Skoki narciarskie

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jakiś sport trzeba uprawiać, zgadzam się bez dwóch zdań! Np. wchodzenie po schodach! Albo schodzenie po takowych! Znam człowieka, który od 85 lat uprawia te dyscypliny i jest w lepszej formie niż niejeden małolat. Tylko że on oprócz tego zajmuje się jeszcze działką, jeździ na rowerze 30 km w jedną stronę i dużo spaceruje (spacery wzdłuż i wszerz są jednak dla zawodowców, biorąc pod uwagę rosnącą liczbę brzuchatych 30-latków). Dodatkowo uwielbia oglądać w TV skoki narciarskie (swoją drogą szkoda, że aktywni seniorzy muszą teraz ograniczyć się wyłącznie do robienia zakupów między 10:00 a 12:00 oraz lokowania uczuć w ekranie telewizora). Tutaj mamy trochę wspólnego, bo ja również lubię czasem pokibicować tym, którym wiatr niestraszny. Zastanawiam się tylko czemu. Przecież nie ma w tym nic ekscytującego. Zaraz, to jedna z niewielu dyscyplin sportowych, które jednoczą Polaków i to nie tylko przed telewizorami w ramach weekendowej integracji rodzinnej! Zanim powiecie, że dużo gorsza od piłki nożnej, siatkówki, koszykówki etc., to odpowiem – jeśli nie nauczycie się cieszyć małymi przyjemnościami, wspierać małych drużyn i żyć w małych społecznościach, nie zdobędziecie niczego! Poza tym skoczkowie to fajni, skromni goście, którzy potrafią cieszyć się wzajemnie ze swoich sukcesów i nie są skażeni tym całym celebryckim blichtrem. Ciężko ich nie lubić.

Na futbolu znam się równie dobrze, co na naprawianiu zmywarek, w kosza trafiam raz na sto lat, a od siatki to się kiedyś mogłem odbić (dzisiaj niekoniecznie, bo przeszedłem do wagi cięższej, nie mylić z ciężką). Skoki były więc dla mnie nie tyle wentylem bezpieczeństwa, ile bramą do zrozumienia tego, że nawet tak porywczy naród jak nasz (co ma czasem swoje zalety, ale to już temat na inną dyskusję) jest w stanie złagodnieć.

To jak Bożonarodzeniowy Cud Narodzin. W chaosie przemijającego roku nagle dostrzegamy Gwiazdę Betlejemską. Coś, co wyznacza nam kierunek. Potrafimy się zatrzymać, pokontemplować nad życiem. Zdajemy sobie sprawę, że prostota egzystencji, przed którą tak chętnie uciekamy na co dzień, to najcenniejsza rzecz tutaj na ziemi. I nie trzeba być wierzącym, żeby ten Cud dostrzec. Dajmy na to Bono – jedni go kochają, drudzy nienawidzą, ale nawet jeśli będziemy się upierać przy tym, że Irlandczyk jest tylko showmanem lansującym się na problemach Trzeciego Świata, to i tak daje ludziom więcej dobrego przykładu niż niejeden jego hejter. Może i jestem naiwny, ale chcę wierzyć w dobro rockmana-filantropa, tak samo jak w to, że skoki narciarskie zmieniają Polaków. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć sobie fakt, że moi znajomi z Fejsa o różnych poglądach – od antyszczepionkowców po lewaków, gratulują Stochowi trzeciego zwycięstwa w Turnieju Czterech Skoczni i są tym podekscytowani niczym pierwszą jazdą samochodem? Toż to prawdziwy Cud!

PS. I nawet w tym kpiarskim tonie, muszę znaleźć chwilę, by życzyć Wam w Nowym Roku zdrowia. Bez niego nie można nawet bezpiecznie wyłączyć komputera. Miejcie to na uwadze.

 

Reklama

New Home

Kieruje mnie światło pozostawione na werandzie. Kilka stopni. Nick łapie