Pobudź zmysły!

Angelika Balbuza

foto głowne

Jak się zrelaksować? Jak znaleźć równowagę w chaosie dnia codziennego? Jak znaleźć spokój, gdy dookoła tyle bodźców walczy o naszą uwagę?

Okazuje się, że mogą pomóc nam w tym… zmysły.

Podobno najszczęśliwsze osoby to takie, które umieją cieszyć się z rzeczy przyziemnych – prostych czynności, wykonywanych każdego dnia. Zmywania naczyń, czytania dziecku do snu, spacerowania z psem – czyli rzeczy, które większość z nas określiłaby rutynowymi zadaniami czy nawet nudnymi obowiązkami.

Ludzie, którzy potrafią odnaleźć radość w błahostkach, nie żyją przeszłością i nie wybiegają zanadto w przyszłość, ale skupiają się na chwili obecnej. Żyją tu i teraz.

Nie jest to niestety tak łatwe, jak może się na pierwszy rzut oka wydawać. Ilość rozpraszaczy, stymulatorów, które angażują naszą uwagę jest tak duża i różnorodna, że trudno skoncentrować się na teraźniejszości. Ale nie rozdzierajcie szat – dobra wiadomość jest taka, że poziom uważności można podnieść. Wystarczy odpowiedni trening. Jednym z najefektywniejszych jest trening integracji sensorycznej, czyli (w dużym skrócie) współgrania zmysłów.

Zmysły

Mamy ich pięć. A możesz mieć nawet sześć, jeśli ufasz swojej intuicji. A i z ilu z nich tak naprawdę korzystamy świadomie?

Zmysły pozwalają nam się odnaleźć w rzeczywistości. Każdy jest cenną wskazówką, która nie tylko poprawia jakość życia, ale w ogóle przeżycie umożliwia. Służą naszej adaptacji do warunków zewnętrznych, spełniając między innymi rolę ochronną. Ostrzegając nas przed potencjalnym niebezpieczeństwem, nie pozwalają wpakować się tarapaty. Jednak w tym artykule skupimy się na tym, jaką rolę zmysły pełnią w eksploracji świata – w doświadczaniu codzienności.

Mówi się, że w większości jesteśmy wzrokowcami. Patrzymy, ale czy dostrzegamy? Nadmiar bodźców, z którą musimy się mierzyć każdego dnia, niewątpliwie wpływa na odczuwaną jakość właśnie bodźców wzrokowych. Co za tym idzie, bardzo istotna okazuje się ich selekcja – wybór tych, na których szczególnie skupiamy uwagę.

Czy obserwujemy to, co znajduje się dookoła nas? Może warto się zatrzymać i rozejrzeć? Skupić na wszystkim tym, co otacza nas każdego dnia, a co przestaliśmy już zauważać. Może się okazać, że podczas codziennej drogi do pracy czy ulubionej piekarni dostrzeżemy więcej, niż można zauważyć na pierwszy rzut oka.

Warto również większą uwagę zwracać na detale. To samo dotyczy dostrzegania piękna w rzeczach przyziemnych, w naszej codzienności. Coś, co przy pierwszym poznaniu wydaje się brzydkie, przy kolejnym najczęściej zyskuje jakąś cechę “in plus”. Tak jak nie ma człowieka bez wad, nie ma obiektów bez zalet. Chodzi o to, by zamiast skupiać uwagę na mankamentach, przerzucić ją na atuty. W ten sposób uczymy się pozytywnego spojrzenia na świat, a to z kolei wpływa na poczucie ogólnego dobrostanu. Czyż nie na tym powinno nam zależeć?

Mówi się, że piękno jest w oku patrzącego. Pytanie, na czym się skupiasz, i czemu poświęcasz większą część swojej uwagi w ciągu dnia.

Otoczenie może być również inspiracją. W biografiach artystów (pisarzy, malarzy, fotografów) często można się natknąć na ciekawy fakt, że czerpali oni wenę z obserwacji – ruchu ulicznego czy życia codziennego swojej rodziny.

Przestań mówić.

Rozmawiamy, słuchamy, ale czy słyszymy? Mówi się, że mamy dwoje uszu i jedne usta.

Czy łatwo jest nam słuchać drugiej osoby? Czy może wolimy mówić i być słuchanymi?

Słuchając nie tylko możesz dowiedzieć się czegoś nowego, ale i możesz dać coś od siebie swojemu współrozmówcy – zrozumienie, wsparcie, akceptację.  Podczas kolejnej rozmowy spróbuj więcej słuchać, niż mówić.

Nie przerywaj w połowie zdania, nie wtrącaj historii ze swojego życia, powstrzymaj się przed aluzjami do swojej osoby. Pozwól, żeby Twój rozmówca wypowiedział się do końca. Rozmowa nabierze zupełnie innego toku, gwarantuję.

Słuchaj. 

Muzyka. Dzięki niej zwykła sytuacja nabiera znaczenia. Ścieżki dźwiękowe w filmach – większość utworów tworzona jest na potrzeby konkretnej sceny, niekiedy budując jej charakter i aurę. To właśnie soundtracki powodują, że ujęcia nabierają określonego znaczenia. Sprawiają, że w oku zaczyna nam się kręcić łezka, albo wręcz przeciwnie – że zaczynamy dygotać ze strachu. Czasami utwór tak mocno stapia się z daną sceną, że staje się jej zasadniczą częścią. Czy wyobrażasz sobie słynną scenę Jack’a i Rose z „Titanica” bez kawałka Celine Dion „My heart will go on”?

Jedzenie powinno być przyjemnością. A ile razy odmówiłaś sobie pizzy, bo to sam tłuszcz, bo to puste kalorie, bo pójdzie w boczki? Ile razy jadłaś w pośpiechu, żeby „wrzucić coś na ruszt” i za moment biec do pracy?

Może zdarzyło Ci się zajadać stres i wzorem Bridget szukać pocieszenia w butelce wina i litrowym pudełku lodów?

Odpuść ten żywieniowy sprint. Bądź ponad to! Zwolnij, czerp przyjemność z posiłków. Spotykaj się ze znajomymi na wspólne gotowanie.

Zainteresowanych odsyłam do pogłębienia wiedzy o jedzeniu intuicyjnym.

Jedzenie powinniśmy celebrować, cieszyć się nim, a przygotowanie dania traktować jako rytuał, a nie jako zbędną konieczność. Po prawidłowo spożytym daniu (czyli zjedzonym w spokoju i z przyjemnością, bez presji czasu i kompulsywnej kalkulacji kalorii) nie dość, że czujemy się zdrowo syci i mamy energię, to dodatkowo poprawia się nasze samopoczucie. Posiłek nie musi oznaczać wyrzutów sumienia i kaca moralnego (“bo zjadłem podwójną porcję ociekającego cukrem brownie”), ani poczucia rezygnacji i stanu ogólnego przygnębienia (“bo odkąd stosuję się do zasad modnej diety, non stop chodzę głodny”).

Walory estetyczne dania to wisienka na torcie – jedzą przecież również oczy.

Wszyscy wiemy, że głaskanie domowego zwierzaka poprawia humor.

Pozytywny, dobry dotyk działa kojąco, wzmaga spokój i poczucie bezpieczeństwa. Obniża poziom hormonu stresu i wzmacnia naszą odporność. Negatywny dotyk, czyli taki, którego nie chcemy lub który sprawia nam ból powoduje, że stajemy się zestresowani – nasze ciało się spina, zmysły się wyostrzają. Organizm przygotowuje się do walki.

Najważniejsze to to, że dotyk pozwala wyrazić emocje i nasz stosunek do drugiego człowieka. Nie bez znaczenia jest fakt, że dzieci często przytulane szybciej się rozwijają, łatwiej budują więzi z innymi, a relacje, które nawiązują w dorosłym życiu bazują na bezpiecznym stylu przywiązania.

Jaki z tego wniosek? Dotykajmy się! Przytulanie bliskiej osoby łagodzi stres i powoduje wydzielanie się endorfin – hormonów szczęścia. Ponadto, jak sugerują badania, związki, w których partnerzy często się dotykają są trwalsze.

Koniecznie sprawdźcie książkę niemieckiego psychologa Martina Grunwalda „Homo hapticus. Dlaczego nie możemy żyć bez zmysłu dotyku.”

Zapach świeżo skoszonej trawy. Aromat kawy, unoszący się w domu o poranku. Woń perfum, którymi mama skraplała przed wielkim wyjściem swoje nadgarstki. Autorzy spotów reklamowych również wiedzą, jak posługiwać się tym zmysłem. Reklamy tak działają na odbiorców, że czują oni nawet zapach, mimo że powstaje on tylko w naszej wyobraźni. Dostajesz bukiet kwiatów i pierwsze co robisz, to go wąchasz – bukiet staje się jeszcze piękniejszy, a Tobie robi Ci się jeszcze przyjemniej. Wchodzisz do pomieszczenia, które pięknie pachnie i od razu czujesz się w nim lepiej.

Zarówno kobiety, jak i mężczyźni perfumują się, by być bardziej atrakcyjnym – również dla samych siebie. Zapach potrawy powoduje, że nasz apetyt rośnie, nawet ślinianki zaczynają silniej pracować. Zapach świeżego prania powoduje, że w całym domu unosi się zapach czystości. I oczywiście świeczki zapachowe – uwielbiamy je, bo jak nic innego uatrakcyjniają przestrzeń i wprowadzają wyjątkowy nastrój.

Stymuluj zmysł powonienia i otwórz się na nowe zapachy. Podobno nawet zmiana perfum może pozytywnie wpłynąć na pobudzenie tego zmysłu.

Czujesz to?

Obudź zmysły 

Za szczególnie skuteczną formę aktywowania wszystkich zmysłów podaje się spędzanie czasu na łonie natury. Spacerowanie bosymi stopami po trawie, wsłuchiwanie się w szum drzew, wpatrywanie się w intensywnie zielone poduszki mchu. Przebywanie na świeżym powietrzu to także okazja do porządnego dotlenienia organizmu (co z kolei odpręża ciało i umysł).

Co daje trening integracji sensorycznej? Szczęście. Podnosi poziom endorfin, które oprócz pozytywnego wpływu na nasze samopoczucie, wzmacniają naszą odporność i przede wszystkim obniżają poziom stresu, na który jesteśmy szczególnie podatni w ostatnim czasie.

Zaufajcie więc swoim zmysłom i obserwujcie, jak dzieje się magia.

 

 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE