Ach, co to był za rok! Całkiem (nie)zły

2021-min

Wybuchy, pożary, trzęsienia ziemi. Epidemia, ogólnoświatowy lockdown, manifestacje. Brzmi to jak hasłowy zwiastun najnowszego filmu akcji, który trafi w gusta nawet najbardziej wymagającego widza. Rok 2020 to crème de la crème gatunku – istna mieszanka akcji, dramatu i sensacji. A wszystko w wersji 6D, z nami w rolach głównych. Chyba jednak nikt z nas nie czeka na kontynuację tego „hitu” i liczy, że podbijający stawkę sequel nigdy nie powstanie. Chcemy przerwać seans, opuścić salę i nabazgrać negatywną opinię na Filmwebie. Po prostu zapomnieć.

Z pewnością nikt nie spodziewał się wrzucenia (i to wbrew własnej woli) w wir tak pokręconej fabuły. Bezlitośnie, na własnej skórze odczuliśmy motyw theatrum mundi, który wcześniej znany nam był jedynie z zajęć języka polskiego. Wierzymy, że w następnym roku zmieni się repertuar. Czekamy na romans, komedię albo film familijny – produkcję, z której wyciągniemy coś dobrego.

Co jednak, jeśli to właśnie ów felerny rok nauczył nas więcej, niż byśmy się spodziewali? Może 2020 udzielił nam jakiś ważnych lekcji, dzięki którym zasługuje na chociażby trzy gwiazdki?

Przede wszystkim fabuła. Nie zaprzeczycie przecież, że była zaskakująca i trudno było nam rozszyfrować zakończenie. Przebieg wydarzeń i niespodziewanych zwrotów akcji sprawił, że nasze dotychczasowe przekonania o stałości i niezmienności świata legły w gruzach.

Nic nie jest pewne. Nawet to, że w sklepach nigdy nie zabraknie papieru toaletowego i makaronu na półkach.

Na niektóre wydarzenia nie mamy wpływu, za to one mają znaczący wpływ na nas. Dlatego to o siebie i najbliższych, powinniśmy dbać najbardziej. Rok “w zamknięciu” był rokiem, w którym mogliśmy (być może pierwszy raz od dawna) pobyć samemu z samym sobą. Dał nam możliwość zatrzymania się na chwilę świecie, przez który wiecznie pędziliśmy, nie mając czasu na żaden przystanek. Dla większości z nas nie było to łatwe – być może dlatego, że w ciągu ostatnich lat nieco zaniedbaliśmy relację z samym sobą. Dostaliśmy szansę, aby ją naprawić lub choć trochę odbudować.

Rok 2020 wykorzystał i dał nam to, do czego od dawna nieświadomie dążyliśmy. Całkowite zamknięcie w świecie technologii, izolację, życie opierające się na interaktywnych relacjach.

Przez kilka ostatnich lat coraz bardziej wpadaliśmy w wir social mediów. Stworzyliśmy wirtualną społeczność, w którą często wsiąkaliśmy tak mocno, że niemal całkowicie zapominaliśmy o życiu w “realu”. Telefon i Internet towarzyszyły nam wszędzie i zawsze, na wyjściach towarzyskich, w szkole, w pracy. Naturalnie, nie odbieraliśmy tego jako coś złego. Przecież wciąż żyliśmy, spotykaliśmy się z ludźmi i integrowaliśmy z rodziną, zawsze jednak ze smartfonem pod ręką.

Przestaliśmy patrzeć sobie w oczy, bo woleliśmy wgapialiśmy się w Instagramowe kafelki i bezrefleksyjnie przeglądać Facebookową relację. Zakrawa to trochę na chichot losu, bo czy w 2020 nie wymusił na nas dokładnie takiego sposobu komunikacji, do którego dążyliśmy?

Miłość na kamerkach, bez możliwości pocałowania. Przyjaźń bez uścisków. Relacje bez gestów.

Myślę, że podświadomie każdy z nas zdał sobie sprawę, że fikcja i technologia, mimo swoich ogromnych zalet, nie jest w stanie zastąpić nam życia towarzyskiego – tego prawdziwego, offline’owego. Wszystko, co dzieje się na ekranie, filmowym lub telefonicznym, jest fikcją. Może zapewniać nam rozrywkę, pomagać i edukować, ale to nadal tylko fikcja. Pamiętajmy o tym, kiedy wrócimy do “stanu normalności” i będzie nas kusiło, żeby scrollować Facebooka podczas spotkania, randki lub obiadu rodzinnego.

Protesty. To jedne z najważniejszych wydarzeń ubiegłego roku. Czy się z nimi zgadzamy czy nie, ważna jest sama ich obecność i intensywność. Obrazuje nam to, że chociaż żyjemy w nowoczesnej, kosmopolitycznej globalnej wiosce, ludzie wciąż chcą stanowić o samych sobie – odczuwają potrzebę walki o prawo do decydowania o swoim życiu, wychodzą na ulice, protestują. Jest to oznaką tego, że nie osiągnęliśmy jeszcze idealnej harmonii społecznej, w której wszyscy są równi, a każdy czuje się tolerowany i bezpieczny. Co możemy zrobić, żeby tę harmonię osiągnąć? Dowiadywać się, rozmawiać i dyskutować. Wszyscy żyjemy na jednej planecie, mamy jeden dom. Różnimy się poglądami i kierują nami różne idee, nie daje nam to jednak przyzwolenia na bycie ignorantem.

Rok 2020 zaangażował wszystkich w sprawy tolerancji, praw kobiet, ekologii. Sprawił, że zaczęliśmy o tym myśleć, dyskutować, wyciągać wnioski, angażować się.

Ważne jest, abyśmy współpracowali i pozostawali świadomi społecznie. Tylko w taki sposób staniemy się spójną obsadą, która tworzy coś pięknego.

Bańka utopijności XXI wieku została przebita. Rozdział 2020 z ekranizacji naszego życia wstrząsnął każdym i był jak kubeł lodowatej wody, wylany z zaskoczenia na nasze głowy. Nie widzimy jego pozytywnych stron, ale możemy dostrzec pozytywny wpływ. Nauki i nauczki, które nas spotkały. 2020 był trochę jak polecenie mamy, która mówi do dziecka “idź do pokoju i przemyśl swoje zachowanie”. Dosłownie. I właśnie to powinniśmy zrobić. Zanim staniemy się krytykami i całkowicie wykreślimy ubiegły rok z naszych żyć, zapytajmy siebie, czego się nauczyliśmy; co dostrzegliśmy, czego z pewnością w naturalnym przebiegu przyczynowo skutkowym nigdy byśmy nie dostrzegli; czego dowiedzieliśmy się i o innych, i o sobie samych.

Być może okaże się, że 2020 nie był aż taką klapą.

Więc jak, ile gwiazdek mu wystawicie?

 

Autorka tekstu: Maja Swakowska

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE