Obrazy z kobiet, czyli klisze pulsującego życia. Recenzja „Kobiet z obrazów” Małgorzaty Czyńskiej (wyd. MARGINESY)

Magdalena Rączka

obrazy-kobiet-1

Na początku był zawód. Przez kilka pierwszych stron ma się nieodparte wrażenie, że kobiety prezentowane w „Kobietach z obrazu” będą tylko tłem mężczyzn – nawet wtedy, gdy są tematem wielkich dzieł, kiedy stają się, za wszelką cenę, „paniami własnego losu” w męskim świecie (sztuki) lub gdy towarzyszą swoim mistrzom w degrengoladzie życia artysty. Szybko okazuje się jednak, że z książką Czyńskiej jest jak z oswajaniem malarstwa.  

Najpierw urzeka lub zniechęca pierwsze wrażenie, jakie wywołuje dany obraz. Doświadczamy czegoś w rodzaju „czystej formy” według Witkacego. Obraz sam mówi za siebie, mówi do nas, tu i teraz, a my możemy mu odpowiedzieć, ale nie musimy, jeśli go nie czujemy. Jednak gdy postoimy przy nim trochę dłużej, pobędziemy z nim, poznamy jego historię, historię autora, historię jego bohaterów, wszystkie konteksty i kontrasty – słowem, kiedy odpowiemy na nieme zaproszenie dzieła malarskiego, otworzy się przed nami skarbiec.

Autorka książki maluje słowem historie kobiet, które znamy z popularnych i uznanych dzieł malarskich. Oddaje głos Austriaczce Emilie Flöge, przyjaciółce i modelce Klimta, ekscentrycznej Gali Dali – partnerce, ale i agentce genialnego surrealisty czy niebieskookiej Wally Neuzil, muzie Egona Schiele. Utrwalone na płótnie, dotąd martwe w swoim bezruchu, ożywają w naszej wyobraźni. I to z jaką intensywnością! Czyńskiej udaje się „wyciągnąć” te efemerydy ze statycznej formy obrazu. Wpadamy w ich dynamikę, podążając za dynamiką opowieści o nich. To jak wizyta w muzeum osobliwości. „Oglądamy” kobiety, które wycieńczały (się) na ołtarzu bujnej egzystencji, świadomie bądź nie.

„Kobiety z obrazów” to album. Zamiast ilustracji dostajemy jednak porywające, bolesne, uskrzydlające i inspirujące życiorysy. Dowody na istnienie kobiet jeszcze bardziej tajemniczych, niż ich wizerunki utrwalone w naszej świadomości. Kobiety te mają w sobie pełną paletę barw, od biernego poddania się woli swego „pana” (zazwyczaj artysty-geniusza), po zadziorną walkę o siebie i uznanie swojej autonomiczności, aż po władanie najtęższymi umysłami najpłodniejszych twórczo epok.

Poznajemy bogaty pejzaż bohemy artystycznej i krążymy skomplikowanymi meandrami biograficznymi. Autorka z lekkością bawi się czasem i przestrzenią w przedstawianiu postaci, a w ten sposób subtelnie wydobywa kunszt dokumentalisty. To jednak niebezpieczna gra. Istnieje ryzyko, że jeśli nie znamy danej „kobiety z obrazu”, możemy nie wczuć się z odpowiednią temperaturą w jej historię. Rozdziały (nie)nasycają, są niejednorodne, lecz z pewnością nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Wręcz przeciwnie – każdy kolejny coraz mocniej rozgrzewa wyobraźnię.

To nie jest książka tylko o kobietach. Ale nie jest też tylko o mężczyznach. To książka o umiłowaniu sztuki i życia za cenę cierpienia, przekraczania granic i szaleństwa. Trzeba być przygotowanym, że podczas czytania będziemy co chwilę sięgać po telefon. Nieustannie czuje się pragnienie zobaczenia tego obrazu czy tej twarzy, często postaci drugoplanowej. I to jest prawdziwą mocą „Kobiet z obrazu”. Na pierwszym planie zwykle są kobiety, czasem mężczyźni, ale przede wszystkim autorka przedstawia nam panoramę zjawisk kulturowych i psychologiczne portrety najgłośniejszych nazwisk świata sztuki.

Czytając najnowszą książkę Czyńskiej nieustannie uderza nas bogactwo źródeł przy zwięzłości informacji. I jeśli „za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa kobieta”, to za każdą dobrze opowiedzianą historią stoi człowiek. Taki, który jest wyczulony na życiowe koloryty, czujny wobec przełamywania struktur i złakniony czułych detali.

Cytaty: fragmenty książki Małgorzaty Czyńskiej „Kobiety z obrazów”

Zdjęcie główne: fragment okładki

 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE