Zauroczenie umiera i zmartwychwstaje jako miłość…

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Powiedzmy, że na początku jest strzał, a konkretnie, dajmy na to strzała. Strzała Amora, trzymajmy się tego, w co większość usilnie wierzy, więc na początku była strzała, a strzała zauroczeniem się stała. I nagle w zawrotnym tempie dopadają dwoje ludzie wszystkie możliwe objawy zauroczenia widoczne gołym okiem lub nie, bo to, co się dzieje w środku, w porównaniu z tym, co widać na zewnątrz, jest nieporównywalnie bardziej ekscytujące.

Niektórzy mówią o motylach w brzuchu, nie ufam im bardzo, nie porównywałbym czegokolwiek związanego z uczuciami do czegoś, co przepoczwarza się z larwy, nawet jeśli w ostateczności kończy jako motyl. Są inne określenia.

W mgnieniu oka.

Zaczynasz biegać po koleżankach, opowiadając im, że spotkałaś tego jedynego, wyjątkowego, cudownego, wspaniałego i chuj wie jeszcze jakiego “ego” człowieka na świecie. One przytakują, uśmiechają się i oczywiście, jak to koleżanki, gratulują kolejnego rozważnego wyboru, jednocześnie mając z tyłu głowy to, co mówiłaś o ostatni trzech swoich wybrankach, o których teraz zdrobniale mówisz “jebane pomyłki”.

Natomiast on, on w pubie opowiada swoim kumplom, że poznał fajną dziewczynę i w sumie to może być to, bo nigdy się tak nie czuł, bo wbrew pozorom to coś więcej niż tylko seks i nigdy się tak nie czułeś, i to jest jak lawina. Kumple nie potakują, po prostu wyłączyli się i skupili się na swoim kuflu z piwem, kiedy tylko padło pytanie “No i jak, poruchałeś?”. Szczyt elokwencji i ciekawości w jednym. Pozornie odpowiedź na to pytanie wyjaśnia wszystko. Romantyczniej? Kumple zachwyceni stawiają kolejkę za kolejką i cieszą się jego szczęściem, a on potem, nad ranem, wraca, nucąc sobie pod nosem ‘When I fall in love” Nat King Cola, że to wszystko FOREVER, FOREVER, bo właśnie się zakochałem i to już jest FOREVER. No bajka.

Bajki mają to do siebie, że kończą się happy endem. Zauroczenia mają to do siebie, że kończą się the endem.

Będzie subiektywnie, bo mogę się przecież mylić.

Zauroczenie umiera i zmartwychwstaje jako miłość. To najnormalniejsza kolej rzeczy, tylko trzeba to zrobić świadomie, dojrzale, z pełną odpowiedzialnością i powagą.

Zauroczenie to nie miłość.

Zauroczenie to pragnienie, żądza, niekończące się pożądanie drugiej osoby połączone z ekscytacją i wirującymi hormonami. Wszystko na TAK, kurwa TAK, żadnych wad, złych nawyków, to jak narkotyczny odlot związany z drugą osobą. Pewnego rodzaju otumanienie. Klapki na oczach.

Miłość jest spokojniejsza, głębsza. Miłość się rodzi, powoli, ale konsekwentnie rozkwita. Miłość przychodzi i akceptuje niedoskonałości drugiego człowieka, zauroczenie je umiejętnie maskuje. Miłość to bezpieczeństwo, trwałość i uczucie spokoju. Miłość uczy cierpliwości.

Jasno obrazując. W zauroczeniu żyjemy w ciągłym stanie niepewności – KOCHA – NIE KOCHA, CHCE – NIE CHCE, jest tak, prawda? Wieczne zastanawianie się, czy on jednak naprawdę chce ze mną być? Czy ona mnie nie zdradza, kiedy wychodzi z koleżankami? Milion niepewnych pytań, na które nie chcemy znać odpowiedzi. Zauroczenie chce wszystkiego TU i TERAZ. Bierzmy ślub, jutro – to mówi zauroczenie. Czyste szaleństwo pchające w stronę rzeczy, których potem można żałować.

Lecz w tym całym szaleństwie jest reguła. To szaleństwo po prostu trzeba przeżyć. Poznać się, zaufać drugiej osobie. Miłość to uczucie, które daje siłę, pozwala stać się wsparciem dla drugiej osoby, nie tylko potrzebą, bo związek opierający się na dwóch osobach, które rozpaczliwie się potrzebują zawsze runie jak domek z kart. Znowu związek dwóch niezależnych osób, które chcą się wzajemnie wspierać przetrwa wszystko.

 
Reklama

Miłość daje spokój tego rodzaju, że, pomimo odległości, ta druga osoba tam jest, kocha, czeka, tęskni i nic tego nie jest w stanie zaburzyć. Miłość uczy cierpliwości, tego, że sekret udanego związku to kwestia wytrwałości i budowania go każdego dnia małymi krokami. Wreszcie miłość sprawia, że stajemy się nawzajem lepszymi ludźmi.

Miłość pojawia się tam, kiedy możesz być pewny drugiej osoby, kiedy wielokrotnie widzisz ją w nieestetycznych sytuacjach, kiedy wiesz, że musisz jej lub mu pomóc. To jest miłość i ona również może być szalona, ale w porównaniu z zauroczeniem, jeśli jest starannie wypielęgnowana, to nic nie jest w stanie jej zniszczyć.

Zauroczenie przemija, poziom hormonów spada, fascynację tłamsi codzienność i to jest właśnie ten moment, w którym należy zacząć więcej ze sobą rozmawiać, bo to to właśnie ten moment, który może wprowadzić was na wyższy poziom doznać emocjonalnych i nie tylko emocjonalnych, bo czasami, żeby narodziło się coś wielkiego, coś musi umrzeć. Tak jak Feniks odradzał się z popiołów, tak miłość zmartwychwstaje na ‘zgliszczach’ zauroczenia.

 

Reklama

Warszawskie muzea

Muzealny szał centralnej Polski W związku z poluzowaniem koronawirusowych obostrzeń,