Kapitalizm – dla kobiet czy przeciw nim? Wokół Sylvii Federici

kapitalizm-2

W 1975 w pełnym emancypacyjnym rozkwicie Sylvia Federici publikuje w Stanach zbiór esejów wydanych pod tytułem „Płaca przeciwko pracy domowej”, na którego to pierwszych stronach w sposób niezwykle emocjonalny i ekspresyjny (dla wielu nawet zbyt) kreśli portret kobiety osadzonej w podręcznikowo patriarchalnym społeczeństwie – w roli gospodyni domowej. Sprowadzonej do roli pokojówki, seks-zabawki, inkubatora, narzędzia reprodukcji przeciętnego pracownika w dobie kapitalizmu.

Mimo całego nadmiaru furii, który chwilami rozmywa ten spójny i przemyślany obraz, nie możemy Federici odmówić racji, a na pewno zasługi, jaką jest poruszenie przemilczanego tematu: nieopłacanej pracy opiekuńczej. Chociaż od dnia publikacji tekstu minęło ponad czterdzieści pięć lat, temat nadal jest zdumiewająco aktualny. Problemem, na którym jednak chciałam się skupić, jest wskazywanie odpowiedzialnego za owe niewolnictwo pod męską kuratelą – kapitału.

Jak wskazuje Federici, „Kapitał musiał nas przekonać, że nasza nieodpłatna praca to zajęcie naturalne, niemożliwe do uniknięcia, a nawet dające poczucie spełnienia, abyśmy ją zaakceptowały.” Dalej – „Po drugie, kapitał zdyscyplinował męskiego pracownika, czyniąc jego kobietę zależną od jego pracy i jego płacy, i jednocześnie uwięził go w tej dyscyplinie, ofiarując mu służącą – po tym, jak sam pracownik zakończył służbę w fabryce czy biurze. W rzeczywistości rolą kobiet jest być nieopłacanymi, ale szczęśliwymi, a przede wszystkim kochającymi służącymi „klasy pracującej”, czyli tej warstwy proletariatu, której kapitał musiał zagwarantować więcej społecznej władzy.”

Jednak czy to dopiero kapitał przekonał nas, że ta nieodpłatna praca jest naturalnym zajęciem? Czy dopiero kapitał nałożył na dłonie kobiet kajdany w postaci zarobków jej męża i „naturalnego obowiązku” uzdatniania go do ich pozyskiwania?

Transformacja systemowa w XIX wieku interpretowana jest jako koniec pewnej epoki i przewrót w dziejach społeczeństwa europejskiego. Jednak pod wieloma względami kapitalizm stanowi skalibrowane przedłużenie feudalizmu. Pieniądz od zarania dziejów był kluczem do dominacji – modyfikacji uległ jedynie sposób jego nabywania oraz jego kształt. Wszystko to jednak sprowadza się do stwierdzenia, że sam mechanizm gromadzenia i posiadania decydował o prawie do uzurpowania sobie władzy i kwestia, czy majątek ten został nabyty na drodze dziedziczenia czy konkretnych działań zarobkowych stanowi w tej dyskusji punkt marginalny. Posiadacz tej władzy również nie jest aż tak istotny, bo czy to arystokrata czy kapitalista, lennik czy robotnik – w dalszym ciągu jest to mężczyzna. Przejście z systemu feudalnego do systemu kapitalistycznego nie było końcem ani wyzysku, ani rozwarstwienia społecznego, z którym to zdecydowana część krajów zachodnich boryka się w dalszym ciągu. Warstwa posiadająca i mogąca więcej ponownie wypłynęła na wierzch, zmienił się tylko podmiot dzierżący w dłoni bicz. Pojawił się jednak element dla kobiet diametralnie zmienny, który chcąc nie chcąc położył podwaliny do przyszłej walki o równość płci – postawienie kobiety obok mężczyzny w procesie wytwórczym. Wpłynęło to nie tylko na relacje między płciami w instytucji rodziny, ale zmodyfikowało kobiecy portret na skalę społeczeństwa jako jednostki zdolnej do bycia samowystarczalną i mającej swój wkład w prosperowanie rodzinnej i krajowej gospodarki (bo przecież praca którą kobieta wykonywała do tej pory, jak to zauważa Federici – przez pracę nie była uznawana). O tym wspomina w „Kapitale” sam Marks:

„Jakkolwiek zniszczenie dawnego życia rodzinnego w ramach ustroju kapitalistycznego przybiera formy straszne i odrażające, to przecież mimo to przemysł wielki, przyznając kobietom, młodzieży i dzieciom rozstrzygającą rolę w społecznym procesie wytwórczym poza sferą życia domowego, stwarza nową podstawę ekonomiczną dla powstania wyższego typu rodziny i normalniejszego stosunku między obu płciami.”

