Kino szkolne w wersji Lux

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Nowe dzieło Pasikowskiego, powstałe w kooperacji z Muzeum Powstania Warszawskiego to historia polskiego kuriera/szpiega/dżentelmena Jana Nowaka Jeziorańskiego. Jak twierdzą twórcy – nie musimy pisać scenariuszy, historia ma ich wystarczająco wiele. Jak twierdzę ja – trzeba jednak tę historię ładnie pokolorować.

I nie chodzi mi tu o przeinaczanie faktów, gdyż, jak sądzę, nie jestem odpowiednio wyekwipowany intelektualnie, by dopaść scenarzystów na każdym niedociągnięciu. Chodzi mi o sposób przedstawienia postaci polskich buntowników. Nie lubię bowiem filmów a’la Władca pierścieni (Władcę pierścieni wyłączywszy), gdzie większość postaci po „dobrej stronie” można określić przymiotnikiem – szlachetny, większość antagonistów natomiast – nikczemny. Jan Nowak jest w tym filmie postacią bez skazy. Broni kobiety przed chamskimi jankesami, walczy z podłymi Niemcami, a Polska z jej polskością jest dla niego wartością nadrzędną, nawet za cenę życia własnego i innych. W filmie Pasikowskiego brakuje niuansu. Najlepiej pokazuje to scena, gdy młody kurier przygotowuje się do wylotu na szkolenie spadachronowe.

Otóż, w pewnym momencie, pakując kalesony, wylewa on na swoje ubrania kubek napoju, kawy zdaje się. Następnie, nieco rozdrażniony, stara się posprzątać bałagan, który stworzył. Wówczas zdałem sobie sprawę, że nie oglądam filmu o Polaku. Każdy Polak bowiem, w przypadku zaistnienia wyżej wspomnianej sytuacji, siarczyście krzyknąłby k.. mać, po czym rzucił to wszystko w cholerę i wszedł w kilkuminutową tyradę na temat – dlaczego wszystko jest po ch…


Reklama

To, zdaje się, największy problem Kuriera. Mimo ciekawych zabiegów kinematograficznych i dobrego tempa, film zdaje się być raczej laurką w kierunku postaci Nowaka i powstańców, aniżeli pełnometrażowym filmem. Brakuje w nim wątpliwości moralnej co do natury powstania warszawskiego, co do jego bohaterów i antybohaterów. Wszystko jest dość płaską, hollywoodzką wręcz produkcją, podczas której widownia częściej podśmiechiwała się z patetyzmu niż wzruszała losami bohaterów.

Widać, że tym filmem kierowały dwie idee – stworzenia historii i uczczenia historii. Najlepiej można to pokazać na przykładzie kontrastu pomiędzy postacią Nowaka i niemieckiego szpiega wysłanego za nim w pościg. Nie wchodząc już w kwestie stricte fabularne, konflikt między nimi, nakręcany przez większość filmu, zostaje rozwiązany poza kadrem. Z punktu widzenia prowadzenia fabuły – niedopuszczalne. Z punktu widzenia „świętej” historii – konieczne.

Niemniej jednak, Kurier to nie jest zła produkcja. Film ogląda się dobrze, a mając przy sobie kogoś, z kim można zakręcić karuzelą śmiechu nad co bardziej czerstwymi dialogami, może być nawet przyjemnie. Jak to się mówi w biznesie – szkoły pójdą. I nawet mają na co.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama

Reklama