Piękne zło

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Co siedem lat, ludzki organizm całkowicie zmienia swoją strukturę. Każda komórka jest wymieniana na inną komórkę i z czasem, wszystko co pożarliśmy w tym czasie staje się nami. Mam już cztery takie etapy za sobą i muszę powiedzieć, że znajduję się obecnie w bardzo kiepskiej sytuacji.

Ostatnie siedem lat mojej egzystencji to bowiem czas studiów, gdzie należało odpowiednio studiować, co przekładało się często na nieszczęsne tłuszczyki, kiepskie odpornościowo napoje procentowe oraz, z idiotycznych powodów, słodkie napoje gazowane. Jestem zatem kupą kiepsko posklejanego gówna o zerowej kondycji i elementach prozdrowotnych.

Niemniej, jest to także metafora naszej egzystencji w jakiś sposób. Podobnie jak w Portrecie Doriana Greya, nasza eteryczna osobowość również nosi na sobie blizny kilku lat wstecz. Nasze niegodziwości, dobroć odnajdują się w bliznach i zmarszczkach, które inkrustują naszą postać. Może wydawać się, że łatwo jest przejść od dobroci do zła lub odwrotnie, lecz jest to trudna praca, bo każde ścięgno naszej eterycznej egzystencji sprzeciwia się aktowi społecznie uznawanego zła.

Widzę to zresztą sam po sobie. Zostałem wychowany w świecie dobra i też nie mam czasu ani przestrzeni w sobie, by fałszywie skromnie uzasadniać to ironicznym uśmieszkom. Choć byłem wielokrotnie doświadczany w bólu, faktycznie jednak byłem dobrym chłopcem. Zawsze chciałem godzić zwaśnione strony, kiedy Królik i Rafix kłócili się o jakieś niepotrzebne rzeczy i siedzieli po dwóch stronach piaskownicy. Starałem się pomagać bliźnim, gdy chcieli pogadać, mieli jakiś problem natury psychicznej (z jakiegoś powodu potrzebowali rozmowy, ja nigdy nie stawiałem się w roli lekarza). I tak było przez wiele lat. Jednakże, ostatnimi czasy, ów status, który wiąże się z dużą ilością upokorzeń, zaczął mnie nieco uwierać i nie wiem, którą drogę wybrać. Boleśnie bowiem doświadczam, im więcej zależy ode mnie w moim życiu, że niewiele zyskuję, angażując się w życie innych. Jeszcze boleśniej, gdy owo otwarcie się doprowadza do tego, że ludzie mnie wykorzystują do własnych celów. Może jeszcze nie jestem w stanie zmienić niczyjego życia, ale niewątpliwie niedogodności związane z problemami natury czasowej, są wciąż moimi niedogodnościami.

Znalazłem się więc na rozdrożu, pomiędzy pójściem w dobrą stronę, dbaniem o szczegół i dobre samopoczucie wszystkich wokół a stroną sprytną, prześlizgiwaniem się po ogólnikach i opiekowaniem się sobą. I choć ta pierwsza pragnie bardzo, bym się z nią pogodził, to możliwość szybkiego zysku z tą drugą jest coraz bardziej kusząca. Biorąc więc pod uwagę powyższe, nie tylko stereotyp zła może być dobry, ale i odwrotnie. Stereotyp dobra może być dla człowieka hamulcem przed wielkością.