Mimo dalszej dyskryminacji na polu ekonomiczno-społecznym, nierówności w płacach między mężczyznami i kobietami i towarzyszącego kapitalizmowi wyzysku, emancypacja wyrosła na kapitalizmie i należy poddać wątpliwości, czy miałaby jakiekolwiek szanse na zaistnienie w systemie feudalnym, gdzie moc sprawcza kobiety ograniczała się do piastowania potomstwa i usługiwania mężczyźnie-żywicielowi. Nawet jeśli byłoby to możliwe, stało by się to z niewątpliwym opóźnieniem z uwagi również na to, iż antagonicznie zdecydowana część emancypantek i feministek, z Sylvią Federici na czele, sięgnęła właśnie po Marksa i podwaliny dla swojej filozofii oparła na materializmie dialektycznym, a jako podstawy swojej opresji wskazała kapitalistyczny klasizm.

Kapitalizm wziął udział w procesie uświadomienia kobietom, iż przez wieki były ofiarami męskiej dominacji, a ofiarując im nieco więcej swobody, niż miały wcześniej, uwypuklił wszechobecną niesprawiedliwość. Prezentowaną jednak przez Federici w „Płacy przeciwko pracy domowej” narrację, wskazującą kapitał jako czołowego winowajcę, należy moim zdaniem uważać za mylącą, a nawet szkodliwą. Prowadzi do spłaszczenia zjawiska o szerokim spektrum i niezywkle rozciągniętego w czasie. Nie są to jedyne wady „Płacy”, która mimo bezsprzecznego figurowania w spisie lektur obowiązkowych feministycznego dyskursu, razi skrajnym konstruktywizmem, a jej radykalizm prowadzi niestety do krótkowzroczności. Dosadność i gniew sposobu przedstawiania włoskiej filozofki rozprasza i odejmuje powagi z perspektywy osoby, która sięgnie po książkę nie będąc zagorzałym feministą. Tego typu prace powinny być napisane na tyle umiejętnie, by dotrzeć zarówno do samej warstwy zainteresowanej, których sprawa dotyczy, jak i do tych, którzy nie są wyłożoną problematyką bezpośrednio dotknięci. Skrajny w wielu fragmentach subiektywizm Federici uderza również w tych, których chce bronić – w kobiety, dla których zawód (celowo używam tego słowa) gospodyni domowej nie jest gorzką „przegraną życia” ale aspiracją – rzeczywistością, na którą nie tyle się godzą, ile wręcz do niej dążą. Mają prawo chcieć tego pragnąć, czego autorka nie jest absolutnie w stanie pojąć.

Poglądy Federici ulegają lekkiemu zrewidowaniu i nabierają ogłady z biegiem czasu, a wywnioskować to można sięgając po jej esej „Kapitał a płeć” z 2017 roku, zawierający przemyślana i dogłębną analizę „Kapitału” Marksa w kontekście feministycznym. Federici szczegółowo rozprawia się nie tylko z tym, co Karol Marks w „Kapitale” opisał, ale również, a może nawet głównie, z tym, o czym nie wspomniał w ogóle. Analiza, po której czytelnikowi może się nasunąć, że o ile marksiści jako pierwsi intencjonalnie wyciągnęli do kobiet rękę i położyli podwaliny pod przyszłą filozofię feministyczną, to tak jak nie został stworzony dla kobiet kapitalizm, tak też nie został stworzony dla nich marksizm. Owszem, Marks waliduje rolę kobiety w procesie produkcyjnym, jednocześnie jednak w jego krytyce kapitalizmu jako czynnika, który pozbawił kobiety czasu na piastowanie ról matek, żon i zaburzył prawidłowy porządek życia rodzinnego, wyczuwalny jest smrodek tęsknoty za feudałem.

Warto również pamiętać, że patriarchatem (będącym niewątpliwie narzędziem opresji kobiet we współczesnym kontekście) mężczyźni również podcięli gałąź, na której sami siedzą, kreując niezdrowy stereotyp toksycznej męskości, wzmocniony przez nieustanną pogoń dopasowania się do schematu człowieka sukcesu i self-made man’a XXI wieku.

Zatem zamiast zastanawiać się, czy kapitalizm jest dla kobiet, winniśmy się zastanawiać, czy kapitalizm jest dla ludzi i jakimi drogami możemy uczynić konsumpcję może nie od razu etyczną, ale bardziej etyczną niż jest ona obecnie. Zastanowić się, jak wyjść z roli towaru, do którego obecny system w skrajnie strukturalistycznym ujęciu sprowadził kobietę, mężczyznę i wykonywaną przez nich pracę.

Jednocześnie warto opuścić zerojedynkowy wir modnego, kompulsywnego niemal lewicowania i zamiast iść na łatwiznę, obarczając kapitalizm za każde negatywne zjawisko będące plagą współczesnego społeczeństwa zachodniego, zatrzymać się i przeanalizować pochodzenie problemu, by być w stanie skuteczniej go zwalczać. Obwinianie o wszystko systemu stworzonego w XIX wieku jest (lekko mówiąc) niedorzecznością, bo ani seksizmu, ani klasizmu nie można odmówić systemowi feudalnemu, który poniewierał nas o wiele dłużej.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE

Ewa nie chce spać

Ewa Collé to dwudziestoparoletnia kobieta, która dzieli swoje życie między pracę