ANYWHERE          TV

Amerykański show

potus-2

W Stanach Zjednoczonych wszystko jest „show”. Nie kończy się na Hollywood, nie zaczyna na celebryckim życiu Kardashianek. „Show” obejmuje praktycznie wszystkie sfery życia Amerykanów, od codzienności po polityczne wiece, czy niedawne zaprzysiężenie Joe Bidena. W tekście biorę na warsztat polityczne (i nie tylko) wizerunki ostatnich tygodni oraz zastanawiam się, czy Jill Biden, Michelle Obama i Kamala Harris same wybierają stylizacje.

Wizaż i stylizacja obecne są prawie we wszystkich aspektach życia społecznego, również w polityce. Inspiracją do napisania tego tekstu było dla mnie zaprzysiężenie Joe Bidena, które miało miejsce w ostatnich dniach. Zanim przejdziemy do tego, kto i w co lubi się ubierać w Białym Domu, należy zauważyć, że… Amerykanie mają luz. Nie przypominam sobie, żeby polski prezydent kiedykolwiek pojawił się na okładce lajfstajlowego magazynu, podczas gdy głowy państwa w USA pojawiają się na nich regularnie. Pomijając oczywiście The Times czy Life, prezydenci w idealnych stylizacjach występują w InStyle, GQ czy Vanity Fair.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Carla S (@carlaselyer)

Kamala Harris (pierwsza ciemnoskóra kobieta na stanowisku wiceprezydenta, pierwsza azjatyckiego pochodzenia i w ogóle – pierwsza kobieta) podbiła okładkę styczniowego, amerykańskiego Vogue. Wystarczyły jej trampki i luźny garnitur. W Vogue wielokrotnie pojawiały się zarówno pierwsze damy, jak i panowie na najwyższych szczeblach władzy. Taki wizerunek polityka da się lubić – nieustannie uśmiechnięci, wyluzowani, otwarci. Ci politycy to zresztą też trochę celebryci – świetnie wyglądają, dobrze się noszą. Mają dystans do siebie, mniej stresują się wizerunkiem (w zasadzie w ogóle się nim nie przejmują) i nawet pod krawatem czują się na luzie. Nie są nadwrażliwi na swoim punkcie – czy to gwiazdy na zaprzysiężeniu, czy to prezydenci na okładkach. Show must go on.

 
Reklama

Przewidywania medialne dotyczące stylizacji kobiet na zaprzysiężeniu trwały wiele tygodni. Spekulowano kto będzie miał kreację od którego projektanta, która dama jaki kolor stroju. Zupełnie jak przed hollywoodzkimi Oscarami, czy przed rozdaniem nagród Grammy.

Czytając na różnych (szczególnie polskich) portalach stwierdzenia w stylu „Michelle Obama wybrała kreację…”, lub „Jill Biden postawiła na…” wydaje mi się to trochę nieuczciwe. Przecież doskonale wiadomo, że to nie one wybierają dla siebie stroje. Owszem, podejmują w tej sprawie decyzje, ale to styliści dbają o odpowiednie fasony i kolorystykę stroju – w tej kwestii nie może być pomyłek.

Na zaprzysiężeniu Joe Bidena, jego żona Jill wybrała kolor turkusowy i komplet od młodej amerykańskiej projektantki z Markarian. Jill jest jedyną w historii pierwszą damą, która będzie pracowała poza Białym Domem – ma stopień doktora i jest nauczycielką w Community College w północnej Virginii. Jej wizerunek jest elegancki, ale bardzo przystępny, amerykański; włosy stylizowane mocno na szczotce, biały, promienny uśmiech, naturalny makijaż podkreślający oko. Do tej pory Jill (podobnie jak jej mąż, Joe) malowana była przez samą Bobbi Brown. Czy tak będzie dalej?

Michelle Obama również zawsze stawiała na wschodzących projektantów. Całą kadencję ubierała się stonowanie i elegancko, ale nosiła raczej luźne kroje – jej styl określiłabym jako typowo amerykański. Na zaprzysiężeniu pojawiła się w głębokim kolorze bordo, czy też burgundu. Projektantem stroju był Sergio Hudson – aspirujący projektant z Los Angeles. Stylistką Michelle Obamy jest Meredith Koop, a jej wizażystą Carl Ray. Za włosy odpowiada zazwyczaj Yene Damtew. Kamala Harris ubrana w fiolet przez projektantów Christophera Johna Rogersa i Sergio Hudsona podkreśliła, że podczas kadencji będzie dbała o los osób innej rasy czy pochodzenia. Kamalę maluje Sam Fine, który stawia zazawyczaj na delikatny, naturalny look.

