ANYWHERE          TV           REDAKCJA

„Droga Nineczko”. Papierowe małżeństwo Witkacego i Jadwigi Unrug.

witkacy-6

Stanisław Ignacy Witkiewicz “Kolaps przy lampie” – autoportret; 1913. Źródło: zbiory Muzeum Tatrzańskiego (znak inwentarzowy AF-N-005746)

Witkacy, przed ślubem mając do wyboru bogatą blondynkę i bardzo inteligentną Żydówkę, wybiera tę trzecią – ubogą pannę o arystokratycznym pochodzeniu. Bez większego zainteresowania kobietą, prosi ją o rękę. Oświadczyny zostają przyjęte, jednak na warunkach Witkacego. Pierwsza zasada: dzieci nie wchodzą w rachubę, druga: przyszły mąż zastrzega sobie prawo do swobody. To właśnie pragnienie swobody stopniowo doprowadziło do rozpadu małżeństwa Witkiewiczów. Jaki był ich związek? Tego dowiadujemy się między innymi z listów Witkacego do żony.

 

„Znowu płaczę z rozpaczy, ponieważ chciałbym nie rozstawać się z Tobą i mieć przy tym więcej swobody, niż ta, którą mnie obdarzyłaś. Walczę ze straszną rozpaczą i zniechęceniem do życia”

pisze do żony Stanisław Ignacy Witkiewicz 19 lipca 1927 roku.

 

Słowa te obrazują typowy dla Witkacego ambiwalentny stosunek do swojej żony – Jadwigi Unrug. Z jednej strony potrzebował niezależności i swobody, z drugiej zaś odczuwał potrzebę jej bliskości i wsparcia. Pisał do Jadwigi niemal codziennie, zwierzając się ze wszystkich problemów, nawet tych najbardziej błahych czy intymnych. To po kłótniach z nią rozpaczał najbardziej. Domagał się stałego kontaktu, który, ze względu na to, że małżonkowie nie mieszkali razem, możliwy był tylko dzięki korespondencji. “Listy do żony” ukazują trudną sztukę bycia w związku, w którym partnerzy odpychają się i przyciągają, chcąc żyć razem, a jednocześnie osobno. Z listów wyłania się również obraz Witkacego jako twórcy, który unaocznia swoje cierpienie.

“Na przekór sobie (i innym) stworzyć siebie z boku”

Małżeństwo trwało, pomimo odległości, zdrad, kłótni czy niezgodności temperamentów i charakterów. W listach do żony Witkacy wielokrotnie wspominał o potrzebie swobody i przestrzeni, o tym, że żona go ograniczała. Jak można wnioskować odpowiedziach Jadwigi, ta nie akceptowała sposobu życia męża, jego kochanek i rzucanych na wiatr obietnic. Witkacy w listach wielokrotnie manifestował ogromne przywiązanie i jednocześnie błagał o przestrzeń:

„Błagam Cię, zgódź się na mnie takiego, jakim jestem, i nie bierz na smycz” [22.06.1927], „Chciałem zachować Cię do końca życia. Ale poczucie łańcucha zależy nie ode mnie. Tylko od Ciebie także”. [12.08.1927]

Witkacy z jednej strony opisuje żonie siebie i swoje stany emocjonalne, z drugiej świadomie kreuje swój wizerunek, czyniąc Jadwigę jedynym odbiorcą, świadkiem i uczestnikiem tej niezwykłej i trudnej kreacji. W swoich listach eksperymentuje nie tylko z granicami w małżeństwie, ale i granicami cierpliwości czy rozpaczy. O tym, że mamy do czynienia z autokreacją, świadczą również eksperymenty językowe:

“ciskam cię i łuję, mdolę, tłamszę i duszę… “.

„Całuję Cię w metafizyczny pempek”,

„Całuję Cię bez cienia erotyzmu”

To część typowej dla niego i postaci jego powieści, i dramatów zabawy słowem, performatywnego stylu wypowiedzi. To manifestacja ogromnej świadomości językowej przy jednoczesnym lęku przed banałem – literackim,  światopoglądowym, ale też przed banalnym życiem. Witkacy był zdania, że w każdym jego aspekcie trzeba doświadczać “dziwności istnienia”.

“Ale pecha mam. Wczoraj, kiedy robiłem pipi w lesie i zapatrzyłem się na krajobraz, bąk koński uciął mnie w kutasa. Spuchło to jak balon i myślałem, że odpadnie. Ale jodyna i Staroniewicz uratowali to cenne utensylium dla przyszłych pokoleń. Dziś jest tylko czerwone, ale może jeszcze odpadnie. Jak odpadnie, to Ci przyślę w formalinie”. [20.07.1926]

Istniał duży dystans między małżonkami. Witkacy, zamiast u boku żony, fizycznego spełnienia poszukiwał zwykle u kochanek. Listy były w zasadzie jedynym środkiem budującym intymność między nim, a Jadwigą.  Artysta tworzy kobietę, by była zwierciadłem jego „ja” i podnietą dla jego pracy twórczej. Opisując stosunek Witkacego do żony, rzuca się w oczy, jak mocno wchodził w rolę nauczyciela i mistrza, który naprowadza kobietę na tory, które według niego są tymi odpowiednimi. Poprzez kreowanie siebie i swojego stosunku do Jadwigi, kreuje również ich związek oraz obraz samej żony – Witkacy uważał się za jej twórcę, co w interpretacjach badaczy często było przyrównywane do mitu o Pigmalionie.

Stanisław Ignacy i Jadwiga Witkiewiczowie w mieszkaniu przy ul. Brackiej 23; fragment książki Janusza Deglera “Witkacego portret wielokrotny”, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy

“Kochana Nineczko…”

Traktował ją trochę jak dziecko: wytykał błędy ortograficzne (“nie pisz żądać przez rz, bo to nieładnie“), uczył jeździć na nartach, rysował układ planetarny i objaśniał, jak szukać gwiazd. Zwracał uwagę na artykuły w prasie, których nie może opuścić. Sprawdzał, czy przeczytała wskazane przez niego książki, polecając określone fragmenty (zwykle o tym, że małżeństwo nie musi się rozpaść mimo zdrady jednej lub drugiej strony, jeśli jego podstawą będzie wzajemna przyjaźń).

Witkacy z nutą hipokryzji i zaborczości krytykował partnerów oraz mężczyzn znajdujących się w pobliżu Jadwigi. Przykładem może być list napisany przez niego w nocy z 13 na 14 maja 1923 roku, kiedy to podczas kolacji żona okazała nieco nadmierne zainteresowanie Augustem Zamoyskim. Witkacy zareagował gwałtownie i nie tylko się upił, ale w tym stanie napisał w ciągu nocy dramatyczny list do śpiącej w sąsiednim pokoju żony. Miał do niej żal, ponieważ to on, jako artysta i człowiek niepospolity, może oferować jej bogactwa ducha i różnorodności przeżyć artystycznych i intelektualnych. Uczuciu zazdrości towarzyszyła więc gorycz rozczarowania i zawód, że Jadwiga „zachowała się jak głupia gęś czy też kwoka urodzona z księżniczki de Bourbon”. W dalszej części listu pisze do niej: „jesteś głupie zwierzątko, moja Nineczko, które nic a nic niczego nie rozumie”.

Tak jakby nie bolała go sama perspektywa zdrady, ale zachowanie Jadwigi wymykające się z ram jego kreacji.

Na podstawie własnych doświadczeń (zawsze wybierał kobiety młodsze od siebie, które mógł kształtować na swoją modłę; Irena Solska starsza o dziesięć lat była wyjątkiem i to ona wtajemniczyła go w arkana sztuki miłosnej) i przekonań na temat kobiecości, skonstruował postać żony wraz z rolami i atrybutami kobiety.  Jednocześnie zapewniał:

„wiedz, że nie kocham nikogo prócz Ciebie, a reszta to zabawa” [22.07.1929].

Na pierwszy plan wysuwa się destrukcyjny charakter związku, w którym partnerzy zwierzają się ze swoich seksualnych doznań z innymi osobami. Do tego dochodziły problemy erotyczne, bo jak tłumaczyła Jadwiga:

„Staś był erotomanem, i więcej niż erotomanem – uważał przeżycia seksualne z osobą kochaną za coś bardzo pięknego i istotnego. Ja, niestety, mimo pozorów <<wampa>>, byłam pozbawiona temperamentu i o ile lubiłam bardziej całować się i pieścić, że się tak wyrażę <<niewinnie>>, o tyle te poważne sprawy nudziły mnie i męczyły, i znajdowałam w nich mało przyjemności, a nie chciałam udawać, że coś odczuwam. Staś wyobrażał sobie, zupełnie niesłusznie, bo z najbardziej ukochanym człowiekiem w moim życiu nie zaznał prawdziwej rozkoszy fizycznej – że dlatego nic nie odczuwam, że nie kocham go i że gdyby na jego miejscu znalazł się jakiś Savoya lub Wittelsbach, byłoby inaczej. Nie mogłam go przekonać, że tak nie jest, i dopiero po wielu latach uwierzył, że nie jestem w ogóle 100-procentową kobietą”

Jadwiga z Unrugów Witkiewiczowa, Zakopane 1923; fragment książki Janusza Deglera “Witkacego portret wielokrotny”, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy

Listy jak scena w teatrze życia

Kiedy problemy erotyczne przestały mieć znaczenie, Jadwiga stała się powierniczką najintymniejszych spraw i przeżyć, przed którą Witkacy nie ma żadnych tajemnic. Jego szczerość posunięta była do granic ekshibicjonizmu – artysta opisywał dokładnie zarówno swoje cierpienia fizyczne, jak i stany depresyjne, którym coraz częściej towarzyszyły myśli o samobójstwie i profetyczne przeświadczenie o nieuniknionej katastrofie światowej. W takich chwilach kobieta stawała się kobietą-pocieszycielką – mocnym i niezawodnym oparciem duchowym.

