W obronie głupich filmów – Wszyscy moi przyjaciele nie żyją

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nic nie wzbudza takich emocji jak rzeczywiste problemy, które dotykają ludzi w społeczeństwie i wtedy właśnie decydujemy się na odpowiedzialny dialog dotyczący bolączek, jakie dotykają nas i tych uciśnionych na co dzień. Naczy, wróć. Nic nie wzbudza takich emocji jak potencjalnie głębokie i niszczące społeczeństwo treści w durnowatych komedyjkach.

Wiecie, ja to zawsze sobie myślałem, że takie filmy jak ten, w którym wszyscy giną to się odpala dla jaj, żeby się pośmiać, nie myśleć, wiecie, wejść w Zen, nirwanę czy inne obco brzmiące słowa (#antypolskość) i za bardzo nie skupiać się na tym co się dzieje, a ostatecznie przerwać w połowie i zająć się reprodukcją gatunku. Nawet nie sądzę, że tego rodzaju produkcje to jest coś na recenzję, bo co możesz tak naprawdę powiedzieć, jako zasłużony w bojach kinoman? Że śmieszne albo nieśmieszne, w sumie nie obejrzałem. Bergmanem to nie będzie raczej zajeżdżać, toteż jedyne co można powiedzieć, że w swoim gatunku spoko lub mniej. Tak myślałem przynajmniej, dopóki nie zobaczyłem wielkiego przecież oburzenia na temat idei zawartych w głupiej komedyjce.

Winc moje ogóle pytanie brzmi – co tam Pani i Panowie dekonstruujecie w tym filmie? Patriarchalizm? Seksizm? Rasizm? Może głęboko zakorzenione idee faszystowskie, które objawiają się w momencie spocznięcia Pani Wieniawy na pralce? Albo podstępne komunistyczne zapędy w seksualnych perypetiach bogobojnego Francuza sprowadzonego na manowce?

Bo możemy też zabawić się w drugą stronę. Czy seksistowskie teksty pana, który kiedyś modlił się o miłość nie są czasami z kategorii raczej mimesis, aniżeli ideololologicznych podwalin pod formę? Czyż nie jest to li tylko naśladownictwo świata realnego, w którym pajace tego rodzaju istnieją? Czy gdyby pan łazanek zaczął głosić progresywne treści to nagle nie okazałby się postacią z, tak zwanej, „kompletnej dupy”? I czy młodzi ludzie nie pieprzą dużo o seksie? I czy to nie jest ważne dla „jeszcze nie aż tak wyzwolonych mężczyzn jakbyśmy chcieli”, żeby zdobywać kobiety i w ogóle, wiecie, mam tyle numerów, że mógłbym napisać książkę telefoniczną eeheeheheheh? I czy Ci wszyscy ludzie w tym filmie nie są czasem totalnie obśmiani ostatecznie? I czy wyzwolenie seksualne nie było celem feminizmów, które przypływały do nas, jak to mówił poeta, falami, falami, falami?

Na te i inne pytania odpowiedzi nie znalazłem, ale też nie szukałem za bardzo, bo temat jest raczej śmieszny niż straszny. Zdecydowałem się jednak napisać o tym, bo naprawdę nie sądzę, że jest czas i miejsce na tym świecie, by straszyć amerykańską poprawnością w naszym jakże schorowanym kraju, bo to nie przyniesie podobnego efektu co tam, ale jeszcze bardziej zakopie nas, ziomalki i ziomki. Bo jeśli jeszcze będziemy utożsamiani z tymi, co to im się nie podoba, że ktoś w filmie pokazał cycki, to już w ogóle będą nas mieli w niepoważaniu.

Co do samego filmu, ja tam się bawiłem dobrze, ale jak wspominałem na początku, podczas takich seansów jest dużo ciekawszych rzeczy do roboty i to właściwie polecam. Dla kurażu i jakości życia. Pozderki

Reklama