Komentując makijaże i fryzury nie da się pominąć drobnej wpadki Ivanki Trump, której niefortunne ułożenie włosów odsłoniło doczepione pasma, ale nie można nie powiedzieć również o występujących na inauguracji Jennifer Lopez i Lady Gadze. J.Lo zaprezentowała się cała w bieli i diamentach od Chanel. Miało to być nawiązaniem do białych strojów noszonych podczas ważnych wydarzeń przez kobiety w polityce USA, jednak w mojej opinii był to look trochę za mocny, niekoniecznie w dobrym tonie.

J.Lo od lat nie ukrywa jednak, że biznes to show-biznes, a ona jest „starym wyjadaczem” i jeśli wychodzi z domu to tylko za grube dolary – nie ważne, czy na czerwony dywan, czy Kapitol.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Jennifer Lopez (@jlo)

Włosy J.Lo układał jak zawsze Chris Appleton, a makijaż tym razem tworzył dla niej David Velasquez, choć zazwyczaj robi to Scott Barnes. Wystąpienie na Kapitolu J.Lo okrasiła wieloma fotografiami we wszystkich mediach, podczas gdy Lady Gaga potraktowała to wydarzenie skromniej. Frederic Aspiras z włosów zaplótł jej piękny warkocz z granatową wstążką, a Sarah Tanno stworzyła klasyczny makijaż francuski (czerwone usta, kreska, podkreślone brwi). Czerwona pomadka zawsze była obecna w amerykańskiej polityce, chociażby wtedy, kiedy w latach 50. Elisabeth Arden stworzyła specjalny odcień czerwieni pasujący do mundurów, a szminka była obowiązkowym elementem stroju. Wstążka we włosach pasowała do sukni zaprojektowanej przez Daniela Roseberry, który zarządza reaktywowanym niedawno domem mody Schiaparelli i rezyduje w Paryżu. W oficjalnym oświadczeniu napisał:

Jako Amerykanin mieszkający w Paryżu tym strojem ślę list miłosny do kraju, za którym tęsknię i do artystki, której kunszt od lat cenię. Dom mody Schiaparelli został zaszczycony szansą ubrania ikonicznej Lady Gagi na tę historyczną Inaugurację. God Bless Lady Gaga and God Bless America.

(Żródło: Vogue).

Suknia była w kolorach granatu i czerwieni, a cały look Gagi pięknie komponował się z ceremonią.

To zaprzysiężenie było zarówno podniosłym, wzruszającym jak i po prostu – miłym dla oka przedstawieniem. Uściski, przybijanie piątek, machanie do siebie wzajemnie i wszechobecny dobry humor. Nie ma kraju, który mocniej kontrastowałby z wiecznym polskim umartwieniem, umiłowaniem do czczenia martyrologii i staniem na baczność na państwowych uroczystościach. Podczas gdy Ameryka jest kolorowa i stylizuje się w intensywnych barwach (dosłownie i w przenośni), Polska dopiero od niedawna, bardzo nieśmiało, wręcz z poczuciem winy – zrywa z szaroburością. Nie ulega wątpliwości, że Amerykanie ze wszystkiego robią wielką sprawę – lubią, kiedy świat na nich patrzy, są dumni ze wszystkiego, co związane jest z ich krajem i widać to nawet w stroju.

A my?

***

Kasia Wrona – wizażystka, wykładowca makijażu oraz autorka bloga Make-up Manufacture. Absolwentka wielu prestiżowych szkół w Polsce i Los Angeles. Pracuje przy pokazach mody, sesjach zdjęciowych i na planach, ale kreuje także makijaże klientów indywidualnych. Jej prace znajdziecie w magazynach, reklamach, telewizji. Na co dzień wykłada w krakowskiej szkole. Po godzinach uwielbia czytać, a także pisać o makijażu i trendach.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE