Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nie do końca wiem dlaczego dzieje się tak, jak się dzieje, no ale nie da się temu zaprzeczyć. Im jestem starszy, tym mniej dzieł literackich, filmowych czy artystycznych przyjmuję bezrefleksyjnie i tym bardziej wymagający się staję. Pewnie to kwestia zebranego doświadczenia oraz umiejętności oddzielenia możliwych do zakiełkowania ziaren od plew, które natychmiast powinny wylądować w bio-koszu. Boję się co będzie za lat dwadzieścia albo trzydzieści, ale jednocześnie mam nadzieję, że będę się jeszcze czasem dawał oczarować obrazom, filmom czy dźwiękom.

Drodzy czytelnicy, zapewne macie podobne spostrzeżenia i odczucia… Dajmy na to – oglądacie dobrze zapowiadający się serial kryminalny, w którym to jednak już pod koniec pierwszego odcinka fabuła nie klei się w całość, albo jesteście na seansie filmowym, z którego po kwadransie chcecie uciec. Zważywszy na fakt, że wybraliście się do kina, które kilka dni wcześniej otworzyło się po pandemicznym szale, postanawiacie jednak zostać i cierpliwie wyczekujecie końca. Podobna historia zadziewa się wtedy, gdy idziecie do teatru i tyle co drzwi zamkną się na amen (czasem myślę sobie, że to celowy zabieg, żeby widownia nie opustoszała), a już chcecie wrócić do własnego domu albo wypić całe zapasy wina, które właśnie odkorkowuje się we foyer.

Czasem pytam siebie – jak to jest w ogóle możliwe? Czy ukończonego filmu naprawdę nikt wcześniej nie ogląda w całości, napisanej przez siebie książki autor nie czyta od deski do deski, a sztuki teatralnej nie próbuje się na scenie przed premierą? Może to dlatego, że reżyser swojego wątpliwej jakości dzieła sam nie jest w stanie obejrzeć do końca, a pisarz po dwóch latach siedzenia przed komputerem nie widzi różnicy pomiędzy światem realnym, a tym przedstawionym na kartkach? Wiem, wiem, o gustach się nie dyskutuje, ale istnieją na świecie rzeczy tak obiektywnie złe, że nie miały prawa się zadziać, zaistnieć. One jednak są, a co gorsza czasem przywdziewają maskę świetności i dopiero to my – widzowie, słuchacze, czytelnicy, dokonujemy odkodowania, widząc całe to zło przykryte kolorowym papierkiem. Niestety nader często okazuje się, że w środku trafia nam się cukierek, który pozostawia po sobie nieprzyjemny posmak goryczy albo wręcz pachnie artystyczną pleśnią.

Reklama