ANYWHERE          TV           REDAKCJA

Dzisiaj trzeba żyć dzisiaj. Wywiad z Aidą Kosojan-Przybysz

aida-1

Kiedy rozmawiam z Aidą mam wrażenie, jakby na moje pytania odpowiadała melodyjnymi wersami dobrze znanej mi piosenki z dzieciństwa. Takiej, która siedzi głęboko w każdym z nas. Na wywiad, ze względu na pandemię, umawiamy się zdalnie. Nasze spojrzenia spotykają się za pośrednictwem ekranu, ale mimo to czuję rozlewające się po całym mieszkaniu ciepło i energię słońca, którego szczególnie teraz tak bardzo potrzebujemy. Kiedy masz okazję porozmawiać z uznaną jasnowidzką, od razu chciałabyś wypytać o wszystkie zakamarki przyszłości i tajemnice ludzkiej duszy przysłonięte lekko zakurzoną, ciężką zasłoną codzienności. Ale mnie, poza jej wyjątkowym darem, ciekawi przede wszystkim jakim człowiekiem jest Aida. Kobieta wychowana i żyjąca na styku kultur, która od lat pomaga ludziom odnaleźć głos ich wewnętrznej intuicji. Co sprawia, że jest szczęśliwa? Jaka jest jej recepta na życie w zgodzie ze sobą? Skąd bierze swoją moc? 

Zapraszam na spotkanie z Aidą Kosojan-Przybysz – wizjonerką, kompozytorką, wokalistką, autorką tekstów i felietonistką. Kiedy patrzysz jej w oczy zaczynasz rozumieć, czym jest międzypokoleniowa podróż kulturowa. Chociaż otwarcie i z dumą opowiada o swojej miłości, która przywiodła ją do Polski, o swoich ormiańskich korzeniach i ukochanej Gruzji, gdzie się urodziła, to patrząc na tę piękną i mądrą, filigranową kobietę dostrzegasz potężną tajemnicę, która jest zaledwie przedsionkiem do innego wymiaru. Zajrzyjmy tam razem.

AUTORKA: TOLA PIOTROWSKA

Aldona Zawada: Oglądałam i przeczytałam z Tobą sporo wywiadów. To naturalne, że wszystkich interesuje najbardziej Twój niecodzienny dar i to na nim koncentruje się uwaga rozmowy.  Ja zacznę trochę na przekór. Poproszę Ciebie abyś sama opowiedziała mi w kilku zdaniach o tym kim jesteś. 

Aida Kosojan-Przybysz: To jest jedno z trudniejszych pytań jakie można zadać. Uważam, że całe życie poznaję kim jestem, szukam drogi do siebie. Korzeniami jestem związana ze swoimi przodkami. Jestem owocem drzewa genealogicznego. Jestem córką, wnuczką. Jestem Ormianką urodzoną w Gruzji. To jest tak naprawdę okładka księgi mojego życia.

Nigdy nie mogłabym wyrzec się tego co dostałam od swoich przodków. Nie chodzi o kolor włosów, czynniki fizyczne, tylko wszystkie emocje, wspomnienia, tradycje, historie opowiadane o mojej rodzinie. Jestem wnuczką dwóch mistycznych babć, praprawnuczką księdza ormiańskiego, który w czasie rzezi tureckiej na ludności ormiańskiej w Imperium Osmańskim został zgładzony wraz ze wszystkimi swoimi dziećmi. Poza jednym, czyli moim pradziadkiem Leonem.

Tutaj zaczyna się moja historia. Z tej jednej, małej uratowanej pestki, która miała osiem lat, wyrosło drzewo. To drzewo jest moją rodziną. Jestem osobą, która ma bardzo rozbudowaną wyobraźnię i nadmierną empatię. Jestem kobietą, która drogą mistyki i drogą miłości idzie przez świat. Jestem córką, żoną, matką, siostrą, przyjaciółką i to jest dla mnie najważniejsze.

Na początku swojego pobytu w Polsce podjęłaś decyzję, że będziesz ukrywać swoje umiejętności? Dlaczego? Co sprawiło, że zmieniłaś zdanie? 

Od dzieciństwa byłam w przysłowiowym „imadle lęków” rodziców o moją przyszłość. Wychowałam się w ZSRR, miałam dwie babcie wizjonerki. Moja praprababka Zofia również widziała znacznie więcej. Kończyłam studia ekonomiczne. Rodzice marzyli, że będę ekonomistką. Ja marzyłam o szkole artystycznej.

Wizjonerstwo było czymś co sądziłam, że jest we mnie schowane. Nie na długo. Wyszło i zaczęło się rozrastać. Ukrywałam to, bo miałam takie nabyte od innych uczucie lęku, jak świat to odbierze.  Dla mnie to było naturalne. Wiedziałam, że moje babcie w ten sposób funkcjonują i pomagają. Mój mąż, który jest inżynierem i ma silnie rozbudowaną zdolność logicznego myślenia był zszokowany, że mam te zdolności. Adam w pierwszej chwili chciał chronić mnie i do całej sytuacji z moim jasnowidzeniem podchodził bardzo ostrożnie. To jest dar, który przyciąga różne wibracje. Ktoś to akceptuje, ktoś inny podziwia, ale są też niedowiarki, deprecjonujące to co robię. To jest trudna forma odbierania i dawania przekazów.

Na początku przyjmowałam jedynie bliskie mi osoby. Dotarła do mnie jednak kiedyś pewna kobieta, której dziecko podtopiło się w basenie pożarowym. Chłopiec przebywał na OIOM-ie, był w bardzo ciężkim stanie. Lekarze przekazywali komunikaty, że trzeba będzie zastanowić się nad odłączeniem aparatury podtrzymującej życie. Dziecko według ich prognoz nie miało szans na przeżycie. Ja weszłam w wizję i powiedziałam wtedy, że to dziecko nie umrze. Zobaczyłam, że ożyje w listopadzie, a w grudniu, na własnych nogach, pójdzie pod choinkę, odpakuje swój prezent. Widziałam, że będzie w pełni sprawne, chociaż lekarze mówili, że nastąpiły nieodwracalne zmiany w mózgu, z powodu długotrwałego niedotlenienia. Ja widziałam przed nim przyszłość, normalnie funkcjonującego, zdrowego, wspaniałego chłopca. Widziałam i ostrzegłam jego matkę, że za kilka dni stan chłopca nagle się pogorszy. Bardzo wysoka temperatura i ostra infekcja będą dawać wrażenie, że śmierć jest bliska, ale będzie to tak naprawdę moment zwrotny. Pierwszy krok w stronę poprawy i zdrowienia. Ten krytyczny moment to ostateczna granica, która poprowadzi chłopca ku wyzdrowieniu.

Chłopiec faktycznie wrócił do zdrowia. Odbudował się w pełni. Moja koleżanka powiedziała wtedy, że uratowałam dziecko i powinnam o tym opowiedzieć w wywiadzie, szeroko. Mówiła, że dałam nadzieję, podtrzymywałam na duchu, wsparłam tę rodzinę, a dziecko ocalało. Już tylko z tego powodu warto o tym powiedzieć, bo być może da to szansę i nadzieję jeszcze innym. Wtedy właśnie zmieniłam decyzję odnośnie ukrywania moich zdolności.

Minęły lata. Na wydarzeniu charytatywnym organizowanym w Lublinie przez Smiling Faces – Georgian Children Foundation, założoną przeze mnie fundację działającą na rzecz potrzebujących gruzińskich dzieci, podeszła do mnie kobieta pytając się czy ją pamiętam. Była z nastoletnim chłopakiem. To był on. Ocalały z basenu pożarowego. Przeżyłam wtedy ogromne wzruszenie i radość.

Czy w Gruzji spotyka się też mężczyzn jasnowidzów? Czy to dar dziedziczony tylko przez kobiety? Czy sądzisz, że jako kobiety dysponujemy większymi zasobami wrażliwości i jakimiś określonymi uwarunkowaniami, które umożliwiają odczuwanie na wielu poziomach?

Uważam, że płeć nie ma znaczenia, jeśli chodzi o energię i widzenia. Myślę, że kobiety są na to po prostu bardziej otwarte. Ale wizja może przyjść do każdego. Wszystko zależy od tego w jakiej kulturze, w jakiej rodzinie, w jakich warunkach się wychowałeś. Jednak myślę, że kobiety są bardziej otwarte na przesądność. W wielu trudnych dla siebie sytuacjach szukają znaków.

