Nowe wyzwania przed managementem w czasach pandemii – Rozmowa z Arkadiuszem Krzywkowskim

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
fot. Kamil Ozimek

Ł.R: Jak można określić Twoją działalność? Jesteś opiekunem Gwiazd? Managerem? Agentem?

A.K: Opiekun gwiazd? Wolę mówić, że pracuję z artystami, a nie z gwiazdami. Bo nawet, jeśli to są – jak Agnieszka Hyży, czy Odeta Moro – dziennikarki, to są one niesamowicie kreatywne,  ich głowy dosłownie gotują się od nowych projektów. Także biznesowych. Pracuję z Grażyną Wolszczak, która od kilku lat realizuje swoje projekty teatralne. Nie porzuciła aktorstwa, ale założyła swój własny teatr Garnizon Sztuki. Artystą jest z całą pewnością Grzegorz Hyży. Tworzy własną muzykę, pisze teksty, nagrywa. Także ma głowę pełną pomysłów, ale też wątpliwości. Jestem pierwszym lustrem, w którym te pomysły się przeglądają. Mam zdrowy dystans, robię selekcję, proponuję kierunki rozwoju. Poza tym zajmuję się dosłownie wszystkim. Od A do Z. Całą opieką manegementową, PR’em, prowadzeniem kalendarza, umawianiem spotkań, autoryzacją wywiadów, koordynacją i kreacją sesji zdjęciowych, organizacją tras koncertowych itp. Pracujemy ze sobą od wielu lat, przyjaźnimy się i wspieramy, również prywatnie.

Ł.R: Co się zmieniło, kiedy wszystkich nas dopadł koronawirus i skończyły się koncerty, skończyły się wystawy, eventy, skończyło się praktycznie całe życie kulturalne?

A.K: To prawda, jednego dnia musieliśmy wstrzymać realizację wszystkich naszych planów. Oczywiście, sytuacja dotknęła prawie każdą branżę, ale teraz, po 9 miesiącach, widzę, że branża artystyczna ucierpiała wyjątkowo, a muzyczna zawaliła się kompletnie. W marcu mieliśmy zakontraktowanych kilka kampanii reklamowych, programów telewizyjnych, prawie 40 koncertów Grzegorza w ramach letniej trasy koncertowej. Wszystko zostało odwołane! Od marca do września to zawsze najbardziej gorący okres na trasy koncertowe, także te plenerowe, eventy itp. Agencja starała się rozmawiać z kontrahentami i przekładać zobowiązania wynikające z umów na rok 2021, ale nie we wszystkich przypadkach to się udało. A przecież taka trasa koncertowa to praca nie tylko dla muzyków. To technicy, asystenci, styliści, oświetleniowcy, fotografowie, reżyserzy, tour managerowie, całe zaplecze techniczne. Ludzie, którzy na początku tego roku zainwestowali często całe swoje oszczędności w sprzęt, w samochody, by zabezpieczyć nasze show. Na sukces danego artysty pracuje wielu ludzi, którzy przed pandemią regularnie się spotykali, planując wydarzenia z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Ci wszyscy ludzie zostali bez pracy. Bez źródła utrzymania i bez oszczędności.

Ł.R: A to są tysiące ludzi w Polsce.

A.K.: Dziesiątki tysięcy ludzi, którzy zainwestowali swoje oszczędności. Zainwestowali, bo liczyli, że odzyskają te pieniądze w nadchodzącym sezonie. Tymczasem świat powoli przenosił się z realu do przestrzeni internetowej.

Ł.R: Świat się zmienia. Nawet Anywhere – Magazyn, dla którego robimy ten wywiad już nie ma wersji papierowej.

A.K: To prawda. Rozmawialiśmy na ten temat z Marcinem Ranuszkiewiczem (wydawca magazynu Anywhere.pl). Od czasu, kiedy zamknęli nas w domach, internet stał się najważniejszym źródłem informacji, ale też formą spędzania czasu. Pojawiła się możliwość uczestniczenia online w koncertach i spektaklach, oglądania festiwali filmowych, a muzyczne serwisy streamingowe zanotowały rekordowe wzrosty wyświetleń muzyki.

Ł.R. Kto najszybciej z twoich podopiecznych odnalazł się w nowej rzeczywistość ?

A.K. Każdy po swojemu mierzył się z nową rzeczywistością. Odeta Moro mająca autorską audycję w radiu Złote Przeboje i prowadząca Onet Rano swoje programy nagrywała z własnej sypialni. Grażyna Wolszczak razem z Joanna Glińska w tym najgorszym czasie remontowały teatr, spełniając swoje marzenie o stworzeniu nowego kulturalnego miejsce na mapie Warszawy. Nie wiedziały, kiedy będą mogły rozpocząć działalność, przełożyły więc datę  premiery nowego spektaklu na wiosnę, a zamiast tego urządziły huczną parapetówkę. Następnego dnia jednak Warszawa wylądowała w żółtej, a potem w czerwonej strefie, co oznaczało, że na widowni może być nie więcej niż 25% ludzi. Miesiąc później teatry i kina zostały całkowicie zamknięte, a wszystkie wydarzenia artystyczne odwołane. Razem przygotowaliśmy więc ofertę streamingową dla firm, które w pandemicznej rzeczywistości nie mogą organizować zwyczajowych imprez świątecznych, czy podsumowujących mijający rok. Oferujemy możliwość spotkania on line przedstawiciela danej firmy z pracownikami lub klientami, a następnie streaming jednego ze spektakli teatru Garnizon Sztuki. Wszystkie te spektakle są znakomite na taką okoliczność, są spektaklami komediowymi z misją, dają szansę nie tylko na rozrywkę, ale na refleksję i wzruszenie. Pierwsze tego rodzaju wydarzenie zagrane dla firmy OLX udało się nadzwyczajnie, wszyscy byli bardzo zadowoleni. I oglądający, i aktorzy, i wszyscy pracownicy techniczni. No i dziewczyny, które płacą przecież duży czynsz.

Ł.R: Jak sobie poradziła Agnieszka?

A.K Agnieszka razem ze swoją wspólniczką Anią Powierzą ten czas wykorzystała doskonale. Stworzyły startup – pierwszą platformę w Polsce z interaktywnymi e-bookami HOW2. Okazało się, że trafiły w najlepszym momencie, kiedy zamknięci w domach ludzie poszukują sprawdzonych informacji o tym np., co gotować, jak poruszać się w świecie social media, jak zaplanować swoje wesele, czy nawet jak się rozwieść.

Ł.R: Agnieszka jest teraz Prezesem How2 i rozwija swój startup. Czy na dobre pożegnała się z telewizją?

A.K. Agnieszka nigdy nie zakończyła swojej przygody z telewizją. Po wielu latach bardzo intensywnej obecności w telewizji i mediach, przyszedł czas na rozwijanie się w biznesie. W międzyczasie pojawiają się nowe oferty współpracy, w kanałach tematycznych i newsowych, ze stacji telewizyjnych i internetowych. Zastanawiamy się, planujemy, prowadzimy rozmowy. Oboje czujemy, że przyszedł czas na zmiany i chcemy dobrze wykorzystać ten moment.

Ł.R: O Grzegorzu było głośno na początku roku – usunął wszystkie posty ze swojego instagrama i wylogował się z sieci. Dlaczego?

A.K. Tak, wszyscy pisali o zniknięciu Grzegorza, teraz piszą o tym, że wraca! To powrót w wielkim stylu, dokładnie taki jak zaplanowaliśmy. Miał wrócić w momencie, kiedy jego kolejny muzyczny projekt dojrzeje na tyle, że będzie można podzielić się nim z fanami. Ten rok nie jest łatwy dla Grzegorza, po latach niezwykle intensywnej pracy w trasach koncertowych, z dnia na dzień został pozbawiony kontaktu z publicznością. Nie będę nad tym się rozwodzić, bo Grzegorz nie lubi opowiadać o emocjach ani pokazywać swojego życia prywatnego.

Ł.R. Grzegorz wrócił do social media i od razu zaskoczył swoich fanów sporą metamorfozą

A.K. Faktycznie! Fani dostrzegli zmianę jego wizerunku. Dostał mnóstwo komplementów, ale Grzegorz od zawsze przecież dba o niepowtarzalność swojego stylu, nie tylko muzycznego. Zaskoczy z pewnością też swoim nowym singlem i klipem, które będą miały premierę 13 listopada, w piątek.

Ł.R: To będzie wirtualna premiera?

A.K: Tak, w większości wirtualna. Wszystkie łączenia ze stacjami radiowymi i internetowymi odbędą się online. Ze względów bezpieczeństwa.

Ł.R: A co u Ciebie? Co teraz robisz, nad czym pracujesz, co ciekawego się dzieje?

A.K.: Są takie projekty, o których jeszcze nie możemy mówić. W związku z pandemią pewne duże realizacje zostały wstrzymane, ale management działa i szuka nowych rozwiązań na realizację projektów w dobie coraz większych obostrzeń. Zatrudniliśmy zespół, który stworzył nowe portfolio dopasowane do aktualnej sytuacji tak, abyśmy jak najsprawniej mogli przenieść projekty do internetu bez utraty jakości, to jest dla nas bardzo ważne. Streaming stał się podstawowym narzędziem i właśnie w taki sposób udało się zrealizować znaczną część koncertów Grzegorza, poprowadzenia dużych gali, press day i eventów. Także i teatr Grażyny i Joanny przychodzi z nową ofertą.

 Ł.R: Ale z widownią ostatnio było kiepsko, bo tylko 25 % publiczności mogło być zajęte…teraz teatry są zamknięte.

A.K.: Tak, jest oczywiście ciężko, bo przy 25% widowni w Garnizonie Sztuki nie można pokryć kosztów eksploatacji spektaklu, wynagrodzeń aktorów, obsługi technicznej, bileterów. To są ludzie, którzy potrzebują pracy, a Garnizon nie jest w stanie dać im pełnych wynagrodzeń. Wspomniana oferta streamingowa jest rozwiązaniem niedoskonałym. Trudno o te emocje, które towarzyszą spektaklom na żywo. Zupełnie inaczej odbiera się spektakl w teatrze, niezastąpiony jest bezpośredni kontakt z aktorem, to jest wyjątkowa energia. A właśnie za te emocje i energię widzowie kochają teatr. Ale streaming jest idealnym rozwiązaniem, kiedy normalne relacje artysty z publicznością stają się niemożliwe.

Ł.R: Ile trwało zdobycie zaufania wszystkich Twoich artystów? Jesteś trochę takim ich powiernikiem?

A.K.:  Tak o mnie mówią, nawet w mediach. Rzadko podają nazwisko, ale piszą, że powiernik, agent, manager. Nie przeszkadza mi to. Pierwszą osoba, która mi zaufała była Grażyna Wolszczak. Niefrasobliwie oddała mi do prowadzenia wszystkie swoje sprawy, łącznie z hasłami dostępu. Ale raczej się nie zawiodła, skoro pracujemy razem już piąty rok. Czasem na to zaufanie trzeba się dłużej napracować, zwłaszcza, kiedy artysta nie ma dobrych doświadczeń w przeszłości. Tym cenniejsze jest, kiedy z ostrożnego profesjonalizmu niepostrzeżenie przechodzimy do naprawdę bliskich relacji. Uważam, że gdybyśmy się nie zaprzyjaźnili, gdyby te relacje były wyłącznie zawodowe, to większość projektów w ogóle by nie wyszła. Powierzają Ci wszystko, swoją karierę zawodową i sprawy prywatne, a ja robię wszystko, żeby się rozwijali. To duża odpowiedzialność, ale i wielka satysfakcja, kiedy widzę jak sprawy idą w dobrym kierunku za sprawą także mojej pracy, mojej intuicji.

Ł.R: Czyli prawdziwy profesjonalista, który stoi z tyłu albo z boku. Jest „szarą eminencją”.

A.K.: Tak, jeśli ktoś został managerem, bo jest niespełnionym artystą, zawsze będzie marzył o tym by być na miejscu swoich podopiecznych. To nie jest zdrowe.

Ł.R: A przyjaźń z twoimi podopiecznymi? To jest zdrowe? Mieszanie pracy z życiem prywatnym?

A.K.: Staramy się tego nie mieszać, ale rzeczywiście, bywają takie gorące momenty, w których to nie wychodzi. Ale na ogół w pracy skupiamy się na tym, co jest do zrobienia, jestem od tego, by wszystkiego dopilnować, aby ustalony plan został jak najlepiej zrealizowany. Po koncercie, czy sesji zdjęciowej, wrzucamy na luz, idziemy na kolację, wygłupiamy się, planujemy wakacje. Czasem wspólne.

Ł.R: Masz jakieś obawy przed przyszłością całej branży?

A.K.: Pewnie, że mam. Już teraz wiele osób zrezygnowało z prowadzenia swoich działalności artystycznych. Przebranżowiło się. Managerowie zamykają agencje, technicy i kierowcy wykorzystują swoje busy pracując np. dla firm kurierskich, ale wszyscy żyjemy nadzieją, że pewnego dnia wrócimy do normalności. Budujemy naszą działalność w sieci, licząc na to, że ludzie jednak tęsknią za żywym spotkaniem i prędzej, czy później ono nastąpi. A wtedy wszyscy ludzie pracujący z artystami, także my menadżerowie, wrócimy na swoje miejsce. Potrzebujemy siebie nawzajem, dlatego też powstała Izba Gospodarcza Menedżerów Artystów Polskich, która walczy o lepsze jutro środowiska kultury i muzyki:) 

Ł.R: Życzę w takim razie przetrwania.

A.K.: Dzięki wielkie.

 

fot.: Patrycja Toczyńska

 

Reklama