Łukasz Radwan: Cybernetyczne maski

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Tym razem ja zadaję pytania.

Dziwnie się z tym czuję.

Na pewno sobie z tym poradzisz, spokojnie. A pytania będą dotyczyły twojej pasji, hobby czy może twojego prawdziwego powołania jakim jest malowanie obrazów?

Ja myślę, że to jest moje prawdziwe powołanie, z którym jestem związany blisko od małego. Nie pokazywałem swoich prac często, były takie okresy, w których w wąskim gronie były pokazywane te prace, ale nie czułem się jeszcze na tyle człowiekiem, który zna swoją drogę, żeby to pokazywać jako własne, to były wprawki. W momencie, w którym odnalazłem swoją drogę i stworzyłem styl taki, który jest rozpoznawalny na pierwszy rzut oka, wtedy zdecydowałem się zaistnieć.

Czyli przyszedł ten moment. Tyle lat się znamy i nigdy nie miałam wcześniej okazji zobaczyć twoich dokonań, zwłaszcza, że masz przygotowanie odpowiednie, bo najpierw skończyłeś Szkołę Plastyczną, później Akademię Sztuk Pięknych, ale rozumiem, że dojrzewałeś, aż dojrzałeś do tego momentu. A propos stylu, to jeszcze bym cię poprosiła, żebyś powiedział o swojej technice, do stylu wrócimy. Opracowałeś i masz swoją własną technikę tworzenia i wiem, że jesteś też artystą ekologicznym, prawda?

Tak, często korzystam ze starych kartek, które znajduję, a które są dobrej jakości, np. kalendarzy. Na papierze kredowym stosuję technikę, którą sam wymyśliłem, to są specjalne pisaki akrylowe, ale to pewnie widza mało co interesuje czym ja tworzę i jak ja tworzę.

Warto wiedzieć.

Uważam, że każdy artysta powinien umieć stworzyć dzieło sztuki z tego co ma pod ręką.

Ale dlaczego akurat pisaki? Były pod ręką?

Akurat pisaki akrylowe, ponieważ ich kolory były nie do odnalezienia w sklepach artystycznych, ponieważ są całkowicie syntetyczne, bardzo ostre i w zasadzie nie pochodzą z palety barw. Są odbiciem współczesnego świata, a ten świat jest tak kolorowy, tak wirtualny, tak komputerowo sztuczny, że te kolory akurat pasowały mi do tego cyklu obrazów, które robiłem w tej technice.

Właśnie, bo twoje prace zapełniają różne urządzenia, dziwne elementy, bliżej nie do zidentyfikowania twarze, ale te twarze są po jakichś przejściach, nad którymi już widać, że ktoś przejął władzę. I to wszystko jest zanurzone w cybernetycznych kolorach neonowych. O czym ty myślisz Łukasz jak malujesz?

Sztuka pogodziła mnie ze światem, a nauka stara się wyjaśniać jak jest skonstruowany świat. Bardzo mnie fascynuje nauka i fascynują mnie takie rzeczy jak twierdzenie Banacha-Tarskiego, które w języku jest nie do wyrażenia, natomiast można je zobrazować. Nadal towarzyszy mi fascynacja nad grawitacją teorii względności Einsteina, z której wynika poszerzone prawo powszechnego ciążenia. Linearna czy euklidesowa geometria mnie nie interesuje, ona została wyczerpana w malarstwie przez dziesiątki lat i kolejne powielanie tego, robienie ładnych obrazków, ładnych kobiet, ładnych pejzaży jest fajne, ale nie dla mnie, mnie to po prostu nie interesuje.

Rozumiem, oczywiście każdego co innego interesuje, wiem że inspiracje też czerpiesz z twórczości nadzwyczajnego pisarza, filozofa, wizjonera – Stanisława Lema, prawda? Ale żeby jego zrozumieć, trzeba też znać i fizykę kwantową, i teorię względności, a dla większości to raczej takie enigmatyczne hasła.

 
Reklama

Właśnie, a to jest ciekawe, bo żyjemy dzisiaj w czasach, w których urodziło się najwięcej ludzi uzdolnionych ściśle. Przyszłe pokolenia mogą nas postrzegać, chociaż my tego nie widzimy, jako renesans nauki. Akurat artysta powinien się interesować tym, co zmienia człowieka albo co ma wpływ na człowieka, a żyjemy w XXI wieku, w którym nauka od 120 lat zmienia nas diametralnie. Nawet głupie używanie komórek nas zmieniło, a co dopiero wirtualna rzeczywistość, która nas dopiero czeka. Najlepsi neurochirurdzy pracują dla firm zajmujących się projektowaniem gier, nad drażnieniem mózgu, w taki sposób, aby nasza percepcja nie mogła odróżnić rzeczywistości od świata wirtualnego. Oczywiście z tym się wiążą straszne rzeczy i ja o tych strasznych rzeczach staram się nie mówić.

Ty postrzegasz tą przyszłość w mrocznych barwach, choć neonowych, ale przesłanie jest takie, jakie jest. Może akurat te wszystkie osiągnięcia naukowe uratują ludzkość. Ja bardziej optymistycznie podchodzę do świata.

Wszystko ma swój awers i rewers. Będą z tego dobre rzeczy i będą z tego złe rzeczy.

Ja odnoszę wrażenie, że ty tylko widzisz te złe rzeczy. Manipulowanie genami ludzkimi, roboty coraz więcej i coraz częściej nas zastępują w różnych aktywnościach, uważam że to może akurat być korzystne dla nas. A co myślisz o inteligencji sztucznej w kontekście tworzenia dzieł sztuki?

Póki co nie wierzę w sztuczną inteligencję. Oczywiście mówi się o tym, są inteligentne proszki do prania, inteligentne pralki, ale z nimi nie zamienisz ani słowa, więc trudno mówić o sztucznej inteligencji. Wszystkie testy Norberta Wienera, mała czarna skrzynka czy test falsyfikowalności, to czy się rozmawia z istotą ludzką, czy się rozmawia z robotem zostały już przekreślone. Dzisiaj są takie programy, które imitują sztuczną inteligencję i udają, że rozmawiają z tobą, ale wystarczy zadać takiemu programowi pytanie albo dowcip opowiedzieć i poprosić, żeby powiedział go własnymi słowami.

Ale ja mówię o sztucznej inteligencji w kontekście tworzenia dzieł sztuki, chyba dwa lata temu został sprzedany obraz, porter Edmudna Belamy za prawie pół miliona dolarów, na aukcji w Nowym Jorku, właśnie stworzony przez sztuczną inteligencję. Oczywiście system algorytmów opracowali artyści.

Tak, system algorytmów i to jest straszne.

Ale dlaczego pół miliona?

 
Reklama

Rynek sztuki jest tak nieokreślony, wiemy ile jest szwindli różnych, wiemy z jakich powodów kupują niektóre rzeczy.

Czyli fanaberia?

Może to być fanaberia. Wiesz, że puszka z gównem artysty została sprzedana za milion dolarów? To też jest fanaberia. Ona potem eksplodowała w Centre Pompidou, zastanawiali się jak mają to konserwować. Tego rodzaju dziedzina sztuki mnie nie interesuje, to są jakieś dyrdymały wyjęte z głowy. Ci ludzie rozmawiają nie wiadomo o czym, bo trudno rozmawiać o puszce gówna jako o dziele sztuki i pisać elaboraty na ten temat.

Zgoda, tylko że tutaj artyści przekazują w tych algorytmach pewną swoją wiedzę, wrażliwość. Czyli co, wrażliwości nie są w stanie zastąpić uczuć, emocji? Czy to można przełożyć na algorytmy?

Niestety ja odnoszę wrażenie, że można przełożyć na algorytmy i można tworzyć w stylu Michała Anioła nowe dzieła, nawet są takie roboty, które mają dłuta i algorytm stworzony w tym celu. Kiedyś wydawało nam się, że ta wolność twórcza jest całkowita, okazuje się jednak, że wpływ technologii jest ogromny, zawłaszcza na te dziedziny, które okazywały się całkowicie wolne, dla wolnych umysłów, dla wolnych zawodów.

 
Reklama

To puśćmy wodze fantazji. Wyobraźmy sobie teraz obraz, który został stworzony przez pryzmat twoich emocji, które nie raz są bardzo silne. Jak ci się wydaje, co taki obraz by przedstawiał?

Ten obraz ma przedstawiać coś, co jest nieprzedstawialne, bo to są klisze z przyszłości.

Ale jeżeli już dojdziemy do takiego etapu, że ta inteligencja sztuczna będzie w stanie bez żadnych algorytmów rozpracować twoją psychikę, twoje emocje i wtedy przełoży to na obraz, bo można emocje przełożyć, każdy artysta przecież zawiera swoje emocje w pracy, którą tworzy, to co taki obraz pokaże?

Też się nad tym zastanawiam.

Tak?

Naprawdę, bo ja sam nie wiem często co będę malował.

A swoje emocje znasz?

Swoje emocje znam, potrafię się nakręcić tak, żeby być w transie odpowiednim, żeby móc te struny rozedrgać odpowiednio, to jest przygotowanie psychiczne.

Swoje prace podpisujesz Łukasz Amenhotep.

To jest moje drugie imię.

Skąd to drugie imię? To czwarte, pierwsze? Faraon to IV był chyba najbardziej znany?

II

Tak? Rozumiem, że od razu to musi być faraon., bo kto inny.

Inspiruję się sztuką egipską, sztuką starożytnych Indii, inspiruję się sztuką etniczną, afrykańską, stąd moje twarze mają jakby maski na różnego rodzaju, pewnie że cybernetyczne, ale w głębi duszy tkwią we mnie te maski sprzed 2 tysięcy lat, które widziałem. Są niesamowite, przenoszą mnie w zupełnie inny klimat.

 
Reklama

Ale zwłaszcza chyba kultura egipska jest ci bliska?

Tak

Dlaczego akurat ten faraon? Bo to mnie bardzo zaintrygowało.

Ten Faraon zmienił Egipt w wielką potęgę polityczną, zrobił z Egiptu Amerykę można powiedzieć, a jeszcze do tego był bardzo sprawny fizycznie i kiedy były powstania w Libii, przez co Egipt kulał to własnoręcznie zarąbał paru książąt libijskich i na długie lata zachował pokój.

Rozumiem, że jest ci bliski?

Jest mi bliski mentalnie, jego ojciec z kolei był pokojowym faraonem.

Ale wolisz syna?

Dla wielu Ehnaton jest kimś wybitnym, bo on zmienił religię z politeistycznej na monoteistyczną i nie tylko to. W sztuce też bardzo dużo zmienił, zaczęła być zupełnie inaczej postrzegana rodzina królewska, mógł się fotografować na rzeźbach nie sam, tylko z żoną Nefretete, co było wyróżnieniem, a do tej pory to było niemożliwe, Faraon mógł być tylko sam portretowany.

Jeszcze do niedawna, a może dalej tak uważasz, mówiłeś że sztuka przez S się dawno już wyczerpała i skończyła. Jak więc postrzegasz swoją? W jakich kategoriach?

Uważam, że poza nielicznymi wyjątkami, naprawdę nielicznymi dla mnie, nie ma oryginalnej sztuki, ktoś z kogoś zerżnął albo rżnie tak dobrze jak polscy scenarzyści z amerykańskich filmów. Jeżeli biorę pod uwag jakiegoś artystę, który mnie naprawdę porusza to jest Hieronim Bosch i on jest dla mnie jednym z najwybitniejszych współczesnych artystów.

Rozumiem

Na nim się sztuka współczesna zachowała. Jest też grafik Esze, współczesny można powiedzieć, nie żyje wiele lat, ale ze współczesnych artystów. On jest dla mnie mistrzem, też się inspirował nauką, nie wiedząc o tym, tworząc figury niemożliwe, tworząc taśmy mebiusa, które pokazywały jak wygląda nieskończoność matematyczna zobrazowana, co ułatwia nam zrozumienie matematyki.

Nie wiem czy tak bardzo ułatwia… W każdym razie, w jakich kategoriach postrzegasz swoją sztukę?

Trudno mi oceniać własną sztukę, robię to, co muszę. To wynika z parcia wewnętrznego, ja nawet nie wiem czy coś po tym zostanie. Mam taką nadzieję. Wiele obrazów, które namalowałem później okazywało się, że coś się działało faktycznie. Ja to we snach gdzieś widziałem i tak jak umiałem, tak namalowałem.

 
Reklama

Jesteś przecież nazywany bulterierem krytyki sztuki współczesnej, nie boisz się że teraz ty będziesz na ostrzu?

Kama, a czego ja mam się bać w tym życiu? Ja już przeszedłem wszystkie klęski i upadki.

Dziękuję.

 

Autorka wywiadu: Kama Zboralska

Foto: Paulina Pawłowska

Reklama