„Zabij to i wyjedź z tego miasta” – recenzja

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Pełnometrażowy debiut Mariusza Wilczyńskiego to przepełniona nostalgią, melancholią i tęsknotą senna opowieść o przemijaniu, złych decyzjach, niewypowiedzianych słowach i przede wszystkim samotności. W autobiograficznym ujęciu wizji świata, artysta powraca do czasów i osób, które przeminęły, do myśli nie zawsze zrozumiałych. Przekręca rzeczywistość, tworząc uniwersalną historię człowieka.

Prace nad animacją trwały ¼ życia artysty – nic dziwnego, klatki rysował zupełnie sam. Kontrowersyjną kwestią jest kreska użyta w filmie. Sprawia wrażenie chaotycznej, momentami niedopracowanej i amatorskiej, dlatego też obawy co do trudności przyswojenia obrazu są całkiem zrozumiałe. Osobiście jednak uważam, że już po kilu minutach trudności przestają być trudnościami, ponieważ jej charakter bardzo wpisuje się w klimat animacji.

Rzecz dzieje się w Łodzi i jest to bardzo specyficzny obraz Łodzi, Łodzi fabrycznej, zanieczyszczonej dymem i wspomnieniami. Jednak przestawienie to nie odnosi się do jej aktualnej wizji. Jest to wizerunek miasta sprzed lat, kiedy Wilczyński był jeszcze jej mieszkańcem. W głowie zostały mu najbardziej charakterystyczne dla niego miejsca, które pozostały mglistym wspomnieniem. Cała historia to de facto autobiografia animatora, powrót do jego dzieciństwa i osób, do których w inny sposób nie może już powrócić.

Świat przedstawiony jest przepełniony goryczą, tęsknotą za utraconym. Bohaterowie, którzy pojawiają się tylko na chwilę są bardzo prostymi ludźmi z niższych warstw społecznych – matka krzycząca na dziecko, które się przewróciło w tramwaju, starsza kobieta, której zabrakło pieniędzy na bilet miejski i została przez to zwyczajnie zignorowana lub sprzedawczyni (fenomenalne dopasowanie głosu Małgorzaty Kożuchowskiej do postaci), która pozwala brać klientom „na kreskę”. Jednak warstwa rzeczywista nie jest jedyną. W pewnym momencie przekręca się, po czym oczom widza ukazuje się surrealizm w czystej postaci. Ludzie przestają być ludźmi, ich miejsce zajmuje coś innego i choć sytuacje już rozegrane rozgrywają się ponownie, nabierają odmiennie upiornego charakteru. Pojawiają się również figury mistyczne, jak ta na wzór faustowskiego Mefistofelesa, która za nim powtarza „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni. Ja jestem duchem, który ciągle przeczy i słusznie, bowiem, co się tu poczęło jedynie godnym jest, aby tu zginęło, więc lepiej by nic nie rodzono w świecie (…)”.

Dzieło w swojej formie jest bardzo minimalistyczne. Przez długi czas dominuje czerń i biel, czasami wkrada się brudny granat ukazujący zanieczyszczenie nocą, a odcienie żółci pojawiają się dopiero pod koniec. Oprócz głosów postaci, można usłyszeć bluesowo-rockowe utwory Tadeusza Nalepy, przyjaciela Mariusza Wilczyńskiego, który postanowił oddać hołd zmarłemu bliskiemu. Słowa zawarte w utworach często zdradzają więcej niż sam obraz, jednak ujęcie całościowe pozostawia szerokie pole do interpretacji.

Zabij to i wyjedź z tego miasta” to nie tylko retrospekcja życia Wilczyńskiego, lecz także uniwersalna opowieść o pętli życia, do której czasem wpadamy, zapominając, kim jesteśmy lub odgrywając kogoś, kim już dawno być przestaliśmy. To ukazanie pogoni za rzeczami ulotnymi, które z czasem tracą na znaczeniu. To opowieść za utraconymi rzeczami i próba przeżycia ich ponownie, jak to mówi sam Wilczyński „mój film jest o nas, jakimi byliśmy, jakimi już nie jesteśmy i jakimi bardzo chcielibyśmy być”.

Reklama