Co robi koniarz zimą?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Koniarz zimą niemal mieszka w stajni. I nie chodzi bynajmniej o to by w poszukiwaniu ciepła zakopać się w stogu siana i przespać aż do wiosny. Wręcz przeciwnie, bo jeździeckie życie zimą trwa w najlepsze.

Podczas gdy „normalni ludzie” ograniczają w tym czasie swoją aktywność do przemykania jak najszybciej z domu do pracy i na odwrót, ci, którzy połknęli jeździeckiego bakcyla, spędzają każdą wolną chwilę w siodle.

Rano, przed pracą czy szkołą, choć na chwilę zaglądają do stajni. Jeśli mają więcej czasu, starają się pojeździć, jeśli czasu nie wystarcza, to chociaż chcą odwiedzić swojego rumaka, dosypać mu siana, pogłaskać albo po prostu chwilę z nim pobyć. Bo stajnia to magiczne miejsce, w którym człowiek łapie dobrą energię na cały dzień.

Gdy w biurach na Hipodromie dopiero zaczyna się dzień, na krytej ujeżdżalni tuż za ścianą trwa aktywne życie na całego. Tup, tup – to słychać tętent galopujących koni. Jedni ustawiają przeszkody i robią sobie poranny trening, inni wybierają szybką przebieżkę, kilka kółek wystarcza by się rozruszać. Potem, po takim wysiłku, pracuje się zupełnie inaczej, człowiek jest rozbudzony, krew w żyłach szybciej krąży, a wraz z nią całe mnóstwo endorfin.

Hala znów się zapełnia po południu. To druga tura, ci, którzy skończyli właśnie pracę czy szkołę i przed powrotem do domu zaglądają na trening czy po prostu, żeby sobie pojeździć.

 
Reklama

A gdy zapada zmierzch i pracownicy wychodzą z biur, w stajniach wciąż trwa jeździecki dzień. Stuk, stuk – to z oddali słychać końskie podkowy na bruku. Wierzchowce wracają z padoków, na których spędziły część dnia. Pora na kolację, a potem na zabiegi pielęgnacyjne, czyszczenie, strzyżenie, zaplatanie grzyw, czasem pojawi się kowal… gdy my jesteśmy już w domu i po sytym obiedzie zapadamy w zimową drzemkę, koniarze wciąż jeszcze są w stajni. Tutaj spotyka się znajomych, jest czas na wspólną kawę i ploteczki, jest też po prostu zwykła radość z przebywania ze zwierzętami.

Czasami, gdy sypnie śniegiem, można zobaczyć jeźdźców na torze wyścigowym. Ich sylwetki odcinają się ostro na białym tle, a cały Hipodrom wygląda wówczas, jak jakaś magiczna kraina, w której czas płynie swoim rytmem. Nie ma czasu na rozpamiętywanie codziennych kłopotów, nikt nie ma tez na to ochoty. W siodle można się odciąć od wszystkiego, jesteśmy tylko my, koń i wiatr

W tym roku aktywność nas wszystkich jest wciąż przytłumiona przez panoszącego się koronawirusa. Śniegu też na razie nie ma za wiele. Ale nasza kryta ujeżdżalnia, jak zawsze, tętni życiem, a endorfiny wciąż krążą w krwiobiegu, dając dobrą energię na kolejne dni.

Warto być koniarzem. Złapać bakcyla, a potem zostać członkiem tej specyficznej braci.

Alicja Kocik

 
Reklama

Reklama