Jak młodzi wyobrażają sobie pracę na kuchni?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

No właśnie, jak? Wszystko zaczyna się wtedy, gdy stajesz przed wyborem swojej ścieżki zawodowej, z którą wiążesz swoje życie prywatne. Jako 17 latek nie masz w głowie miejsca na przyszłość. Nie myślisz też o tym, co chcesz robić w życiu za X czasu, tylko o imprezkach, kolegach no i koleżankach. W większości rodzice „podpowiadają” ci jaką drogę wybrać. Jedni mówią „zostań lekarzem, będziesz miał jak pączek w maśle”, drudzy mówią „zostań mundurowym, nie napracujesz się” itp. Itd., ale zostaje nam jeszcze jedna opcja – „idź na kucharza, ciepło i głodny nie będziesz chodził”. I tu chciałbym Wam opowiedzieć jak młody kucharz wyobraża sobie pracę na kuchni.

Otóż, wyobrażą siebie jako super kucharza z peleryną, który robi dania nie z tego świata i o którym piszą media – to główny cel młodzieńca. Naogląda się programów telewizyjnych, portali społecznościowych związanych z gotowaniem, myśli że już wszystko wie i chce być tym głównym na kuchni, chce robić sferyczne ravioli i „cuda na patyku”, ale nie posiada podstaw, aby zrobić smaczne pierogi czy rosół!

Przez moją kuchnię przewinęło się sporo stażystów (oczywiście mam swoich faworytów, którzy mają „olej w głowie”) i zawsze jest ta sama gadka. „Szefie, ja chciałbym u szefa odbyć staż dwutygodniowy! Jestem gotów na ciężką pracę pod szefa okiem! Będę pracował bez wolnego”. Zawsze im odpowiadam – „ok, dawaj do nas”. Sporo historii się przewinęło związaną z stażystami i ich wyobraźnią na temat kuchni, ale mam jedną, która utkwiła mi w pamięci.

Nazwałem go Harry Potter, bo był bardzo podobny z twarzy, aczkolwiek wyższy. Mówił, że przyjechał na 3 miesiące darmowej pracy, że dużo słyszał na mój temat i każdy, kogo pytał gdzie ma odbyć staż, wskazał mu na mnie. Pierwszego dnia wziąłem jego i trzech innych stażystów na zbieranie mirabelki do dzikiego sadu (robił zdjęcia wszędzie). Nazbierali jej sporo, po czym trzeba było ją wyselekcjonować i umyć (żmudna robota). Drugiego dnia trzeba ją było wypestkować (dwadzieścia kilogramów małej mirabelki), kolejne 12 h żmudnej roboty, już wtedy widziałem po jego minie, że coś jest na rzeczy. Trzeci dzień dokończyć pestkowanie i zrobić z niej bardzo skondensowaną konfiturę (stać przy garze i mieszać co 5 minut), kolejne 12 h żmudnej pracy. Czwartego dnia przychodzi do mnie zmęczony, niewyspany i mówi, że chciałby robić cos bardziej fajnego, bo go to nie „rajcuje”. Wziąłem go na bok i mowię: „Że co ty do mnie mówisz!? Weź mi chłopie powiedz co ty miałeś w głowie, jadąc do mnie przez 14h pociągiem, jak sobie wyobrażałeś pracę na takiej kuchni?!”

Nieśmiało odpowiedział:

„No bo ja myślałem, że będę składał fajne dania z szefem na wydawcę i będą robić mi zdjęcia  jacyś fotoreporterzy i że nie będę pracował po tyle godzin”.

Zatkało mnie i powiedziałem mu, że ma wypie****alać z mojej kuchni w trybie natychmiastowym.

Zazwyczaj takie sytuacje zostawały na kuchni i w środowisku gastro. Trzeba jednak koniecznie mówić o tym głośno, zwłaszcza teraz, aby młodzi kucharze mieli świadomość, że cała ta otoczka medialna nie jest wyssana z palca, tylko trzeba sobie na nią zapracować ciężka pracą, wytrwałością, determinacją i samodyscypliną!

 
Reklama

Reklama