że proszę o chwilę uwagi, bo będą omawiane ważne sprawy organizacyjne. W związku z tym, zawsze mam przy sobie dwa opakowania pastylek Vocaler. Więc gdy rano turyści się przebudzą, wypiją pierwszą kawę, wydaje się, iż zaczną kojarzyć co się dzieje, biorę mikrofon i przedstawiam plan podróży: kolejność zwiedzania, przypominam do których wchodzimy obiektów (bo napisane w programie), o której planujemy gdzie pójść, co ile kosztuje, o której planowane są śniadania, o której wymarsz z hotelu, o której powrót itd. (Plan zawsze przedstawiam dla przypomnienia kilka razy dziennie). Jeszcze zanim dojedziemy na miejsce niczym lawina spadają na mnie pytania:

– To wieża, kiedy?

– Luwr jutro tak?

-Na którą będziemy?

-Na którą śniadanie?

– A o której będziemy z powrotem we Wrocławiu?

…Ich święte prawo. Taką mam robotę, zatem z anielską cierpliwością odpowiadam na wszystkie pytania, choć już wcześniej mówiłam o tym wszystkim głośno i wyraźnie (chyba) przez mikrofon z nadzieją, że nie będę musiała ich powtarzać 77 raz. Jak się uda to mam kilka godzin przerwy od mówienia, a jak nie, to powtarzam jak mantrę, cały program, przez całą drogę.

Reklama

Zajeżdżamy pod hotel, dziękuję wszystkim za udaną podróż, chwalę za wytrzymałość, przypominam, że śniadanie o 7.00, i idę kwaterować grupę.  Przy wysiadaniu z autokaru, przynajmniej 3 razy usłyszę pytanie:

– Pani Aniu, o której śniadanie?

Gdy wszyscy moi turyści dostaną już pokój, zdążą ponarzekać na hotel, na pokoje, wtedy ja, już ledwo żywa czołgam się do autokaru po swój bagaż, gdzie panowie kierowcy często raczą się po trudach podróży zimnym piwkiem. W między czasie moi podróżnicy się już pokwaterują, zaaklimatyzują, i zawsze tak się złoży, że któryś wyjdzie przed hotel na papieroska, akurat wtedy, kiedy ja ciągnę walizkę do pokoju:

– O dobrze, że panią widzę. Na którą jutro śniadanie?

 
Reklama

Dla pewności, wypisuję jeszcze informację o godzinie śniadania i odjazdu i zostawiam na recepcji, gdyby któraś zbłąkana owieczka miała wątpliwości. Wchodzę do swojego pokoju, kieruję się prosto pod prysznic, ustawiam budzik, przytulona do podusi już przechodzę w fazę zen, a tu „pik pik” – dzwonek smsa –  Pani Aniu, o której jutro śniadanie?

Rano zbiórka w autokarze. Witam wszystkich serdecznie, pytam jak minęła noc, a gdy ruszymy w kierunku centrum (oczywiście po planowanym czasie, bo zawsze ktoś się spóźni na śniadanie) powtarzam dla przypomnienia program na dzisiejszy dzień. Następnie zaczynam opowiadać o historii, ciekawostkach miasta i miejsca, od którego zaczynamy. Tym niech będzie to Luwr. Dojeżdżamy pod Luwr:

-Drodzy Państwo znajdujemy się właśnie przed Luwrem.

– To gdzie teraz?

– Zbiórka przed piramidą o godzinie 16. Proszę wszystkich o punktualność. Następnie udamy się do Muzeum Perfum.

-Zbiórka o 17, tak?

Reklama

-A gdzie później?

– Później panu powiem, gdzie idziemy później, bo jeszcze pan Luwru nie zobaczył. Teraz zapraszam do muzeum.

– No to teraz gdzie?

 
Reklama

 

CD. Jedzie turysta na wakacje i co robi ?

I się awanturuje

Kompletuję grupę, zbieram turystów z różnych miast Polski, najczęściej jest to środek nocy. Tu wsiada pięć osób, tam dziesięć, tam piętnaście, tam trzy, tam jedna, tam trzydzieści cztery. Przy każdym wsiadającym inny problem: a to beznadziejne miejsce, a czemu na górze (w przypadku piętrusów), a to choroba lokomocyjna i musi z przodu, a to na kole, a to się fotel słabo rozkłada, a to się nie rozsuwa. Cierpliwie wysłuchuję, robię co mogę, ale wszystkich na jednym miejscu nie posadzę!

Jak już emocje związane z „beznadziejnym autokarem” i „dupną organizacją” zostaną opanowane, witam wsiadających turystów, przedstawiam się i informuję, że wszystkie informacje podam, jak już będziemy w komplecie. Rano jak się wyśpimy, wypijemy pierwszą kawę, wszyscy w autokarze się przebudzą. Wtedy wszystko opowiem, podam szczegóły programu, kolejności zwiedzania itd.

 
Reklama

No ale…

…jak się turyści wyśpią, wypiją pierwszą kawę, nabiorą sił i energii to wtedy się zaczyna:

Reklama

– Czemu trzeba płacić za toalety w Niemczech? O tym nie zostałem poinformowany. Tego w umowie nie było

– Dlaczego postój jest na stacji benzynowej a nie w Mc Donaldzie? Przecież kierowcy powinni znać wszystkie Mc Donaldy na trasie (w całej Europie) i tam się zatrzymywać!

– Czemu takie głupie filmy puszczacie?

Kolejna fala protestów nadciąga, gdy podróż już jakiś czas trwa, staje się nużąca, a turyści znudzeni już czytaniem gazet, rozwiązywaniem krzyżówek, oglądaniem filmów i słuchaniem muzyki zaczynają szukać nowych rozrywek. Pędzi więc sobie autokar autostradą, gra muzyczka, jedni śpią, inni czytają, ja podziwiam krajobrazy, nagle podchodzi pan i mocno podniesionym głosem:

– Do jasnej cholery! Daleko jeszcze? Ile jeszcze będziemy tak jechać?

Spoglądam na pana niepewnie, lekko wystraszona, podważając w myślach jego poczytalność, zerkam ukradkiem na nawigacje i odpowiadam, że jakieś 600 km, na co pan:

– Nie da się szybciej? Po co te przerwy? Tylko czas tracimy!

Tłumaczę panu, że zgodnie z przepisami kierowcy muszą mieć przerwę w jeździe, maksymalnie co 4,5 godziny. Pan nie do końca przekonany:

– Gdybym ja wiedział, ze tyle będziemy jechać, to bym się w życiu nie zapisał na tą wycieczkę!!

– No to co pan, nie sprawdził na mapie gdzie leży Paryż? – podeszłam do sprawy z nutą ironii. Panu się zrobiło na chwilę głupio, i nie bardzo wiedząc, co powiedzieć:

Reklama

– Bo wie pani, ja z Warszawy jadę.

 
Reklama

Reklama

Stacja Diagnoza

Cztery lata temu. Piękny, ciepły maj. Kilka miesięcy wcześniej odnaleźliśmy