Oni są bez wartości/wszyscy jesteśmy bez wartości

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nic nie jest jasne w dzisiejszych czasach. Kiedyś, gdy byłem małym chłopcem, opowiadano mi historie o lekarzach, naukowcach, którzy siedzą z próbówkami w laboratoriach i mieszają magiczne mikstury na granicy alchemii, żeby wziąć nas wszystkich i elewować na wyższy poziom cywilizacji. Czytałem o skomplikowanych eksperymentach fizycznych, w których udowadniano, że jest jakoś w opozycji do czegoś innego. I choć nasza wiedza na temat świata się rozszerzała, popełnialiśmy błędy w międzyczasie, ale w mym chłopięcym umyśle utrwalano ideę, jakoby błąd wliczony był w instytucję postępu.

Ostatecznie jednak – wszystko to nie ma znaczenia większego, skoro można przecież powiedzieć, że spotkałem trzy osoby, którym nie wydaje się, że księżyc istnieje, więc w zasadzie te eksperymenty są warte tyle, co krzyczenie na piłkarzy podczas meczu, żeby zaczęli podawać tam, gdzie chcemy.

I może to dobrze? Tak wszyscy ludzie związani z określoną częścią świata, która uznaje zastaną rzeczywistość za taką jaka jest, bez możliwości dyskusji, tak wszyscy oni byli przeciwni tym, tfu, postmodernistom bez żadnych wartości, a obecnie sami deklarują myślenie postmodernistyczne, że nic nie jest pewne, a wmawia nam się pierdoły. Włącz myślenie owieczko, tak mówią, jednocześnie twierdząc, że właściwie historia im się podoba i fajnie, gdyby były wojny, bo można byłoby postrzelać do wrogów. Niezagospodarowany gniew młodych mężczyzn to jednak temat na inny felieton.

Wyobraźcie sobie więc drodzy państwo moje zdziwienie, gdy podczas studiowania różnorakich myślicieli postmodernistycznych, którzy to podważali wszystko, ale w celu innym, by obrać te idee z naleciałości, które przykleiły się do nich przez lata funkcjonowania, że gdy poruszałem tego rodzaju tematy wśród person z mej Alma Mater, dochodził mnie sarkastyczny śmiech. Gdy opowiadałem o tym, że logika jest ograniczona, bo pod to piękne p i jeszcze śliczniejsze q podstawiamy frazy upośledzone, więc wynik wychodzi również upośledzony, niektórzy z mych pobratymców śmiali się i dokazywali, jak gdybym kawały im opowiadał o kobietach z blond włosami, a wydawali mi się takimi, których uproszczenia płciowe mogłyby śmieszyć.

I teraz niby wygrałem tę batalię w opinii społecznej, która nigdy się do tego nie przyzna, że powtarzane z góry idee, spływają w dół po kulturze, aż do życia codziennego i wchodzą w nie jak nóż w przysłowiowe sojowe masło z elementami papieru, ale tak jakbym nie wygrał. Jakbym poległ po raz kolejny, by żyć w tym niezadowoleniu swym po wsze czasy, skazany na fatum, w ramach którego nic nigdy nie może mnie zadowolić. Choć teraz bowiem idea ta wydaje się dominującą, brakuje jej jednak tego elementu ważkiego, który postmodernistom nie umykał tak łatwo. Takiego, wiecie, współczucia. Pisano bowiem o tym, że nauka jest niejednorodna, okiełznać jej wyniki nie łatwo, że seksualność jest bardziej skomplikowana niż to, czego nie dowiadujemy się na wychowaniu do życia w rodzinie, a także o tym, że sposób używania języka, czasami wewnętrznie również krzywdzi. I może tej krzywdy byśmy starali się uniknąć. Wiecie, jak Jezus mówił czy ktoś. Obecnie natomiast jesteśmy świadkami sytuacji, gdzie używa się tego rodzaju rozumowania raczej do wyrządzenia krzywdy. By nie uznawać dowodzenia naukowego, bliźniego swego i nawet właściwie niczego, bo był kiedyś film Matrix i teraz stał się nie tylko metaforą czegoś innego, ale właściwie ideą samą w sobie.

Właściwie nie mam apelu, nie wiem czemu to brzmi, jakby miało do czegoś prowadzić. Żyjemy chyba w takich czasach apelowych. Może w takim razie warto? Apeluję zatem o zaprzestanie koszenia traw w godzinach porannych tj. do 12:00 każdego dnia, bo nie wiem czy wiecie, ale jest pandemia i wszyscy siedzą w domach. Więc może warto to wziąć troszeczkę pod uwagę.

Reklama

Reklama

New Home

Kieruje mnie światło pozostawione na werandzie. Kilka stopni. Nick łapie