HER LOVE TERRITORY

her-love

grafika: Aleksander Zawada

Zbuntowana niewolnica Isaura, która została aniołem – czyli o tym jak prawie zostałam gwiazdą południowoamerykańskiej telenoweli.

Czy naprawdę miłość nie zna granic? A jeśli to, co ma wisieć nie utonie, to ile faktycznie wytrzyma w powietrzu i jak trwały powinien być uchwyt? Na te i inne pytania, zrodzone z przysłów o miłości i zagadnień życia sięgających do źródeł mądrości ludowych, próbuję odpowiedzieć sobie od zawsze. Niektórzy dotknięci energią kosmosu i smagnięci gwiezdnym pyłem dość szybko trafiają na bratnią duszę, z którą rosną razem w uczuciu, zdobywając kolejne sprawności sztuki życia. Ale i oni nie mają lekko. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla odwiecznie poszukujących, duchów niespokojnych, których nie zmusisz do podążania turystycznym szlakiem związku czy emocjonalną nadmorską promenadą? Nasza globalna wioska wydaje się coraz mniejsza. Podróże, które były jeszcze do niedawna takie łatwe, dają i wkrótce znowu będą nam dawać poczucie zacierających się granic. Świat to nieskończony, doskonały zbiór baśni tysiąca i jednej nocy, atlas kulturowych skarbów, album pięknych ludzi, który oglądamy z fascynacją niczym rysunki z epoki paleolitu odkrywane w jaskiniach na jego krańcach.

Wyciągam w takim razie ten chleb z kolejnego pieca, odkrawam kromkę z chrupiącą skórką i próbuję ze smakiem nasączając ją w oliwie z przyprawami z całego świata. Kto szuka ten znajduje? Ja na ścieżce życiowych poszukiwań nierzadko przypadkowo choć odważnie, sięgam do dalekich kręgów kulturowych wiedziona nigdy niezaspokojoną ciekawością tego, jak miejsce pochodzenia i związane z nim uwarunkowania wpływają na budowanie wielokulturowych relacji emocjonalnych. Po co się ograniczać? Tym bardziej, jeśli na horyzoncie pojawia się…

Inżynier lotniczych systemów nawigacyjnych prosto z São Paulo. Nie dość, że pasjami wypiekał chleby to jeszcze masował stopy, by rozładować napięcie powodowane zbliżającym się okresem. Umiał tańczyć, a co więcej dobrze w tańcu poprowadzić. Mówił zawsze to co trzeba w najodpowiedniejszym momencie. Szybko i efektywnie mapował terytorium mojego ciała projektując indywidualny system nawigacji, który ZAWSZE prowadził do celu. I chociaż wybitne poczucie humoru dojrzałego mężczyzny potrafi wyratować z największej beznadziei, to nie pomogło w zestawieniu z krzywdą złamanego serca i pękniętym życiorysem. On nie zrasta się nawet pod wpływem brazylijskiego słońca. Postrzępiona męska dusza taka pozostaje bez względu na szerokość geograficzną, a regularne przemieszczanie się pomaga jedynie w utrzymaniu chwilowego złudnego poczucia początku i świeżości.

Legendarne ciasteczka Brigadeiro przygotowuje się z mleka skondensowanego, kakao, masła i posypki czekoladowej. Podgrzewa się wszystkie składniki do momentu, aż nie stworzą gęstej masy, którą po wystygnięciu będzie można uformować w niewielkie kuleczki do obtoczenia w posypce czekoladowej. Pierwszą wspólnie przygotowaną partię zjadłam bardzo szybko. Każda kulka była przesadnie słodka, ale nie dało się przestać. Każda kulka była idealna do momentu, kiedy nie zniknęła pozostawiając po sobie mdlący ciężar. Każdy Brigadeiro był prawdą do momentu, kiedy nie zniknął.

Juan przez sen, ze swoją pełną, okrągłą twarzą i rozczapierzonymi, długimi włosami, wyglądał jak Inti, inkaski Bóg słońca. Peruwiański kucharz pracujący w warszawskiej knajpie sushi o swojej pracy opowiadał tak, jakby co najmniej zostawiał po sobie dla innych pokoleń ślad porównywalny do oglądanych z powietrza rysunków Indian na pustyni Nazca. A ja widziałam w nim kogoś na kształt opisywanego przez Bartka Sabelę w Afronautach Edwarda Nkosolo, założyciela zambijskiej Narodowej Akademii Nauk, Badań Kosmicznych i Filozofii, który chciał wysłać drewnianą rakietę z Lusaki prosto na księżyc. Szalony marzyciel, który zdaje sobie sprawę ze swojej przegranej pozycji, ale mimo wszystko wierzy i jest uparty. Pigment w lewej rogówce miał zupełnie czarny, lubiłam patrzeć w te jego oczy szamana. Ubrania śmierdzące olejem, jak wracał z pracy wrzucałam od razu do pralki. Mimo to w nocy budził mnie duszący zapach tłuszczu osadzonego głęboko w jego włosach, które oplatały mnie przez sen jak macki ośmiornicy. Jedyne o czym wtedy myślałam to nie ciepło jego dłoni i spokój wynikający z bliskości, tylko peruwiańskie legendy o głowach, które oddzielają się od ludzi w nocy i w czasie snu przemierzają obce krainy. Niektóre z nich nie znajdowały drogi powrotnej i błąkały się potem bez końca w równoległych rzeczywistościach. Czyżbym żyła z zbłąkaną duszą starożytnego Inka, która oddzielona od ciała nie znalazła drogi do domu i utknęła w dalekiej krainie?

Przy Latynosie zawsze będziemy grać drugie skrzypce. Chociaż będzie nam się zdawało, że jesteśmy w centrum wydarzeń i na podium zwyciężczyni to scenarzysta przewidział dla nas rolę drugoplanową i może dopiero w dziesiątym sezonie nasza postać będzie miała szansę zaistnieć jako główna bohaterka. W moim przypadku akcja urwała się zaledwie w połowie pierwszego sezonu. I chyba tylko i wyłącznie dzięki temu smutek zniknął na tyle szybko, abym zostawiła za sobą bezpowrotnie telenowelę i znowu z zaciekawieniem wysoko podniosła głowę i skierowała wzrok na rubrykę z repertuarem festiwalu filmów międzynarodowych w poszukiwaniu nowych form i gatunków. Unoszę się na powierzchni dając się ponieść prądom.

 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE