Magia, prostota, home. W podróż po Bali zabiera nas Ania Szczepańska

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kilka sekretów z życia osobistego

Co Cię przywiodło na Bali, co urzekło i co zatrzymało?

Przypadek! Od zawsze śledziłam instagramerkę @whatannawears i to ona rozkochała mnie w Bali. Wydawało mi się to natomiast nierealne mieć tyle pieniędzy, aby przyjechać tu nawet na 2 tygodnie. W końcu w 2019, kiedy byłam po drugim kontrakcie na statku wycieczkowym, miałam wystarczająco dużo gotówki, aby gdzieś wyjechać. Aby było taniej, miałam do wyboru: odwiedzić znajomych w Indiach lub znajomych w Brazylii. Traf chciał, że szukając lotu wpadłam na informację o tanim locie do Bangkoku. Stamtąd planowałam ruszyć wakacje na tajlandzkich wyspach, aż tu nagle znalazłam tani lot Air Asia na Bali. Nie było już odwrotu. Jak tylko wylądowałam i zobaczyłam to piękne lotnisko to wiedziałam, że jest to moje miejsce (swoją drogą kocham lotniska i jak się na jakimś czuję dobrze, to wiem, że jest to dobry dla mnie kraj).

W Bali urzekła mnie niesamowicie silna energia, prostota, canangi, wiara, tradycje balijskiej hinduskiej religii oraz beztroskość tutejszych mieszkańców.

Zatrzymał mnie tu wszechświat, a pomógł mu w tym covid. Miałam plany, aby zamieszkać na Bali w 2021. Po raz kolejny jednak podczas moich wakacji w lutym 2020 zmieniłam w ostatniej chwili urlopowe destynacje. Rozstałam się z partnerem i zamiast jechać do niego do Teksasu pojechałam na Bali. W Marcu 2020, 4 dni przed planowanym powrotem do Polski oraz wyjazdem na mój czwarty kontrakt na statku, cały świat się zatrzymał. Zaryzykowałam i postanowiłam zostać na Bali zamiast wracać lotem przyspieszonym do Polski. Miał być to miesiąc dłużej, a minął już prawie rok.

Czym zajmujesz się teraz?
Łatwiej mi powiedzieć czym się teraz nie zajmuję. Przede wszystkim to codziennie rozkochuję ludzi w prawdziwym Bali. Na moim IG @annasgymintheworld pokazuję zarówno te piękne walory Bali (i nie tylko Bali) jak i codzienność́, która niejednokrotnie potrafi zaskoczyć.

Z miłości do pokazywania prawdziwego Świata zrodził się mój największy i najbardziej ukochany projekt – Dziewczyńskie BALI. Jest to spełnienie moich marzeń, które czeka tylko na otwarcie balijskich granic (pierwszy wyjazd już na Dzień Kobiet!). Razem z @polki_na_bali_i_zanzibarze stworzyłyśmy bardzo niestandardowe wyjazdy tylko dla kobiet.

Po tym jak samej przez kilka lat wydawało mi się, że taki wyjazd to wyzwanie życia, postanowiłam, że stworzę grupę na FB (@Dziewczyńskie BALI), na której nie tylko będziemy przedstawiać kolejne wyjazdy, ale również wzajemnie będziemy się wspierać, motywować oraz w pewien sposób wspólnie tworzyć plany wycieczek. Ideą jest pokazanie kobietom, że mają prawo zrobić coś dla siebie, mają siłę i potencjał, aby zarobić więcej.

Pragnę uświadomić kobietom, że mogą być niezależne, mogą zostawić na 2 tygodnie dziecko, mogą czasem wyjechać bez partnera i nikt nie ma prawa ich za to linczować.

Ponadto staram się, aby wyjazdy były osiągalne cenowo dla każdego oraz aby kobiety czuły się na nich naprawdę jak w grupie przyjaciółek, w której mogą robić bez skrępowania wszystko to, na co mają ochotę.

Organizuję też wyjazdy prywatne na Bali i współtworzę sklep z Balijskimi dodatkami Jumbo shop (@jumboshop_polska). Oprócz tego mam dwie prace online (customer service), trenuję fitness z prywatnymi klientami, kończę pisać ebooka o samodzielnym podróżowaniu dla kobiet i zaczynam współtworzyć autorską kolekcję ubrań i biżuterii z Bali z Atelier Katarzyna Adamczyk (@atelier_katarzyna_adamczyk/)

 
Reklama

Jak oceniasz swoją decyzję z perspektywy czasu?
Była to najlepsza decyzja w moim 31-letnim życiu. Nie wahałam się ani minuty!

Za czym tęsknisz?
Za moim psem, za mamą i babcią, za życiem na morzu, za prowadzeniem zajęć fitness dla większej grupy, za Portugalią, za michałkami, za polskim chlebem, serem żółtym, kiełbasą i pasztetem, za zupą szczawiową, za portugalskim Vinho Verde, za tanimi cenami wina, za Rossmanem, za chodzeniem na grzyby i żeglowaniem po mazurskich jeziorach.

Co najbardziej kochasz w tym miejscu?
Prostotę, naturę, piasek na nogach, świątynie, pola ryżowe, morze, moją villę, jazdę skuterem, warungi, prostych pogodnych ludzi.

Poznajemy Bali

Przejeżdżam z wizytą na Bali.  Jesteś moim przewodnikiem przez jeden dzień. Co chciałabyś mi pokazać?

Pola ryżowe, poranną medytację i oczyszczenie w świątyni Świątyni Taman Tirta Emp, lunch na polach ryżowych Tegalalang otoczonych dżunglą, zachód słońca na klifie Uluwatu.

Ulubione słowo w danym języku
buka – otwarte
dupa- kadzidełka
suka-lubić
sama sama – proszę (w znaczeniu dziękuję – proszę)

Ulubiony balijski film lub z Bali w tle
„Jedź, módl się i kochaj” z Julią Roberts

 
Reklama

Ulubiona książka z Bali w tle
Moja książka, którą właśnie kończę (śmiech)

Ulubiona balijska piosenka/ zespół/ muzyk
Gamelan – tradycyjna muzyka Balijska grana podczas ważnych ceremonii, świąt a nawet często można ją usłyszeć w radio.

Co musimy wiedzieć, żeby poznać i zrozumieć to miejsce?
SABAR – relax, bądź cierpliwy. Tu żyje się bardzo wolno, spokojnie, bezstresowo. Dla mnie, kochającej czasem ponarzekać, narwanej Polki czasami jest to trudnie i niejednokrotnie aż gotuję się po sam czubek głowy.

Co prawda i tak kilka lat spędzonych w Hiszpanii, Portugali i Meksyku nauczyło mnie luzować w wielu kwestiach. Jednak załatwiane biznesów, czy to zwykłe ustalenie ceny z kierowcą, doczekanie się na kuriera czy załatwianie poważnych spraw biznesowych wymaga duuuuuuuuużo SABAR!

Ponadto Bali jest bardzo „natchnioną” wyspą. Tak pewnie bym to nazwała jako Ania-ateistka. Lokalsi czy bule (biali), którzy tu mieszkają niejednokrotnie odprawiają różnego rodzaju rytuały, odżywiają się wodą i słońcem, obwieszają siebie oraz dom kryształami czy chodzą bez butów, aby mocniej połączyć się z ziemią. Ja sama również coraz bardziej się wdrażam w takie życie. Potrafię wyjść z restauracji, jeśli nie podoba mi się tam energia, rozmawiam do księżyca, witam się z morzem zanim do niego wejdę i przestrzegam kilku innych „dziwnych” rytuałów.

 
Reklama

Dlatego tak ważne jest być otwartym na tę „dziwność”, powolność oraz „natchnienie” ludzi mieszkających na Bali. Nie trzeba od razu zamienić się w szamana i zwalniać ze wszystkim do 1km/h. Ja sama mówię o sobie, że jestem taką „zdystansowaną szamanką”. Czyli, że wierzę jak najbardziej w energię, ufam bezgranicznie wszechświatu, łączę się z naturą, coraz częściej robię shoppingi w sklepach z kamieniami, ale dalej lubię czasem założyć szpilki, ufarbować włosy, wypić piwo czy czasem zjeść kawał mięcha (chociaż już bardzo rzadko mi się to zdarza).

Porozmawiajmy o kuchni  

Co jadasz na śniadania? Pokaż proszę zdjęcie swojego śniadania.

Nic. Jeśli jestem sama w domu to nic. Jak sporo ludzi tutaj stosuję IF – intermittent fasting – post przerywany. Pierwszy i zazwyczaj jedyny posiłek jadam ok godziny 15-16. Są to zazwyczaj sałatki z surowych lub gotowanych warzyw, hummus, quinoa oraz peanut sauce. I oczywiście małe piwko czy domowej roboty palm wine na orzeźwienie.

Jeśli natomiast mój partner jest w domu to jego nadopiekuńczość ciągnie mnie rano na śniadanie. Każde śniadanie jadamy w Doppio cafe pink w Seminyak.  Na talerzu zazwyczaj ląduje awokado, 2 jajka w koszulkach, warzywka i czasem plasterek boczku. Do tego double espresso i pomarańczowy shot z imbirem i kurkumą.

Zaskoczę Was, ale nie lubię owoców. Mimo, że mamy tu naprawdę dobrych pysznych owoców, to rzadko miewam na nie ochotę.

Powiedz coś o lokalnej kuchni. Podaj jakiś fajny przepis, który możemy wykorzystać w domu.
Lokalna kuchnia jest dość… ok, jest BARDZO smażona. Tu się wszystko smaży – warzywa, ryż, makaron, banany. Nawet jajka gotowane obtacza się czasem w wodno-mącznej ostrej panierce i wrzuca w głęboki olej. Był czas, kiedy mieszkałam z indonezyjską rodziną i próbowałam wszystkiego co gotują. Zdecydowanie to dla mnie za ciężka kuchnia. No i obowiązkowo do wszystkiego podaje się ryż, duuużo ryżu. Nawet posiłki z McDonald serwowane są z ryżem. Popularne są też nuddles – „makaron z zupek chińskich”. Wykwintne restauracje potrafią mieć w karty mentu, w których na pierwszym miejscu pojawia się makaron. Ponadto dużo kurczaka, dużo soi (której ja nie tykam, bo to dla mnie bomba hormonalna) oraz duuuuuuuuużo chilli! Wszystko jest ekstremalnie ostre.

Moje absolutnie ulubione danie to Soto Ayam – zupa z kurczakiem (ja zazwyczaj jem bez kurczaka). Ale nie jest to taki zwykły rosół.  Do tradycyjnej rosołowej bazy po podgotowaniu kurczaka dodajemy podsmażone wcześniej chili (ilość wg uznania), czosnek, szalotkę, imbir, kurkumę oraz moje ulubione 2 składniki – trawę cytrynową oraz liście limonki (myślę, że mogą być to również liście cytryny lub trochę limonkowej skórki). Jeśli znajdziesz, dodaj również galangal (imbirowo-pieprzowy korzeń) oraz kemiri (coś jak gorzkawy orzech makadamia).

Kiedy kurczak się podgotuje wyciągamy go, a następnie rozdrobnionego na strzępy podsmażamy (możemy dodać również te same przyprawy, które wymieniłam wcześniej). W tym samym czasie gotujemy jajka na twardo oraz zalewamy wrzątkiem cieniutki makaron ryżowy. Do miseczki nakładamy połówki jajek, makaron, pokrojonego świeżego pomidora, poszatkowaną świeżą białą kapustę, kiełki soi lub jakiekolwiek inne, kurczaka, podsmażoną lub uprażoną cebulkę, chili jeśli ktoś lubi dania na ostro, a następnie zalewamy to wszystko bulionem. Indonezyjczycy jedzą to oczywiście również z ryżem.
Drugim moim ukochanym daniem jest Gadu –Gadu, czyli gotowane warzywa (kapusta, fasolka szparagowa, kiełki, marchewka, kalafior, ziemniak) jajko, świeży ogórek, pomidor, tofu, tempeh (fermentowana soja) i do tego sos z orzeszków ziemnych chili, czosnku i limonki (ja zawsze biorę to bez tofu i tempeh). I to właśnie ten ostry sos z orzeszków nadaje ziemnych nadaje temu prostemu daniu wyjątkowy smak.

Organizujesz przyjęcie dla znajomych. Co najczęściej podajesz i jak ich gościsz?
A właśnie tydzień temu robiłam taką małą imprezkę i na stole pojawiły kuchnie z różnych części świata, trochę pod gusta moich gości, którzy również pochodzili z różnych miejsc. Pojawiły się skrzydełka w miodzie i imbirze z przepisu mojej mamy (must have każdej imprezki), oliwki po portugalsku w oliwnej zalewie z dużą ilością świeżej kolendry, cebulki oraz czosnku. Meksykańskie guacamole oraz chipsy nachos, trzy rodzaje humusów, włoskie pesto, grzanki z białego i brązowego chleba, owoce takie jak papaja, dragon fruit, ananas, dużo wina, shisha czy lody z włoskiej lodziarni.

Ulubiona restauracja
Moja kuchnia. Kocham gotować. A tak na serio to zależy od nastroju.

Taka, w której jadam prawie codziennie po siłowni, ze względu na duży wybór przygotowanych już zdrowych warzywnych potraw – Warung Dua Umalas oraz Urban Bites

 
Reklama

W grudniu serce oddałam restauracji Shishi! Mój partner rozkochał mnie w niej do tego stopnia, że przekonałam się do jadania kolacji. Stołujemy się tam kilka razy w tyg. Po kolacji na 1 piętrze jest disco i szampany.

Indonezyjska kuchnia – Ulekan / Sangasaka
Włoska – Mauri
Rosyjska (głównie pierogi!) – Usha
Owoce morza – Marisqueria
Na plaży – la Vela

Lifestyle

Jak spędzasz wolny czas?
Mam bardzo, bardzo mało wolnego czasu. Prócz pracy online, dostaję biznesowe wiadomości 24h/7 (skutki pracy w różnych strefach czasowych). Od pewnego czasu jednak postanowiłam zrobić sobie wolne soboty. Ustawiam automatyczną odpowiedź na moim whatsappie i choćby się waliło i paliło, nawet nie zerkam w telefon. Spędzam te dni ze znajomi lub z moim partnerem, jeśli jest akurat na Bali. Zazwyczaj albo jedziemy gdzieś dalej, tak żeby się zrelaksować z dala od domu, albo zostajemy i chillujemy w domu.

Jeśli czas pozwoli to staram się również spędzić czas trochę aktywnniej: wake board, surfing, pływanie. Po za sobotą i kawałkiem niedzieli mam w ciągu całego tygodnia może trzy godziny takie naprawdę wolne. Wtedy albo spaceruję po plaży z moim pieskiem, albo jeżdżę skuterem od tak, przed siebie, czasami idę na pedicure albo masaż. Robię co prawda codziennie godzinkę czy dwie na rowerku, ale połowę tego czasu i tak pedałuję z telefonem-biurem w ręku.

Gdzie robisz zakupy?
Mój ulubiony sklep to sklep z kamieniami. Następnie sklep, który współtworzę, czyli Jumbo Shop. Przygotowywanie kolekcji biżuterii i torebek sprawia, że sama „obkupuję” siebie i znajomych.
Ponadto mam czasem takie zachcianki na odmóżdżenie i poszwendanie się po sieciówkach w poszukiwaniu niepotrzebnych mi rzeczy, kupionych na promocji za kilka tys. rupii.

Jeśli chodzi o takie produkty codziennego życia – teraz, gdy mam tak dużo pracy, rzadko wybieram się na zakupy. Większość posiłków zamawiam z restauracji.
Jeśli natomiast mam czas to jest to zazwyczaj lokalny targ (warzywa), lub markety (pepito/frestive), jeśli muszę kupić coś po za warzywami.

Wcześniej, kiedy miałam czas na gotowanie, raz na 2 tygodnie zamawiałam kilkanaście kilogramów warzyw, owoców oraz mięsa (to akurat dla mojego byłego partnera) od lokalnego dostawcy.

Czy czujesz się Balijką?
Nie. Nie czuję się obywatelką żadnego kraju, nawet nie czuję się do końca Polką. Lubię chłonąć różne kultury i mieszać je w sobie w najlepszy możliwy sposób.

Jaki masz kontakt z lokalnymi mieszkańcami
Oj bardzo dobry! Uwielbiam ich! Moi pracownicy są lokalami, tak jak kilku moich znajomych. Uwielbiam z nimi rozmawiać, chłonąć balijską kulturę czy razem imprezować.

 
Reklama

Trzy słowa, którymi określisz to miejsce
Magia, prostota, hom

Reklama

Reklama