Flamenco i niepraktyczne paznokcie

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

…mknęłyśmy tak z Julką wypożyczoną w Barcelonie furą. Niczym Thelma i Louise śmigałyśmy. Prowadziłam ja, Julka wzięła na siebie rolę pilota. Przemierzyłyśmy Catalonię i, z krótkim przystankiem na sesję zdjęciową nad różowym jeziorem w Torrevieja, prułyśmy dalej przez Andaluzję.

Nie, nie mogło obyć się bez przygód – na szczęście – nie były aż tak radykalne, jak wspomnianego wcześniej kobiecego road-tripowego duetu, no ale… Zagubić się w środku nocy, pośrodku Andaluzyjskich gór, to też coś, to ten łaskoczący kark dreszczyk przygody, bez którego życie zdaje się być nudnawe.

Julka, to fotografka z Trójmiasta, która od lat mieszka w Hiszpanii, a od niedawna w Barcelonie. Pewnego dnia powiedziałam – Julka, chodź zrobimy razem klip do PiliPalili, ale wiesz, taki z przytupem. I Julka powiedziała – ok, zróbmy. I tak właśnie znalazłyśmy się w samochodzie, na drodze prowadzącej do Almerii.

Dlaczego tam? Bo Julka widziała kiedyś, że w okolicy jest niesamowity rezerwat przyrody i pustynia, która nie raz udaje „dziki zachód” w kręconych tam westernach, a wszystko to nad lazurowo-błękitnym morzem. Trzeba było jechać!

Kiedy zobaczyłam Cabo de Gata na żywo, w mojej szalonej głowie, natychmiast napisał się scenariusz klipu i zapadła decyzja, że na owej głowie stanę, a klip tam nakręcę. A kiedy ta głowa – wariatka coś postanowi, to nie ma odwrotu.

No i się zaczęło.

Poszukiwania tancerza flamenco, miejscowej ekipy, samochodu. W planach były też konie i dzikie węże, ale te ostatnie rozsądek, zwany dalej budżetem, zredukował.

Jestem już przy klipie, a nie wspomniałam jeszcze nic o piosence. PiliPalili napisaliśmy wspólnie ze Skubasem już jakiś czas temu. Dużo przy tym piliśmy, paliliśmy i kłóciliśmy – wiadomo! On skomponował muzykę, ja – tekst. O toksycznej miłości jest to utwór, czyli o tym, na czym oboje znamy się doskonale. Gdy poleciałam do Barcelony nagrywać Projekt Puma, wiedziałam dobrze, że bez tego numeru się nie obejdzie. Od samego początku słyszałam w nim flamenco, bo flamenco to właśnie takie emocje, to dzikość serca, łamanie serca, walka kobiety i mężczyzny, namiętność, pasja.

Opowieść o PiliPalili to zwieńczenie moich dwóch wcześniejszych historii. Zwieńczenie małych, barcelońskich flamenco-gypsy-ptaszków i havańskich tańców na ulicy. Kolejny raz zapytam: dlaczego? I szybko sama sobie odpowiem – ponieważ w nagraniach wzięli udział muzycy flamenco i jazzowi muzycy Kubańscy. Po to przecież pojechałam do Barcelony, żeby mieć ich wszystkich w jednym mieście i móc czerpać z ich niezwykłych talentów. Kiedy piosenka została skończona, pomyślałam sobie, że czegoś mi jeszcze brak. Czułam, że potrzebuję jednej specjalnej przyprawy, która nada potrawie wytrawności. Zaprosiłam więc do studia piękną tancerkę Barbarę Balbo, która wytańczyła i wyklaskała unikatowe dźwięki w utworze. Patrzyłam na jej taniec, słuchałam muzyki i ryczałam ze szczęścia jak dziecko.

Mamy już piosenkę, wróćmy do klipu.

Kto nie miał nigdy wielocentymetrowych paznokci, ten nie wie jeszcze wszystkiego o prozaicznych wyzwaniach dnia codziennego, począwszy od zapięcia guzików w koszuli, przez pisanie na komputerze, a na podniesieniu z podłogi, upadłej monety skończywszy. Poważnie! Kiedy posiadałam owe szpono-przeszkadzacze, upadło mi jedno euro w sklepie. Walczyłam z nim dobre dziesięć minut, ku niezwykłej radości wszystkich obecnych. Nie! Nikt nie pomógł! To było dla nich zbyt zabawne, żeby tak po prostu popsuć sobie radosne widowisko. Nie róbcie tego w domu.

Takie paznokcie to bardzo mocny element flamenco, noszą je i tancerki i śpiewaczki, dlatego poświęciłam na jakiś czas chwytność swoich rąk w imię sztuki i dobra klipu, który z mojej fantazji przeradzał się powoli w rzeczywistość.

I mogłabym tak jeszcze opowiadać długie godziny, o kosmicznych kostiumach od Antonio Sycilli, o Julio Ruizie – tancerzu przeszywającym na wylot spojrzeniem, o ekipie filmowej z Andaluzyjskich gór, ale – co ja będę mówić. Zobaczcie lepiej sami. Ole!


fot: Julia Malinowska

https://www.facebook.com/flowpumasan/

https://www.instagram.com/flowpumasanmusic/

Autor

Basia Flow Adamczyk – Wnuczka niezwykłych kobiet. Rosyjskiej śpiewaczki i warszawskiej street-artowej malarki. W jej krwi płynie sztuka. Wokalistka, autorka piosenek, miejska poetka, tancerka, reżyser, podróżniczka. Autorka tekstów na płytę „Brzask” Skubasa ,w tym piosenki „Nie mam dla ciebie miłości”, za który to tekst, nominowana została do Fryderyka’ 2016. Ma w swoim dorobku filmy dokumentalne, programy telewizyjne, teledyski, etiudy reżyserskie „Encyklopedię Polskiego Hip-Hopu”,ale przede wszystkim dwie autorskie płyty – „Jeśli czujesz…” z projektem Blow,i solowy album „Kleśa”. Obecnie mieszka w Barcelonie, gdzie realizuje swój  multi-kulturowy Projekt Puma, współpracując z muzykami z całego świata i łącząc z muzyką, inne formy sztuki.

Przeczytaj również

Witaminki

Ostatnio pomyślałem czy by nie opatentować witaminowych suplementów dla nas

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama