Pomiędzy światami – recenzja „Maria nie żyje”

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

„Maria już nie żyje” jest 5. krótkim metrażem Martyny Majewskiej, i wspaniałym debiutem na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Inspiracją do filmu było opowiadanie Weroniki Murek „W tył, w dół, w lewo” ze zbioru „Uprawa roślin południowych metodą Michurina”. 

Maria już nie żyje. Umarła. I chociaż te słowa na ogół oznaczają koniec i ostateczne odcięcie od świata realnego, tym razem jest inaczej. Świat żywych i umarłych łączy się w (czasem) absurdalną jedność, pozostawiając na początku widza równie zdekoncentrowanego, co główną bohaterkę.

Tytułową postacią jest Maria, która buntuje się przeciwko życiu, więc postanawia położyć mu kres. Jednak zamiast ciemności, „nieba” czy innego wymiaru trafia…w to samo miejsce. Rzeczywistość okazuje się miejscem pobytu zarówno żywych, jak i umarłych. W dziewczynę wcieliła się Małgorzata Gorol „znana również z „Twarzy” Szumowskiej. Jej delikatna uroda i (przede wszystkim) umiejętności aktorskie bardzo dobrze zgrywają się z konwencją Majewskiej.

Sytuacja przedstawiona choć prosta, wydaje nam się absurdalna. Czarno-białe kolory użyte w filmie (które mogłyby wydawać się niewłaściwe dla osób zaznajomionych z opowiadaniem, w którym występują kolorowe symboliczne przedmioty) bardzo dobrze zgrywają się z tonem produkcji. Oszczędne barwy ukazują zarówno kres życia, jak i dramat bohaterki, która chcąc uciec, została ponownie uwięziona.

Krótki metraż przepełniony symboliką przypomina lekko bergmanowską „Siódmą pieczęć. Choć w tym przypadku, kamera nie zawsze jest statyczna – niestabilna praca urządzenia, wydaje się często biec za bohaterką oddając silne emocje, które nią targają. Doza surrealizmu w nowym świecie przypomina czasem surrealizm na poziomie Dalego. Choć nie znajdą się w nim upływające zegary, to umarły może rozmawiać z żywymi, zobaczyć swoje własne ciało, Wróżbitę gra Popek, a dezynfekatorkę Małgorzata Foremniak (rolę osób z niższych warstw społecznych gra niezwykle rzadko, a spisuje się w niej bardzo dobrze).

„Maria nie żyje” to mistrzowska adaptacja krótkiego opowiadania, obraz kryzysu i tragedii jednostki, która próbując wyjść z jednej formy, zamiast wpaść w kolejną, tłucze się w tej samej. To także odwzorowanie społeczeństwa, które, aby ocalić bliskich, staje się formacją łatwowierną i oplata swoje życie wokół jednego celu. To bardzo dobry debiut Martyny Majewskiej, która dotychczas za swoje dzieła zebrała 4 nominacje oraz 2 wygrane (za swój najnowszy film), co czyni ją artystką, przy której warto nacisnąć przycisk „obserwuj”.

 
Reklama

Reklama