Anna „Ganczi” Gańczarek: Stereotypy są tylko w głowie

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Hej! Cześć Aniu, masz ksywę Ganczi, co bardzo mnie bawi, bo nasza koleżanka z redakcji ma ksywę Paczi.

Myślałam, że nasza koleżanka z redakcji też jest Ganczi.

Siostra?

Mam bardzo skomplikowane nazwisko, dodatkowo dwuczłonowe, odziedziczone po pradziadku.

Jest jakieś szlacheckie?

Nie, ale to powoduje, że strasznie długo się nazywam – Anna Maria Gańczarek Rał, więc „Ganczi” to duża wygoda. Wpada w ucho.

Chciałem cię zapytać o to, jak wygląda teraz sytuacja, bo gdybym się zastanowił nad tym co można robić teraz, czyli np. jeść na mieście nie możesz, na kawkę nie pójdziesz, ale samochodem możesz pojeździć, nikt tego nie zabroni.

Dokładnie, na początku pandemii była akcja „zostań w domu”, a później jak stało się to już bardzo uciążliwe i np. szkolenia na torze musiały być odwołane, to w naszym środowisku powstała akcja „zostań w samochodzie”, bo rzeczywiście siedzimy tam sami, kontakt jest ograniczony. Dodatkowo mam na sobie balaklawę, czyli twarz mam przepisowo zasłoniętą, co prawda nie maseczką, ale balaklawą, do tego dochodzi jeszcze kask, czy rękawiczki – jestem super chroniona. Osoba siedząca po prawej stronie, najczęściej pilot, również. Te zawody, które odbywały się w 2020 roku, w trudnym sezonie, w dużej mierze odbywały się np. bez publiczności. Na trasie pojawiali się jednak grzybiarze z transparentami i biało-czerwonymi flagami. To nie było zakazane.

Rozumiem, że wasza branża jako tako funkcjonuje?

Funkcjonuje, aczkolwiek myślę, że jak większość branży mocno dostała w plecy.

Naczynia połączone.

Dokładnie, jest to sport masowy, czyli potrzeba masę pieniędzy. Jest to sport, który nie istnieje bez partnerów i sponsorów. My jesteśmy ich nośnikami. Im wyższy poziom w motosporcie, tym większy budżet. Jest to związek przyczynowo-skutkowy, jeżeli jest pandemia i partnerom nie idzie, to nam też będzie trudniej uzbierać na nasze starty.

W ciągu zeszłego roku miałaś jakieś większe rajdy, mistrzostwa?

Ten sezon zaczął się później niż planowałam. Miał się zacząć w marcu, Memoriałem w Wieliczce, upamiętniającym dwóch wielkich polskich kierowców – Janusza Kuliga i Mariana Bublewicza. To były dla mnie pierwsze odwołane zawody, w których miałam startować. Bardzo się na nie nastawiałam, przygotowałam. Niestety. Później to była lawina, kolejne i kolejne. Następnie przyszedł moment rozluźnienia, wakacji. Wtedy dla nas zawody się rozpoczęły. Cykl, w którym startuję, czyli Górskie Samochodowe Mistrzostwa Polski był jednak mocno okrojony. Normalnie jest to 7-6, rund, w tym roku odbyły się tylko 3. Mniej niż połowa jeżdżenia. Docelowo chciałabym jeździć w rajdach, więc do tegorocznych startów w wyścigach górskich dobrałam rajdy okręgowe, które pozwolą mi na zdobycie licencji stopnia R, czyli uprawniającej do jeżdżenia w najwyższej randze – w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Ten sezon był okrojony, aczkolwiek paradoksalnie miałam sporo jeżdżenia, udało się jakoś z tego wybrnąć.

Co mnie też interesuje, bo często w wywiadach kiedy czytałem różne rozmowy z tobą, podkreślasz ten aspekt płci, wychodzi to często jest to coś takiego, co zatrzymało moje oko na tych wywiadach, bo ja tego nie rozumiem. Może mi wyjaśnisz, może ja to omijam, ale mam pewną teorię na ten temat tego, dlaczego jest nie aż tak dużo kobiet w motosporcie.

Właśnie, czego nie rozumiesz? Tego, że ten aspekt jest wyodrębniony?

Rozumiem, że jeżeli chodzi o sprint albo o podnoszenie ciężarów, tam są pewne ograniczenia fizyczne, których nie da się przeskoczyć jeśli chodzie o płcie, niemniej, wydaje mi się, że jeżeli chodzi o jeżdżenie samochodem to jest jak najbardziej sport, który można byłoby promować jeśli chodzi o płeć żeńską. Nie widzę tam jakichś niesamowitych ograniczeń, które kobiety mogłyby mieć, żeby jechać po prostu autem i moim zdaniem problem tkwi w tym, że po prostu się tego nie promuje. Społeczeństwo nie zachęca do tego, bo chłopcy grają w piłę od dzieciaka albo chłopcy są zainteresowani samochodami i mówi się, że dziewczynki może lepiej nie, może na tańce.

Sto procent masz rację i cieszę się, że masz takie podejście, czyli uważasz, że fizycznie mężczyźni nie mają przewagi nad kobietami w tym sporcie, to jest racja. Ta fizyczność jest bardzo ważna, w sensie utrzymywania formy, bo oprócz tego, że jadę i samochód jedzie za mnie, to ja go prowadzę i muszę być przy tym maksymalnie skupiona. Temperatura w samochodzie sięga 60 stopni, musimy być w super formie. Myślę, że powodem, dla którego tych kobiet jest mniej, wynika z tego, że nie jest to promowane. Jak byłam mała to chodziłam na zajęcia z tańca towarzyskiego i pamiętam, że to była jakaś tragedia znaleźć partnera. Jak to był jakiś twój kolega to siłą się go zaciągnęło na te tańce. Było za to mnóstwo dziewczynek. To nie jest naturalne, że zapisujesz małego chłopca na zajęcia taneczne. Ten chłopak raczej idzie na gokarty albo na boisko pograć w piłkę. Dziewczynek nie ciągnie się od małego na gokarty. Chociaż myślę, że jest ich coraz więcej. Nie wiem czy jest to kwestia tego, że jednak odchodzi się od stereotypów, czy tego, że jestem w tej branży obecna i po prostu zwracam na nie uwagę. Wczoraj miałam super wieczór z dziewczynami. Spadł pierwszy śnieg, więc pojechałyśmy pojeździć na tor. Można było sobie fajnie polatać bokiem i faktycznie byłam tam z trzema dziewczynami. Jedną z nich poznałam przez to, że studiuje mechanikę i  tuning aut. Poznałam ją przez jej wykładowcę podczas targów motoryzacyjnych, w których uczestniczyłam. Tam podszedł do mnie jej profesor, z całym swoim kółkiem i faktycznie byli to sami chłopcy, ale jak wrócił na uczelnię to tam była ta Zosia, która podpytywała go jak zacząć swoją przygodę z motorsportem. Profesor pamiętał mnie targów i wysłał ją do mnie na tor, na szkolenie bezpiecznej jazdy. Tam mnie znalazła i przebierała nóżkami jak siedziała w mojej rajdówce. Od razy było widać było, że nie przyjechała na kurs bezpiecznej jazdy, tylko chciałaby się ścigać. To wszystko działo się w pandemii. Jak tylko zniknęły obostrzenia dotyczące przemieszczania się, pojechałyśmy na Dolny Śląsk, kupiłyśmy jej „Cieniasa”, czyli Fiata Cinquecento. Samochód absolutnie niekojarzący się na pierwszy rzut oka z motosportem, ale polecam go każdemu na sam początek. Zosia od tego czasu regularnie startuje w imprezach amatorskich. Dużo dziewczyn widzę w gokartach, drifcie. Faktycznie, tam gdzie ja jeżdżę, w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski jestem jedyną kobietą. Podkreślam to, bo myślę, że przez stereotypy dużo dziewczyn się wstydzi. Moja koleżanka mówiła, że jak pierwszy raz wychodziła na tor to wstydziła się wyjść w kombinezonie, bo wszyscy się na nią patrzyli. Faktycznie uwaga kibiców jest na mnie skupiona, cieszą się gdy widzą mój proges i przeżywają ze mną moje niepowodzenia. Jest nas mniej, więc jesteśmy pewnego rodzaju egzotyką, siłą rzeczy przyciągamy uwagę. Chciałabym rozpropagować ten sport wśród dziewczyn. Nie chciałabym nikogo na siłę przekonywać do motorsportu, ale marzyłoby mi się zachęcić do realizacji swoich pasji, do poszukiwania jej, wyeliminowania wstydu przed tym, żeby robić coś fajnego, niesztampowego.

Myślałem sobie jak to fizycznie wygląda jeżeli chodzi o jeżdżenie, barki, przedramię i tyle?

Słyszałam, że masz trzy miesiące prawo jazdy?

Tak, jestem początkującym kierowcą. Nie ma stereotypów. Zrobiłem późno prawko, ale wiesz ile razy miałem jakieś gówno z tego powodu? Ktoś mi mówił: czy ty jesteś facetem? Co ty tam masz?

W drugą stronę to też działa. Nie tylko ja jestem poszkodowana. Kobiety „jeżdżą jak baby” a „facet bez prawa jazdy”?

Stereotypy są szkodliwe dla wszystkich. Jestem na tych obiadach, w dalszej rodzinie i pytanie: Kuba, kiedy zrobisz to prawko? Moja dziewczyna miała już chyba z 10 lat.

To macie dobrze, bo zamiast kiedy ślub i dzieci to kiedy prawo jazdy?

Straszne to jest i zupełnie bez sensu ze wszystkich stron. Ludzie są tak skoncentrowani, żeby zaszufladkować kogokolwiek. Ja pamiętam te obiady to dostałem kiedyś 100 złotych, żebym zrobił prawo jazdy. „Ale przecież wasza córka ma prawo jazdy, możecie jej dać samochód, ja nie potrzebuję.” Nie interesowało to nikogo.

To jest kwestia zainteresowania. Mnie mega ciągnęło do jeżdżenia samochodem, ale pamiętam, że mój tata powiedział mi, że będę jeździć dopiero samochodem jak będę miała prawo jazdy. Czasem jeździliśmy na kolanach jak jeszcze nie dosięgałam do pedałów. W zasadzie nadal nie dosięgam <śmiech>. Jak wsiadam do czyjegoś samochodu to muszę mieć specjalne szyny, żeby ten fotel był bliżej kierownicy. Od momentu kiedy jeździłam na kolanach z tatą to czułam, że to jest to, zawsze chciałam jak najszybciej zrobić prawo jazdy, ale jeżeli ty tak nie czułeś, to też powinno być ok.

Dokładnie. To jest śmieszne, bo kupiliśmy samochód w końcu i jeździmy sobie normalnie…

Normlanie, dwie rączki na kierownicy…

To co chciałem rzec, to że jak kupiliśmy to auto to okazało się, co wydaje się mi znamienne, że ja tam wsiadam normalnie i jest ok, wszystko śmiga, mam w zasięgu całość aparatury, natomiast moja dziewczyna nie jest w stanie jechać normalnie, bo jest za daleko, więc przesuwa fotel na maksa do przodu i do góry, bo inaczej nie dosięga pedałów.

Kiedyś jak jechałam na tor to zawsze miałam w bagażniku dwie poduszki ze sobą, bo wiedziałam, że jak ktoś mi się da przejechać swoją rajdówką, to nie dosięgnę. Z poduszkami jest git i nie trzeba zmieniać fotela. Ale powiem ci, że twoja dziewczyna ma pewnie lepszą pozycję, kierowcy rajdowi/wyścigowi siedzą bardzo blisko, jak ktoś po mnie wsiada do zwykłego samochodu to jest zdziwiony, że fotel jest tak ustawiony.

W rajdowych sytuacjach pewnie jest inaczej.

Musimy siedzieć blisko kierownicy, nie za blisko, aczkolwiek jest taka zależność, że ci kierowcy rajdowi, nazwijmy profesjonalni, mają taką bardzo prawidłową postawę za kierownicą. Nie powinno się jej przenosić 1:1 z rajdówki, wyścigówki do samochodu osobowego z poduszką powietrzną, ale mając poprawną pozycje za kierownicę, nie leżącą, mamy więcej pola do manewru w niebezpiecznych sytuacjach.

Jeszcze chciałem jedno pytanie tak na koniec, bo chyba już za długo gadamy, pan techniczny pokazuje nam jakieś znaki. Chciałem zapytać, co ty myślisz o filmach, jeśli chodzi o przedstawianie jeżdżenia?

Widziałam super mema ostatnio, że Lockdown 1, Lockdown 2, 2 Lock 2 Down, Lockdown Tokio Drift, Lock and the Down, Lock 6, Down 10. Jeśli chodzi o filmy przedstawiające motyw ścigania, to zazwyczaj wyprzedzanie polega na wrzucanie biegu wyżej. To mnie zawsze śmieszy, aczkolwiek jest parę kultowych filmów. Jaki jest twój ulubiony?

Baby driver mi się podobał.

To tyle.

Koniec, nie? Bardzo ci dziękuję za rozmowę.

Ty tu jesteś redaktorem naczelnym?

Mamy nadzieję, że było ci z nami miło.

 

Zapraszamy do nas, zapraszamy na twoje socjalistyczne media.

Zapraszamy, wystarczy wpisać Ganczi i jest szansa, że mnie znajdziecie. Peace, Love & Racing.

Dzięki.

Reklama

Sinooki blady Ty

Autoteliczne wyznania to najgorszego rodzaju onanizmy intelektualne. Zapraszam zatem. Wewnątrz