Moja babcia od strony mamy, Anna, była jasnowidzką, widziała życie i przyszłość w paznokciu. Jej dziadek był diakonem, służył przy cerkwi. Był zielarzem. Leczył ludzi, wiedział kiedy zbierać trawy. On miał ogromną energię i intuicję, leczył modlitwami, widział choroby ludzi. To jest dar, który dostajemy i płeć nie ma tutaj znaczenia. To przekaz i zadanie. W mojej babci to zadanie obudziło wiele mocy. Ona do czwartego roku życia była odbierana jako autystyczna, bo nie mówiła, nie reagowała na świat. W wieku czterech lat, potem jako nastolatka miała dwa długie letargi. Obudziła się z nich odmieniona. Zaczęła widzieć więcej.

Czy można mieć dar jasnowidzenia, ale o tym nie wiedzieć? Jak go odnaleźć?

My bardzo dużo rzeczy wiemy. Tylko nie słuchamy siebie. Człowiek ma bardzo rozbudowaną intuicję. Mamy dużo odruchów zwierzęcych. Wyczuwamy. To wszystko kwestia obserwacji. Ja nie wiedziałam, że mam swój dar. Mając cztery lata nie wyobrażałam sobie, że ludzie widzą świat inaczej. Myślałam, że wszyscy go widzą tak, jak ja.

Droga do samego siebie jest najtrudniejsza, bo my pół życia od siebie uciekamy. Jak sobie pomóc? Pozwolić sobie na odczuwanie, zauważać i wgłębiać się w świat, medytować, słuchać siebie. Dostosowujemy się do oczekiwań innych ludzi. Cały czas robimy z siebie kogoś kim chcą nas widzieć inni. Człowiek tak naprawdę rodzi się nagi. Wszystkie emocje, strachy, lęki, żale, uprzedzenia, to życie nas w nie ubiera. Słowami, ruchami, wpływami innych ludzi, nawet rodziny. Ktoś maluje palcem, ktoś inny maluje pędzlem, a wybitne osoby malują nogami. Nie ma ograniczeń. Ograniczenia są w podświadomości, w naszej głowie.

Wśród ludzi funkcjonuje raczej romantyczny obraz wizjonerki czy jasnowidza. Zapominamy, że taki dar to ogromna odpowiedzialność, często ciężar. Jak jest w Twoim przypadku? Czy odczuwasz skutki uboczne swojej działalności? Jakie są konsekwencje Twojego daru? Możesz się jakoś chronić? 

Cały czas mierzę się z kłopotami zdrowotnymi. Mój organizm w ten sposób odreagowuje. Najbardziej cierpię, kiedy nie jestem w stanie pomóc. To mnie kosztuje najwięcej, kiedy wiem, że jestem jedynie obserwatorem. Jak strażak, który na miejsce pożaru domu dotarł za późno, dach się zawalił, zostały zgliszcza. Zawsze powtarzam, że przyszłość jest ruchoma. Można zapobiegać wydarzeniom. Wszystko zależy jednak od tego w którym momencie się obudzisz i jaką decyzję podejmiesz, pamiętając o wolnej woli.

Jak o siebie dbam? Zapalam świecę woskową. Wieczorem rozmawiam z całym swoim dniem, ze sobą i swoim ciałem. Dziękuję za dobre wydarzenia. Oddaję trudne emocje. Medytuję i odmawiam modlitwę oczyszczającą. To jest dla mnie forma ochrony. Regeneruję się też muzyką.

Jakiej muzyki słuchasz? W jakich momentach? Czym jest dla Ciebie muzyka i co Ci dała?

Kocham muzykę z przekazem i dźwiękiem, takim który rozrywa mnie od środka. Billie Holiday, Nina Simone. Billie Eilish poznałam, ponieważ słuchała jej moja nastoletnia córka. Tekst jest bardzo ważny, ale muzyka instrumentalna może poruszyć najgłębsze struny duszy. Muzyka oczyszcza. Możesz słuchać utworu w języku, którego nie znasz. Ale ktoś śpiewa w taki sposób, że wiesz i czujesz, że ta osoba cierpi albo kocha. Uwielbiam muzykę folkową, np. Jivana Gasparyana, z którym miałam szczęście współpracować. Można nie rozumieć kulturowych niuansów, ale to są wszystko dźwięki, z których płynie historia i cierpienie moich przodków. W Gruzji mamy też bogatą tradycję śpiewów wielogłosowych. To są głębokie dźwięki płynące z wnętrza. Muzyka wywodząca się z kultury zakaukaskiej, która towarzyszy ludziom na weselach czy też pogrzebach. Prawdziwe przeznaczenie muzyki według mnie jest takie, aby na suchym kamieniu sprawić, że urosną emocje. Wtedy wiadomo, że te dźwięki dotarły tam, gdzie trzeba.

Pisząc piosenki poza dźwiękami staram się zawsze dotrzeć słowem.

Spraw mój Boże jakiś mały cud, 

Pozbaw nas czasami ostrych słów, 

Ode złego zbaw i wiarę daj

Jak o dzieci czasem o nas dbaj. 

Człowiek poszukuje drogi, by się uwolnić od stresów, lęków, żalu i własnych wewnętrznych ograniczeń, które bardzo często stawiamy sobie sami. A ja uważam, że Nie ma złych ludzi

Po prostu są zmęczeni, 

Nie ma złego miejsca, 

Po prostu nie jest Twoje….

Muzyka dała mi siłę.

Dlaczego chciałaś komponować i nagrywać muzykę dla dzieci?

Uwielbiam świat dzieci, do którego nadal wracam. To wcale nie jest beztroski świat. To taki świat, o którym w życiu dorosłym często nie pamiętamy. Dziecko jest prawdą. Dzieci są niesamowitymi odbiorcami i słuchaczami. Zachodzi między nami pozytywna wymiana wibracji.

Kocham metafory. Kocham ożywiać przedmioty i zwierzęta. W tym jest niesamowita mistyka. Kocham pisać wierszo-bajki. Te słowa piszą się same. Są przekazem. Ja to dostaję i podaję dalej. Kiedyś jak pisałam tekst o gąsienicy Honoracie, to ja tak bardzo uruchomiłam swoją wyobraźnię, że jak otwierałam szafki w kuchni to widziałam ją w szklankach. To ciekawe, że w wizję wchodzę nie tylko jako jasnowidz, ale też jako artystka tworząca dla dzieci. Jestem w tym świecie, gdzie ona siedzi w zielonej sałacie.

Powędrowała po drzewie do nieba, 

Gdy zrozumiała, że dojść tam się nie da, 

Zmęczona podróżą zasnęła w kokonie, 

By zbudzić się w nowej odsłonie.

Ja te wszystkie obrazy widzę. Wiem na pewno, że ta muzyka to coś co musi ze mnie wyjść. A gdzie to dotrze, to czas pokaże. Zupełnie nie spodziewałam się, że moja „Mucha w Mucholocie” będzie miała 168 milionów odsłon na YouTube. Najważniejsze to nie przestawać marzyć. Nie ważne, w którym momencie życia jesteś.

Czy według Ciebie istnieje wena? Odczuwasz ją komponując?

Dla mnie wena to miłość, emocje i trudne przeżycia. One tak naprawdę wydostają ze środka jakiś utwór, obraz, tekst. Wydaje mi się, że to wewnętrzna wrażliwość, bunt, a jednocześnie dzielenie się radością i przemyśleniami. Wena tworzy przekaz. Każdy daje światu co czuje i może.

Czasem wstaję o drugiej nad ranem. Mam przy łóżku małą komodę z ołówkiem i kartkami. Wtedy zapisuję, bo inaczej to ucieka. Może być tak, że o pierwszej nad ranem biegnę do pianina, bo coś przyszło. To takie krople deszczu z góry, które na mnie kapią.

Czym jest według Ciebie kobiecość? 

Mam bardzo osobiste postrzeganie tej definicji. Kobiecość to lustro, w którym każda widzi swoje odbicie. Kobiecość to siła i ogromna wrażliwość. To sposób i forma wyrażania samej siebie. Ktoś może się wyrzec kobiecości, a ktoś może decydować się na jej rozbudowanie. Kobiecość to droga od urodzenia do końca swoich dni. Budowanie i szukanie harmonii pomiędzy wewnętrznym i zewnętrznym ja. Reagowanie na świat i jego piękno. To akceptacja i kochanie siebie kiedy masz pięć, szesnaście, pięćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat. Kobiecość nie kończy się wtedy, kiedy ciało przestaje być jędrne. Ona jest w oczach, to one są zwierciadłem duszy. Połączenie piękna duszy i ciała, a potem przekazanie tego światu. Wyrażanie siebie różnymi sposobami, intuicja.

Dla mnie najważniejszym kluczem jest energia samoakceptacji i tolerancji. Jakiś czas temu zapytałam moją mamę, która jest po dwóch udarach i ma siedemdziesiąt jeden lat, czy coś by zmieniła. Powiedziała, że nic. Każda, nawet najgorsza sytuacja, to było jej doświadczenie. To jest dla mnie, w mojej rodzinie, siła kobiecości. Ona by nie oddała swoich łez. Już je wypłakała i nie chce ich suszyć. Tego się od niej nauczyłam. Każdy musi swoje wypłakać. Najgorsze są wewnętrzne żale, które męczą, dławią nas i blokują.

Czy uważasz, że kobiecość to uniwersalne pojęcie łączące nas wszystkie bez względu na szerokość geograficzną? Czy mimo wszystko jednak kultura i czynniki społeczne w danym kraju wpływają na nas tak bardzo, że ciężko już słowami nakreślić jeden model kobiecości? 

Kobiecość nie ma granic. Ani kulturowych, ani wizualnych, ani terytorialnych. To energia, którą człowiek posiada i przekazuje. Mam dwie córki, które są dla mnie jak dwie książki, z których uczę się zupełnie innej kobiecości. Każda z nas jest inna. To język rozmawiania ze światem. Tak to widzę, kiedy patrzę na moje córki. One całą swoją osobowością i sposobem bycia rozmawiają z otoczeniem. Są wrażliwe i emocjonalne. Empatyczne i waleczne. Kiedy dawałam przepowiednię na 2021 rok, to powiedziałam, że symbolem kobiecości w Polsce będzie Syrenka Warszawska. Nie da się jej zatopić, a w dłoni trzyma miecz. Walczy o wszystko, co jest dla niej istotne i ważne. O swoją pozycję, energię. O siłę własnego głosu. Walczy ze swoimi lękami i nie godzi się na niektóre sytuacje.

Dorastając w wielokulturowej Gruzji w swoim otoczeniu miałam koleżanki, które były Żydówkami, Muzułmankami, Chrześcijankami. Kultura narzuca kobiecości swoje barwy. Trzeba o tym wspomnieć. Bywa nawet tak, że w niektórych kulturach kobieta zasłania twarz, ale nie traci wcale swojej kobiecości. Ona jest w głowie. Moje córki to kobiety polsko-ormiańskie. One nie wyczuwają granicy kulturowej, bo wyssały obie kultury z mlekiem matki.

Rozmawiasz z córkami o Gruzji? Zachęcasz je do poznawania kultury i miejsca Twojego pochodzenia? A może same wykazują w tym kierunku ciekawość? 

Dziewczyny kochają Gruzję. Wiedzą z jakiego drzewa pochodzą. W mojej rodzinie jest tradycja rozmowy. Wiemy kim jesteśmy, skąd przyszliśmy. Najważniejsza rzecz, którą staram się pomóc zbudować w moich córkach, to aby poszukiwały siebie. Każda kobieta i etapy jej życia to jak nowe rozdziały książki, kroniki, gdzie dopisujesz coś od siebie. Ważne, aby życia nie przeżywać tak jak ktoś Ci narzuca. Kultura, tradycja, partner, sytuacja w kraju czy na świecie. Ludzie potrafili przejść wojnę ze skrzypcami w ręku, nie przestając grać. Bądźmy tu i teraz. Podlewajmy drzewo, ale pamiętajmy, że rozkwitamy, dojrzewamy i rośniemy dzisiaj.

Moje córki kochają wracać do miejsca, w którym się urodziłam. Kochają emocje z tym związane i atmosferę Gruzji. Tam jest zupełnie inny kulturowy sposób wyrażania uczuć. Jak przyjechałam do Polski dziwiłam się, że ludzie mówią cicho i nie gestykulują. Z tego powodu wydawało mi się, że są mniej szczęśliwi. Pamiętam jak mąż delikatnie zwracał mi uwagę, żebym tak nie krzyczała i mówiła ciszej. Czasami brakuje mi w Polsce takiej dużej energii i radości. Duże pokłady emocji powinny znajdować ujście.

To dla całego świata bardzo trudny rok. Co robisz, aby dodawać sobie i najbliższym otuchy? Czy starasz się sama zaglądać we własną przyszłość czy skupiasz się na „tu i teraz”? 

