The Smashing Pumpkins – CYR

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Przyznam, że gdy usłyszałem pierwszy z singli, zapowiadających nowy album The Smashing Pumpkins, mocno się zdziwiłem. Oparty na brzmieniu klawiszy „CYR” zaskoczył swoim synth-popowym charakterem. Dziś, gdy słucham całego albumu, od którego owy singiel wziął swoją nazwę, cały czas jestem zaskoczony dość ryzykowną zmianą stylu przez, jakby na to nie patrzeć, kapelę kojarzoną przede wszystkim z gitarową sceną grunge.

Zaskoczenie jest tym większe, że grupa, od zawsze dowodzona przez Billy Corgana w 2018 roku wróciła do składu w ¾ oryginalnego. Za perkusją znów zasiadł Jimmy Chamberlin, gitarę ponownie chwycił James Iha, liderowi nie udało się tylko namówić D’arcy Wretzky. Niemniej oczekiwania fanów wystrzeliły, a podgrzał je generalnie dość udany, wydany w tym samym roku album „Shiny And Oh So Bright Vol. 1/LP: No Past. No Future. No Sun.”, który miał byś przystawką przed kolejnym, już nagranym (i zapewne skomponowanym) przez cały zespół.

Wygląda jednak na to, że Billy Corgan postanowił pokazać wszystkim fanom język i nagrał coś, co mocno rozjechało się z tym, czego spodziewali się wielbiciele zespołu. Pierwsze, co rzuca się w uszy to niewielka ilość gitar, szczególne jak na zespól, w którym w tej chwili gra aż 3 gitarzystów (poza Corganem i Iha jest jeszcze Jeff Schroeder, grający z Dyniami od roku 2007). Ba, w części nagrań gitar nie ma w ogóle, są za to damskie wokale, dośpiewujące w tle fragmenty, jak zwykle dość odjechanych tekstów oraz dziwne, elektroniczne wstawki. Drugim zaskoczeniem jest struktura płyty – na albumie jest aż 20 piosenek, każda skrojona „pod” ewentualnego singla, czy to stronę A, czy B. Nie ma improwizacji, odlotów, jest solidna, piosenkowa struktura, z równo grającą, niemal mechaniczną perkusją.

Nie mnie odgadywać intencje lidera The Smashing Pumpkins (bo to w sumie jego solowe dzieło, nie dopuścił kolegów do współkomponowania). Może uznał, że nie ma się co napinać na granie gitarowych riffów? A może postanowił nowym brzmieniem zdobyć nowych słuchaczy? Corgan i tak szczególnie nie ryzykuje. Nie ma na rynku takiej pozycji, jak inne legendy lat 90. Jego poprzednie albumy nie odniosły komercyjnego sukcesu. Wydaje go niewielka wytwórnia, a co za tym idzie, oczekiwania nie są wygórowane. A na koncertach fani i tak czekają na stare piosenki. W sumie wszystko byłoby ok, gdyby nie to, ze album w całości jest po prostu nudnawy. Są momenty, ale tylko momenty. Brakuje tej dawnej magii, jest 20 poprawnych, popowych piosenek. Tylko poprawnych. To trochę za mało.

Reklama

New Home

Kieruje mnie światło pozostawione na werandzie. Kilka stopni. Nick łapie