Street art i nie tylko, czyli wspomnienia z Marsylii

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zatrzymaliśmy się przy Rue de l’Olivier w dzielnicy Camas. Od słynnego Parku La Calanques dzieliło nas ok. 12 km, a od znajdującego się w samym centrum miasta Starego Portu jedynie kilka minut spacerem. W 2020 chcieliśmy odwiedzić Marsylię po raz drugi, po dwóch latach od pierwszego wyjazdu. Mieliśmy już swoje ulubione miejsca, a wśród nich perełkę street artu – dzielnicę Le Cours Julien.

Po pierwszej wizycie w Marsylii, w maju 2018 roku, zapisałam w swoim dzienniku:

Nigdy nie zapomnę o Parku Narodowym La Calanques. Jego turkusowe przezroczyste morze oraz potężne skały i klify sprawiły, że poczułam siłę i miłość do świata. Wspaniałe było też to, że – zupełnie przypadkiem – zamieszkaliśmy w sąsiedztwie Le Cours Julien. Artyści mają tutaj do dyspozycji budynki, słupki i co tylko chcą, by poprzez sztukę wyrażać siebie. To absolutnie niezwykłe miejsce.

Park La Calanques i uliczki w rejonie Le Cours Julien to moje najsilniejsze wspomnienia z Marsylii. Pierwsze – cud natury, drugie – kunszt sztuki ulicznej. W Le Cours Julien sklepiki, kluby, restauracje i bary mają nietypowe szyldy i dekoracje. Widziałam „pocztówkę” z Marsylii z postacią kultowego kota o imieniu M. Chat czy portret kobiety sowy. Wejście do małego, klimatycznego klubu muzycznego Le Jam zdobi twarz głównego bohatera „Breaking Bad”.

Już po powrocie do Polski dowiedziałam się, że w stolicy południowej Francji tworzył najsłynniejszy francuski artysta streetartowy C215, czyli Christian Guémy. Oprócz niego na budynkach Le Cours Julien można znaleźć dzieła m.in. Włoszki Alice Pasquini (https://www.alicepasquini.com/) czy Francuza Mahn Kloix (https://www.mahn.fr). Tutaj niemal każdy skrawek elewacji pokrywają murale, graffiti, szablony czy inne formy street artu.

Reklama

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez MICHAL DEC (@dec_michal)

 
Reklama

Nie tylko street art

Wspominając Marsylię widzę strome uliczki prowadzące do Notre Dame de la Garde, kolorowy blok Le Corbusiera, targ Le Marche de la Plaine, klub Le Jam i Park La Calanques. Już na szczycie, niemal tuż przy schodach marsylskiej bazyliki, ustawiłam aparat na statywie i zrobiłam film poklatkowy: monumentalny budynek, przelatujące ptaki, sunące po niebie chmury, blask słońca. To jedna z moich najlepszych pamiątek z Francji. Targ Le Marche de la Plaine przypomina mi z kolei o znanych mydełkach z Marsylii i wzorzystej bransoletce robionej na szydełku. Nigdy nie zapomnę także kolorowego bloku Le Corbusiera (tutaj polecam wyjechać windą na dach, z którego roztacza się niesamowity widok) i oczywiście klimatycznych wieczorków jam session w kameralnym Le Jam.

autor: Agnieszka Młynarczyk

 

 

Reklama