Dyskretny urok malkontenctwa

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Bohaterowie codzienności, zwykli szarzy ludzie, raz na jakiś czas skupiają na sobie naszą uwagę za sprawą heroicznych czynów lub prospołecznej postawy. Przeciętny żywot pozornie nie ma nic do zaoferowania twórcom popkultury, a przecież każdy z nas może skrywać w sobie złożony i barwny świat emocji i pragnień np. goryczy, jadu i nienawiści do wszystkich. Taki też jest bohater komiksu Wilson, co rusz przekraczający granicę dobrego smaku na drodze ku kompletnej negacji swojego nieszczęścia.

Wilson to kolejna powieść graficzna Daniela Clowesa, która doczekała się hollywoodzkiej ekranizacji z gwiazdorską obsadą. Nas Polaków nie powinno to dziwić – wystarczy chwilę cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie kasowy sukces Dnia Świra. Tak jak Adaś Miauczyński, tytułowy Wilson jest antypatycznym typem z ogromnym przerostem własnego ego. Podobnie do swojego polskiego odpowiednika, bohater komiksu ma doszczętnie zniszczone relacje z bliskimi i otoczeniem. Żyje we własnym świecie, którego jest centrum, a wszystko pozostałe funkcjonuje w bliższym lub dalszym odniesieniu do jego osoby. Bycie najwspanialszą gwiazdą własnej galaktyki nie daje jednak mu pełni szczęścia, przez grube mury niekończących się roszczeń wobec ludzkości przebijają się samotność i brak celu, dla którego warto byłoby żyć. Pustka powoli wypełniająca Wilsona sprawia, że rusza ku przedziwnej przygodzie, jaką mógłby przeżyć tylko bezrefleksyjny egoista.

Siłą komiksu Daniela Clowes jest stworzenie postaci odrażającej, ale też czarującej. Bezpośredniość, kompletny brak empatii, a przede wszystkim toksyczność wobec otoczenia przyciąga naszą uwagę sprawiając, iż mimo zniesmaczenia za wszelką cenę chcemy poznać finał tej surrealistycznej fabuły. Choć werbalna agresja protagonisty może zranić każdego, czasem trafia do właściwych drzwi np. gdy atakuje kierowcę za ogromny samochód zanieczyszczający środowisko. W pewnych codziennych sytuacjach, każdy z nas chciałby mieć tyle tupetu co Wilson, nie zwracać uwagi na reakcje innych ludzi, a własne poglądy i potrzeby traktować jak najistotniejsze wartości na świecie. Jednak ta odpychająca powierzchowność jest tylko przykrywką dla bezkresnej głębi niezrozumienia i samotności, ostatecznie jak to bywa w przypadku nieprzyjemnych ludzi – ich zachowanie ma swoją genezę.

I tym razem powieść graficzna żyjącej legendy komiksu moralnego niepokoju jest dziełem zupełnym. Karykaturalna kreska harmonijnie towarzyszy słodko-gorzkiej fabule, przenosząc czytelników do świata toksycznej ironii. Minimalistyczne kadry prezentują nam sterylny świat zapełniony tylko Wilsonem, rzeczami których nienawidzi i bólem istnienia. Prawdziwa uczta dla oka, mózgu i wewnętrznego prześmiewcy.

Wilson jest idealną lekturą dla podglądacza zakorzenionego w każdym z nas, spragnionego doznań pochodzących z niedostępnych na co dzień krain. Dzięki wysiłkom Daniela Clowesa możemy wejrzeć do głowy typowego nieprzyjemnego pana z środków komunikacji zbiorowej, ponurej pani ze sklepu i wielu innych przedstawicieli galerii ludzi zwyczajnie niemiłych. Powinniśmy im współczuć, gdyż jak Wilson mogą nigdy nie zdać sobie sprawy z własnego nieszczęścia.

Reklama

Dyniak

– Jak można wywalać gnój w klapkach? – pytam tego wieśniaka. Nie