Rola ta przeplata się z przeznaczeniem do erotycznych rozrywek i perwersji. Jest to charakterystyczne dla kreacji Witkacego-mizogina, którą prezentuje również w swoich dziełach. Apogeum destrukcyjności i perwersyjności związku z Jadwigą nastąpiło w 1925 roku, kiedy Witkacy podjął decyzję o tym, że powinna ona usunąć ciążę. W czasie, gdy żona przebywa w szpitalu, pisze:

“Za powodzenie Twojej operacji nie palę już czwarty dzień i czuję się z tym daleko lepiej. Bardzo czekam wiadomości. Ciekawym jest, jakich wrażeń doznasz od narkozy. Podobno wielkich cierpień nie ma i to mnie pociesza. […] Może Cię właśnie rżną i skrobią w tej chwili. Mój Boże – co bym dał, aby to widzieć!!!” [14.11.1925]

Nie chce założyć rodziny, by nie uczestniczyć w procesie przedłużania gatunku. Z dwóch możliwości człowieka: kreatora i destruktora, wybiera tę drugą. Tworzenie w sensie wykonywania dzieł trwałych wydaje mu się bowiem bezcelowe, wobec ogromnej ilości wytworów kultury zgromadzonych i opisanych przez, zafascynowanych historią, ludzi wieku XIX. Ów nadmiar wytworów kulturowych wywołuje niechęć do nich, potrzebę uwolnienia się od nich.

Irena Solska; 1909-1910. Źródło: zbiory Muzeum Tatrzańskiego (znak inwentarzowy AF-N-005750)

Mimo, że Witkacy pragnie niezależności i swobody oraz nie godzi się na kontrolę i wpływ Jadwigi na jego życie, często powtarza, że pragnie, by żona pojawiła się w Zakopanem i była jego wsparciem. By wprowadziła w jego życie spokój – była pocieszeniem w samotności, gdy ludzie z jego środowiska go zawiodą, a kolejne romanse skończą się fiaskiem.

Podobnie jak bohaterowie dramatów i powieści Witkacego, osoba wykreowana przez niego w listach czerpie satysfakcję z perwersji i wydarzeń, które zwyczajowo powinny budzić negatywne emocje. Poczucie samotności duchowej występuje więc jako ostatni etap upojenia. Wiąże się to z niemożnością całkowitego zjednoczenia z drugą istotą lub całkowitego jej posiadania:

„dwa lata kochałem Cię bez wzajemności i byłem b. źle traktowany. Dwa lata męczyłem się w okropnych sprzecznościach. A teraz jestem opuszczony”.[5.08.1927])

“Gdy trzeba będzie sam odbiorę światu Witkacego…”

Stanisław Ignacy Witkiewicz szukiwał osób, które posłużą mu za „lustro”, w którym będzie mógł się przeglądać i które będzie skarbnicą jego wszelkich sekretów, dolegliwości i problemów – publicznością, dla której odgrywa się spektakl. Jadwiga została umieszczona w jego teatrze i stała się jedną z jego postaci drugoplanowych. Najistotniejszą postacią umieszczoną w centrum wydarzeń był sam. To on był na pierwszym planie, a intensywność jego ekspresji jest istotniejsza niż to, co pisze.

Ponieważ tematy, które porusza, to głównie problemy życia codziennego, wyrazy tęsknoty i zwierzenia pełne melancholii, najbardziej zwraca uwagę sposób, w jaki to robi. Pojawia się więc dla niego możliwość opisania kolejnej osobowości (siebie jako artysty) oraz świata, który go otacza. Ponieważ świat ten nie jest światem rzeczywistym, jest nacechowany przez osobowość wykreowaną w listach. Stąd przestrzeń, która dzieliła małżonków, zarówno dosłownie, jak i metaforycznie. To ona umożliwiła autokreację Witkacego i kreację Jadwigi. Umożliwiała utrzymanie kontroli i kształtowanie rzeczywistości, a Witkiewicza uczyniła jedynym panem swojego samotnego, pogrążonego w rozpaczy życia.

Stanisław Ignacy Witkiewicz z Jadwigą Sienkiewiczówną (Korniłowiczową) na werandzie “willi na Antałówce”; 1910. Źródło: zbiory Muzeum Tatrzańskiego (znak inwentarzowy: AF-N-005763)

 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE