Maja Hirsch: mam pół duszy rosyjskiej, pół polskiej

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Maju, muszę cię o coś zapytać. Twoja mama była Rosjanką, prawda? Ojciec Niemcem z pochodzenia.

Tak

U mnie też jest namieszane we krwi, więc chciałem cię zapytać, jak się żyje takiej mieszance?

W dzieciństwie było ciężko. Dużo czasu spędzałam wtedy w Rosji i tam często byłam wyzywana. Dzieci w pewnym wieku mają swoje zwyczaje. Wyzywały mnie od paliaciek itp. W Polsce natomiast byłam wyzywana od ruskich. Nie wiedziałam wtedy o co chodzi. Z czasem to się zmieniło. Jak już byłam w szkole teatralnej i zaczęliśmy robić sceny z Dostojewskiego to poczułam, że wspaniałe mieć w sobie tę krew.

Czy to wpłynęło to jeszcze jakoś na twoje życie?

Częściowo. Mam w sobie pół duszy, prawdopodobnie, rosyjskiej i pół polskiej, aczkolwiek moja babka, co ciekawe, jest z francuskiej rodziny Hugenotów. Jest to więc kompletny misz-masz. Uważam to jednak za coś fantastycznego. Gdy patrzę na moich rodziców to mam wrażenie, że oni też byli pomieszani i mocno zwariowani. Jest to więc coś fajnego.

Fajnie to wspominasz? Jak twoi rodzice się spotkali?

Moi rodzice się spotkali w byłym NRD, nie znam szczegółów, natomiast to było ciekawe spotkanie.

Moi też.

Nie!

Tak, w Gerlitz.

Genialne! Mój ojciec był dziennikarzem, a moja mama była tłumaczką. Matka była Rosjanką, ojciec był Polakiem, ale z korzeniami niemieckimi. Jakoś tak się w sobie zakochali, że tata porwał mamę do Polski, a ona została tu już na stałe od czasu urodzenia mojego brata.

Czyli jest już Polką w pewnym sensie.

Jest już Polką. Niesamowite te historie!

Czasami losy są podobne do siebie. Pytam o te korzenie, bo wiem jak one są ważne w rozwoju, w uczeniu się i w różnych tego typu sytuacjach.

Oprócz tego, jaki to ma wpływ na tzw. genotyp, charakter, wrażliwość, to fajne jest to, że np. myślę po rosyjsku. Uczyłam się też niemieckiego bardzo intensywnie w pewnym momencie i niezależnie od chęci, ciągle traktowałam to jako naukę języka. Z rosyjskim natomiast mam tak, że jak byłam tam to nikt nie wiedział, że jestem Polką. Nawet jak nie znałam słów to wiedziałam co chcę powiedzieć, odmieniałam intuicyjnie pewne rzeczy przez przypadki itp. Myślenie w tym języku jest skarbem. Jak ktoś zna dwa języki to jest to fantastyczna sprawa.

Tego ci zazdroszczę, ja się nie nauczyłem drugiego języka niestety. Przejdźmy do następnego pytania, dosyć o korzeniach. Chociaż powinienem zapytać o coś. Pijesz wódkę?

Piłam, już nie piję.

To jest woda?

Tak!

Czy te seriale, które robiłaś nadal są tworzone? Przede wszystkim Brzydula?

Nadal jest robiony, druga seria jest już tworzona od pół roku.

Bez masek wszystko idzie?

Tak, tylko ekipa jest w maskach. My jesteśmy uprzywilejowani. Robimy co możemy i dziękujemy bardzo, że możemy to robić, naprawdę. Teatry nie pracują, więc nie było mnie tam już długo. W jednym spektaklu od marca zeszłego roku, w drugim – od października. Cieszę się, że możemy być na tych planach i pracować. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

To już jest jak rodzina w sumie, ten serial.

Trochę tak. Jeśli chodzi o aktorów to na pewno, bo właściwie wszyscy są z tamtej serii. Jeśli chodzi o ekipę to ludzie się wymieniają, ale spotykaliśmy ich w innych projektach, więc właściwie wszyscy się znamy. Wszyscy siedzieliśmy razem po 12 godzin na hali.

Czyli można powiedzieć, że trochę jest stres w związku z tym, co zrobi scenarzysta z daną postacią czy nie ma takich obaw?

W przypadku tego akurat projektu, mam ogromne zaufanie do scenarzystów, a konkretniej do Piotra Jacka, który tutaj dowodzi. Czekam tylko co on napisze, bo jest nieźle ześwirowany. Absolutnie kupuję jego poczucie humoru i jego absurdalne podejście do tego tematu. Myślałam, że to jest wszystko gdzieś zaplanowane jeszcze przed tym, zanim się zaczęła druga seria. Teraz widzę, że nie, są dosyć elastyczni i to jest fajne. Nigdy nie miałam natomiast takiego poczucia, że przeczytałam jakąś scenę i mówię: Nie, to nie jest ta postać. Ten serial jest tak pojemnym medium, że wszystko się tam mieści. Jest to troszkę karykaturalne, ale bardzo wiarygodne. Mam nadzieję, że serial wciąż ma swoich zwolenników, tak jak kiedyś.

Myślę, że tak, jest bardzo popularny.

Myślę, że jest popularny także na fali pierwszej serii.

Myślisz, że to sentyment?

Ten sezon jest trochę inny. Wiem, że są głosy pt.: dlaczego i jak to? Ale to dobrze. Odgrzewanie tego samego nie jest chyba dobrym pomysłem.

To jest wchodzenie do tej samej wody.

Dokładnie.

Raczej nieudane są produkcje tego typu, jeżeli się próbuje jeszcze raz coś zrobić.

Próbuje się powielić sukces poprzednich sezonów, zrobić to samo. Tutaj jest to inaczej. Jest to trochę głębsze psychologicznie, troszeczkę mniej jest tej komedii, mam wrażenie, ale jest nadal ok.

Czy jest ktoś, z kim ci się lepiej pracuje?

Oczywiście.

Wymień.

Uwielbiam pracować z Filipem Bobkiem, miałam z nim bardzo dużo zdjęć. Lubię go także prywatnie. Bardzo dobrze dogaduję się także z Julią Kamińską i Mariuszem Zaniewskim. Z tym ostatnim mam zresztą bardzo dużo zdjęć w tej serii. Jest fantastycznym aktorem. Nie chcę powiedzieć niedocenionym, bo nie mnie to oceniać, ale życzyłabym sobie, żeby było go więcej. Gra także w teatrze, ma świetne zaplecze. Lubię takich aktorów, którzy grają pełną gębą. I teatr, i wszystko inne. Bardzo dobrze mi się pracuje i funkcjonuje prywatnie także z Moniką Fronczek. Z tymi ludźmi mam najwięcej kontaktu, ale jest ogólnie jakaś energia w tej ekipie, w tym serialu, że po prostu mi tam dobrze.

Rodzina.

Trochę tak.

Za co byś się zabrała teraz, gdybyś mogła?

W życiu?

Tak.

Wyjechałabym na Hawaje.

Odpocząć? Tak fest.

Bardzo lubię daleko wyjeżdżać, bo mam takie poczucie, że nikt mnie nie dosięgnie. Zupełnie się resetuję i ładuję baterie. Uwielbiam wyjeżdżać, oglądać świat, ludzi i rośliny oczami dziecka.

To jest to, co zdążyliśmy utracić w naszym świecie.

Może…

Nie zwracamy uwagi w tym pędzie.

Trochę tak. Teraz jestem w ostrym pędzie i już czuję, że to nie jest moje. Już czuję, że jeszcze odrobinę dłużej i będę musiała złapać balans. Jeszcze trochę tak popracuję, ale wiem, że muszę się naładować. Niektórzy moi koledzy tak funkcjonują, że mogą pracować cały czas. Ja tak nie mam. Po prostu – lubię żyć, napić się spokojnie kawy, pogłaskać kota, pogadać z kimś.

Brakuje ci tego fizycznego spotkania z ludźmi?

Trochę tak. Powiem szczerze, że pierwszy rzut tej pandemii był jeszcze okej, moje życie się w zasadzie nie zmieniło, bo zasadniczo jestem domatorem, ale czasami mam tak, że potrzebuję ludzi nie w kontekście pracy.

Kawa z przyjaciółmi?

Tak! Pogadanie o bzdurach, śmichy-chichy. Teraz jest tak, że część ludzi boi się spotykać, część ma dzieci, część jest starsza, wszyscy są przyblokowani. Takie mam odczucie.

Mocno zblokowani są.

Liczę jednak, że może już za chwilę, czy za rok…?

Myślisz, że tak długo?

Myślę, że tak.

Czarno to widzisz.

Nie chciałabym być niepoprawną idealistką. W mojej ocenie, te prognozy dotyczące wiosny nie są realne. Życzyłabym sobie tego, bo już w lipcu chciałabym być na Hawajach, ale to chyba się nie sprawdzi.

Zrobisz test i polecisz.

Może.

Jak myślisz, mocno zmieniła pandemia twoje życie? Jak żyłaś w tym czasie pierwszego lockdownu i teraz?

Obecnie więcej pracuję, wtedy jeszcze nie, bo nie zaczęliśmy Brzyduli i byłam w zasadzie w zawieszeniu. Zajęłam się bardziej swoim domem. Z rodziną jestem blisko cały czas, więc pandemia nas nagle nie zbliżyła. Ciągle mam dobry flow z córką i w domu. Co się zmieniło? Można mieć więcej czasu na refleksję to na pewno. Może zostanę zlinczowana, ale mi takie zwolnienie odpowiada.

Mi też.

