Gastro działało nawet przed wojną

Marcin Wachowicz
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

30 lat temu moja mama powiedziała: „gastro działało nawet podczas wojny”. Tak było, było biedniej niż przed wojną, ale lokale gastronomiczne działały. Kiedy w marcu tego roku zamknięto gastronomię przez pandemię pękło nam wszystkim serce. Nam, restauratorom, ale nie tylko. Także kucharzom, kelnerom, a także pozostałym pracownikom, dzięki którym restauracja by nie funkcjonowała. I oczywiście naszym Gościom. Zamknięcie restauracji było dla wielu tym pierwszym czynnikiem odczucia pandemii. Zostały zabrane miejsca, do których chodziliśmy, aby spędzić czas z bliskimi, odpocząć, zrelaksować się.

Ja całe życie tworzyłem, budowałem i rozwijałem swoje pomysły. Wychodziło mi to całkiem nieźle, aż do czasu pandemii. Cała radość tworzenia i goszczenia Gości zniknęła. My, osoby związane z gastronomią poczuliśmy, że utraciliśmy coś cennego.

Patrząc dzisiaj na to, co się dzieje, widać że każdemu brakuje wspólnie spędzonych chwil, rozrywek, co według mnie może prowadzić do załamania psychicznego. Silna i długa izolacja bez możliwości spędzenia czasu z ludźmi może mieć opłakane skutki dla wielu osób. Spotkania, przeżywania, emocje, rozmowy, wspólne podejmowanie decyzji jest nam potrzebne jak powietrze! Wspólne relacje są nam niezbędne. Od lat to właśnie koncepty gastro były najbardziej dynamiczną gałęzią kultury. Błyskotliwie się rozwijały, edukowały i karmiły każdego (nie tylko jedzeniem, ale też wyobraźnie). W restauracjach kreowaliśmy nowe pokolenia artystów – muzycznych, plastycznych i tych w kuchni. To był prawdziwy świat! Każde miejsce, które stworzyłem było właśnie po to, aby mogło stać się tkanką miasta, swojego rodzaju przystankiem, gdzie możesz się zatrzymać i być sobą, przyjść z przyjaciółmi lub samemu, porozmawiać z nami, pośmiać się, zjeść, posłuchać muzyki. Całkowicie się zrelaksować i odetchnąć. Każde z tych miejsc ma swojego rodzaju energię, którą przekazuje dalej. Aioli, Banjaluka, Sing Sing, Momu, a nawet Kamanda Lwowska były zawsze tworzone dla ludzi przez ludzi, różne środowiska, różne kultury, ale zawsze w taki sposób, aby stać się miejscem do codziennego spędzania w nich czasu. W Instynkcie zawsze byliśmy i będziemy blisko Gości, wszystko robimy dla nich.

Jedzenie, picie, wystawy, koncerty, muzyka – to wszystko tworzyło nasze lokale. Była w nich niesamowita atmosfera, każdy ją uwielbiał. Teraz mamy to wszystko zablokowane. Czuje się niemal jak w Dniu Świstaka kiedy myślę o porannej kawie na mieście, o szybkim lunchu, o spotkaniu ze znajomymi.

Teraz stało się coś, czego nikt się nie spodziewał i co jest dla wielu niezrozumiałe. Sklepy i centra handlowe są otwarte, pękają od nadmiaru klientów, a restauracje są wciąż zamknięte. Ale wiem jedno – już niedługo wrócimy wszyscy do pracy na pełnych obrotach i swojej normalności. Kelnerzy, kucharze, Goście – wszyscy na to czekają. Jako społeczeństwo nie potrafimy żyć, kiedy restauracje są zamknięte. Każdemu teraz brakuje kultury bycia w knajpie. Otwarcie restauracji i barów sprawi, że otworzy się ogromna przestrzeń do życia i tego „normalnego” funkcjonowania społeczeństwa. Wszyscy na to czekamy! Chcemy oddychać w ogródkach restauracyjnych, znowu poczuć klimat ulubionych lokali. A my, restauratorzy, chcemy móc zarabiać. Niestety, teraz jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji i liczymy, że za chwilę się ona zmieni.

 

Reklama

New Home

Kieruje mnie światło pozostawione na werandzie. Kilka stopni. Nick łapie