Nic nie interesuje mnie tak, jak bezużyteczność

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Lubię pisać o rzeczach bezużytecznych. O świecie niepotrzebnym. Ludzie zazwyczaj mniej przejmują się wówczas tym, co piszę, a większości przypadków nawet nie przejmują się wcale. To wygodna osłona przed jakąkolwiek krytyką, ale nie dlatego to robię. Lubię pisać o rzeczach bezużytecznych, bo, w mojej ocenie, tylko one są czymś interesującym na tym świecie.

Ciężko mi bowiem zdecydować się, czy dyskusja na temat badań naukowych to w ogóle dyskusja. Nie mogę jakoś przemóc się, by wejść w rozmowę na temat tego, czy grupa naukowców z całej Europy ma rację, czy może ten gość na YouTubie, którego oglądałeś wczoraj. Nie mogę również wzbudzić w sobie ekscytacji podczas dyskusji o tym, czy właściwie Polska jest pięknym i dorodnym krajem, w którym wszystko jest możliwe, czy też sytuacja prezentuje się zgoła odmiennie. Wiecie, ludzie nie mają za co żyć, egzystują z miesiąca na miesiąc i zakup coca-coli wrócił do bycia luksusem jak za czasów dawno minionych.

Lubię natomiast pisać o tym, że człowiek może być nie tylko zwierzakiem, ale też czymś więcej. O naturze naszych namiętności bliższych i dalszych, o tym, że kłamstwo jest dobre, śmierć ma wiele oblicz i to, że jesteśmy jest tak nieoczywiste, że aż musi być prawdziwe.

Lubię zanurzyć się w tego rodzaju myśleniu, bo jest ono nieskażone. Gdybym pisał elaboraty na temat kolejnego ministra, który ma za długie paznokcie u stóp albo najnowszej kreacji kiepskiego gustu jakiejś pani, która mnie zupełnie nie interesuje, to może ktoś podjąłby nawet ze mną polemikę i zechciał wypróżnić się publicznie na temat własnego gustu lub jego braku. Złapałem się na tym, iż nawet tu muszę kwalifikować swoją wypowiedź, nie ze strachu, ale żeby w ogóle nie podjąć tematu. W każdym razie, tego rodzaju świat jest zupełnie nieinteresujący nie tylko dla mnie, ale myślę, że dla wszystkich z nas. Jest jednak natychmiastową gratyfikacją, która przychodzi do naszego wnętrza i rozsiada się wygodnie przed ekranami naszych oczu, by połechtać co nieco nasze wiecznie nienasycone spojrzenie. I następna. I następna.

W rzeczywistości natomiast, lubimy tylko rzeczy długie i satysfakcjonujące. Nigdy nie poczujemy się tak dobrze po napisaniu posta na fb jak po napisaniu powieści. Nigdy nasze życie nie zmieni się tak istotnie jak po długiej dyskusji w temacie metafizyki obecnej w jednym z tych słynnych „trzygodzinnych irańskich filmów o homoseksualistach”, porównując to oczywiście do łatwych i przyjemnych filmów, które równie dobrze wchodzą w nas, co z nas wypadają. Na koniec natomiast, przypomnimy sobie przecież o tym, że właściwie wszystko to było bezużyteczne. A o prawdziwej bezużyteczności nie będziemy chcieli już słuchać, bo nie będzie w nas na to miejsca.

Reklama

Reklama