Od marca do czerwca miałam takie poczucie, że nie wiem, czy bardzo chciałabym, żeby to się zmieniło. W kontekście ekonomicznym to jest na pewno bardzo trudne i wysyłam ciepłą energię do ludzi, którzy naprawdę mają ciężko. To jest coś, co mnie przeraża. Myślę natomiast o tym, że żyjemy za szybko. Jesteśmy za mało czuli na siebie, czujni, wrażliwi.

Nieodpowiedzialni.

Tak! Za mało się dopieszczamy, za mało się głaszczemy, za mało sobie mówimy dobrych słów. To wszystko jest ważne. Przez gonitwę można tyle rzeczy stracić. To są frazesy, ale naprawdę tak jest. Wydaje mi się, że to nie jest tak, że ja się zmieniłam, mam teraz 40 lat i do tego dojrzałam, tylko zawsze trochę tak miałam. Nigdy nie lubiłam napierdzielać w każdą stronę, zawsze lubiłam smakować życie.

Jak wyglądało twoje dzieciństwo? Gdybyś miała wspomnieć paroma zdaniami.

Było okropne i było fantastyczne. Jak wyjeżdżałam do Rosji to pamiętam, że miałam strasznie dużo koleżanek. Mocno mnie adorowały, być może dlatego, że byłam z Polski, a to jednak był dla nich zachód. Byłam kochana przez swoją rodzinę, a przez babcię to nawet rozpieszczana. Pamiętam beztroski czas, gdy wszystko było. W Polsce natomiast pamiętam momenty, że było trochę biednie i ciężko. Nie jestem z jakiejś super zamożnej rodziny. Miałam fantastycznych rodziców, którzy nie do końca się jednak dogadywali. Moja mama jest z wykształcenia germanistką, mój ojciec dziennikarzem, polonistą. Był facetem z ogromnym poczuciem humoru i bardzo niedostosowanym do życia, ale dobrze go wspominam. Pamiętam tylko takie urywki tęsknoty za ojcem jak go nie było i momenty kiedy przychodził i było fajnie. To był bardzo krótki czas. Pamiętam też moją wiecznie przejmującą się matkę i moje bardzo dobre oceny z polskiego w szkole, bo byłam naprawdę niezła. Nie wiem skąd, chyba mam to po ojcu. Moja córka też jest świetna. Humanistyka i języki w naszej rodzinie to bardzo mocna strona. Zawsze miałam jednak taką wadę i przestałam się tego wstydzić, a mianowicie – zawsze za mało czytałam. Miałam pragnienie czytania i rzeczywiście pożerałam książki, jeśli miałam taki moment, ale nie kładłam się z książką. Chciałabym to zmienić, ale mi nie wychodzi.

A jak wygląda twoje życie prywatne? To już ostatnie pytanie.

Jest bardzo proste, spokojne. Kiedyś było szalone, bardzo mocno imprezowałam, byłam absolutnym wariatem, ryzykowałam życie.

W oczach widać odrobinę szaleństwa.

Naprawdę ryzykowałam życie i dobrze, że już skończyłam. Dziękuję, że mogę żyć, natomiast moje życie się mocno zmieniło. Jest to inny rodzaj szaleństwa. Myślę, że można też w takich prostych rzeczach znaleźć wiele przyjemności. Takich, których kiedyś nie widziałam, bo chciałam płynąć na adrenalinie. Teraz jestem osobą, która bardzo lubi być w domu, lubi robić rzeczy dla domu, dla innych. Mam taką zaletę, która może czasem też być wadą, że bardzo wchodzę w to, co robię. Zajmuję się ludźmi, lubię im pomagać, angażuję się czasem aż za bardzo w problemy innych, ale mam też mocno rozwiniętą umiejętność działania w kryzysowych sytuacjach. Mówię to też w kontekście swojej rodziny, swojego domu. Lubię być na służbie.

 

Dostaję jednak kompletnie inne role. Lubię małe rzeczy, lubię dużo i długo chodzić, lubię duże przestrzenie. Dlatego tak tęsknię za wyjazdami, bo w mieście jest ich niewiele. Bardzo lubię zwierzęta, jestem absolutną kociarą. Lubię pogawędzić z sąsiadami, pogadać z panią w sklepie, ale bardzo lubię też być sama, spędzać ze sobą czas. Lubimy się. Maja i Maja. Kiedyś było inaczej.

Pogodziłaś się ze światem, sztuka cię z nim pogodziła.

Może coś takiego przychodzi po 40-tce? Ty masz 40?

Ja mam 51.

I masz tak?

Mam tak od dawna.

To jest fantastyczne, najlepsze.

To czego ci mogę życzyć skoro wszystko masz?

Zdrowia.

Wiesz, że jest takie arabskie przysłowie, że lepiej ma zdrowy żebrak niż chory król?

Tak! Wspaniałe! Zdrowia, a wszystko inne zrobię sobie sama.

Tego ci życzę z całego serca i dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

 

fot.: Bartosz Maciejewski

Reklama

Banacek

W 1972 roku w paśmie telewizyjnym Mysery Movie stacji NBC