Pandemia spowodowała, że ludzie zaczęli tworzyć nowy świat, zaczęli między sobą rozmawiać. Nie tylko o sprawach zawodowych. Otworzyły się inne wibracje. Ta pandemia w moim odczuciu to też jest droga do samego siebie. Bardzo dużo udawanych związków rozpadło się, a te prawdziwe się wzmocniły. Ludzie zaczęli się bać o siebie nawzajem. Na ogół bali się o deadline-y, o swoje osiągnięcia i wyniki. A dzisiaj jest energia troski. Przypomnieliśmy sobie, że życie jest kruche i zaczęliśmy potrzebować miłości, częściej mówiąc sobie: kocham. Żyjemy tu i teraz. Chodzi o to, aby akceptować rzeczywistość i się do niej dostosować. Nawiązujemy kontakt z naturą, potrzebujemy jej. Kiedyś zrywaliśmy tylko jabłka, a teraz zaczęliśmy przytulać się też do drzew.

Czy ja zaglądam sama we własną przyszłość? Muszę przejść przez las lęków. Moja babcia mówiła: ja dla swoich widzieć nie mogę, chyba, że to przyjdzie samo, niekontrolowane. Sama na siebie patrzę wtedy poprzez inne wibracje. Do mnie wiele rzeczy przychodzi jako przekaz we śnie, który jest niefiltrowany przez rozum.

Robisz postanowienia noworoczne, kiedy rok zbliża się ku końcowi?

Postanowienia noworoczne nigdy nie zdały u mnie egzaminu. Improwizuję. Jak chcesz śpiewać, to śpiewasz, nucisz melodię i nie zawsze musisz pamiętać tekst. Postanowienia noworoczne to taki wyuczony tekst. Można mieć zasady, a postanowienia często się łamie. Ktoś mówi, że od jutra rzuca palenie. Ale jeśli nie idzie za tym świadomość, że to tragiczny dla zdrowia nałóg, albo, że się truje najbliższych, to on nie zmieni tego tak od razu. Niektórzy realizują swoje postanowienia noworoczne. A ja podchodzę do tego tak jak przy otwieraniu rano lodówki. Danego dnia patrzę co chce zjeść i co akurat mam.

Gdybyś mogła przekazać naszym czytelnikom kilka rad na 2021 rok to jakie by one były? Czy Ty wiesz już co się wydarzy? 

Ten zbliżający się rok ma niespotykaną wcześniej wibrację życia: nie na kiedyś, nie na potem, a na DZISIAJ. Dzisiaj trzeba żyć dzisiaj! Jemy dzisiaj, do łazienki idziemy dzisiaj. Nie możesz iść dzisiaj do łazienki, żeby już za dwa dni nie musieć. Musimy się nauczyć żyć w teraźniejszości. My cały czas zbieramy na kiedyś, materialnie i metaforycznie. Mówimy, że zbudujemy kiedyś, zbieramy na samochód, odkładamy, nie kupimy lepszego. Teraźniejszość dla niektórych to okres przejściowy, a ona jest tak naprawdę najważniejsza. Jak coś było, to walimy głową w ścianę i zastanawiamy się, dlaczego tak się stało. A jak ma przyjść, to boimy się jak to będzie. Całego siebie rozdajemy na ubolewanie jak to było i nad strachem jak przyjąć coś nowego. W efekcie nie ma nas tutaj i teraz. Człowiek nawet z telefonem już chodzi do łazienki. A powinniśmy znowu być z własnymi odczuciami, własnego ciała. Słuchać swojego ciała.

Ja ten nadchodzący rok nazwałam rokiem miecza i teraźniejszości. W listopadzie minionego roku, mówiłam, że 2020 będzie rokiem maski i rozliczeń. Najgorsze jest to, że te maski nie znikną z naszych twarzy. To co się z nimi stanie zależy od natury człowieka. Niektórym te maski wrosły w twarz. Jeden się dostosowuje do sytuacji, inny się boi obnażyć i powiedzieć prawdę, bo ta maska go chroni przed biczowaniem innych. Będzie mówił to, co opinia publiczna chce usłyszeć. A niektórzy na odwrót. Zdejmą maski, które są dla nich kneblem. Oni się odkneblują i będą mówić to, co czują

Jaką mam radę? Uniwersalną. Nie zbaczajcie z drogi do samego siebie. Ona jest najważniejsza.

Nie ulegajcie wpływom i bądźcie sobą.

Zawsze.

 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE